Road trip USA, co musisz wiedzieć przed wyjazdem?



Nie tak łatwo zaplanować trzymiesięczny pobyt w Stanach.

... i nie skłamię, mówiąc, że to pierwszy wyjazd, do którego przygotowywałam się tak bardzo skrupulatnie. Już dwa lata wcześniej ułożyłam sobie listę miejsc do zobaczenia na zachodzie USA. Pół roku wcześniej szukałam informacji, jak wynająć auto w Stanach, a z każdym kolejnym dniem stresowałam się tym wszystkim jeszcze bardziej. Dwa miesiące wcześniej trzeci raz czytałam blogi i dopisywałam punkty na obszernej bucket liście. A później, siedząc już w Santa Cruz, na bieżąco poprawiałam plany i zmieniałam rezerwacje.

Wszystko to sprawiało mi ogromną frajdę, ale również… stresowało.
Zwłaszcza wtedy, gdy kolejny zły komentarz uświadamiał, ile rzeczy może pójść po prostu źle.

Ale wiecie co? Koniec końców, wszystko było dobrze.

A dzisiaj, jeśli mogę choć trochę wam pomóc i odjąć tego stresu, tym chętniej to robię!


praktyczne rady | jak wynająć samochód | parki narodowe | sprzęt campingowy


Road trip USA, o czym warto pomyśleć wcześniej? It’s easy like ABC.


A. Samochód


To podstawowa kwestia, którą trzeba rozważyć przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych. Nie od dzisiaj wiadomo, że publiczna komunikacja USA to kiepski żart, a bez samochodu – naprawdę – jesteś jak bez ręki.

Nie wyobrażam sobie porządnego zwiedzania Stanów bez samochodu. No chyba, że zadowolisz się kilkoma, dużymi punktami (jak Wielki Kanion), do których można wykupić wycieczkę i miejsce w busie. Tylko samochód da ci wolność i swobodę, tak niezbędne na każdym tripie!

A zanim padnie Tak! Rezerwuję!, odpowiedz sobie na kilka podstawowych pytań. Jak będzie wyglądać twoja trasa? Gdzie chcesz odebrać, a gdzie zwrócić auto? Na ile dni wynająć samochód? I w końcu, jakiego auta potrzebujesz?

Wynajem samochodu to, szczególnie dla początkujących, skomplikowana sprawa. Ubezpieczenie, dodatkowy kierowca, GPS… stracisz czujność, a twój rachunek magicznym sposobem przemnoży się razy 2. Dużo praktycznych informacji o tym, jak wynająć auto w Stanach znajdziesz w poście Samochodem po USA, jak wynająć auto bez karty kredytowej?.




A tymczasem pójdę krok do przodu.

O czym musisz pamiętać i co może cię zaskoczyć na drodze w USA?


  • Na czerwonym świetle można skręcać w prawo, oczywiście, o ile nie zabraniają tego znaki.
  • Na skrzyżowaniu all-way-stop z czterema znakami stopu – moja osobista zmora – pierwszeństwo ma ten, kto przyjechał pierwszy. Samochody przejeżdżają przez skrzyżowanie, w takiej kolejności, w jakiej na nie przybyli.
  • Sygnalizacja świetlna często znajduje się ZA skrzyżowaniem, a nie tak jak w Polsce - przed.
  • Przekroczenie dozwolonej prędkości jest karane wysokimi mandatami, ale (w zależności od stanu) przymyka się oko na jazdę 5-10 mil/godzinę ponad ograniczenie.
  • W USA nie istnieją rutynowe kontrole. Policja musi mieć realny powód, żeby cię zatrzymać.
  • Na stacjach benzynowych płacisz zawsze PRZED zatankowaniem (najczęściej kartą, ale niektóre punkty dopuszczają zapłacenie depozytu gotówką).
  • Miej oczy dookoła głowy. W niektórych stanach nie ma zakazu używania telefonu komórkowego w trakcie jazdy, a wiele osób, szczególnie na autostradach, nie sygnalizuje zmiany pasu ruchu.
  • Popularną metodą włamań jest wybijanie szyb w autach, więc gdy opuszczasz pojazd, upewnij się, że na widoku nie zostały żadne plecaki czy inne wartościowe rzeczy.


B. Parki narodowe


Nie duże miasta, metropolie, które ciągną się kilometrami, a parki narodowe właśnie. Wielką szkodą byłoby ograniczyć swoje zwiedzanie do LA, Las Vegas i San Francisco, skoro to natura jest tym, co najlepsze na zachodzie USA. Pomyśl, jak często masz okazję zobaczyć rozległe kaniony, śmierdzące gejzery, które raz po raz wystrzeliwują wodę w górę czy suchą krainę, w której notuje się rekordowe temperatury powietrza?

Dużo inspiracji, wokół jakich miejsc zorganizować swój pierwszy road trip znajdziecie we wpisie Road trip w pigułce, czyli co zobaczyć na zachodzie USA.




Wjazd do parków narodowych jest z reguły płatny, ok. $20-30 za samochód. Jeżeli planujesz odwiedzić przynajmniej 3 parki, najbardziej ekonomiczną opcją jest zakup karnetu America the Beautiful ($80). Karta pozwala na nieograniczony wjazd do wszystkich parków narodowych przez cały rok. Karnet przypisany jest do dwóch właścicieli. Co to oznacza w praktyce? Przed wyjazdem warto rozejrzeć się za używaną kartą z pustym miejscem na drugiego właściciela i kupić ją o połowę taniej.

Naszą kartę nabyłam kilka miesięcy wcześniej na olx za 160 zł.

Na zwiedzanie parków nie musisz mieć sprecyzowanego planu. Zazwyczaj już na wjeździe dostajesz mapkę z zaznaczonymi szlakami i punktami widokowymi. Przed ruszeniem w trasę warto zatrzymać się w visitor center, gdzie miły strażnik poleci dobre miejsca, dopasuje plan do twoich możliwości i czasu, który chcesz poświęcić na konkretny park.

Pamiętaj, że parki najlepiej zwiedza się od wschodu do zachodu słońca. Nie ma tu miejsca na sztuczne oświetlenie, więc już kilka chwil po zachodzie zaczyna panować nieprzenikniony mrok. Uważaj, bo nie chciałbyś się wtedy znaleźć na najtrudniejszym szlaku w parku.




Gdzie spać na road tripie? Podrzucam trzy sprawdzone opcje:


  • na płatnych campingach w okolicy parków narodowych (np. w Yosemite za miejsce na campingu płaciliśmy ok. $25/auto); w sezonie warto zarezerwować site z dużym wyprzedzeniem!
  • na bezpłatnych dzikich campingach, które często nie różnią się niczym szczególnym od tych oficjalnych (https://freecampsites.net/)
  • w motelach na trasie pomiędzy parkami (wynajęcie pokoju dla 4 osób to koszt ok. $40-100); kilka hoteli udało nam się zarezerwować z wyprzedzeniem na bookingu (z możliwością anulowania rezerwacji) i zapłacić już po przyjeździe na miejsce

O ile sama optuję za punktem nr 2, baaardzo polecam rozejrzeć się za fajnym hotelem w Las Vegas. Zastanów się, jak często będziesz miał okazję przenocować w 4-5 gwiazdkowym hotelu w USA? Ceny hoteli w LV, szczególnie w środku tygodnia, są bardzo przystępne. Za 4-osobowy pokój w Hard Rock Hotel**** z kasynem i pięknym basenem (blisko The Strip) zapłaciliśmy $55.

Jak uzyskaliśmy tak dobrą cenę? Za pomocą małego oszustwa. Zarezerwowałam pokój na 3 osoby (z dwoma łożkami queen), w którym de facto nocowaliśmy w całą czwórkę.




C. Sprzęt na camping


To kwestia, którą zbagatelizowałam przed wyjazdem na road trip. A tam, kupi się po drodze – pomyślałam i skutkiem tego, dwie pierwsze noce były jednymi z najgorszych w czasie tej podróży. Spaliśmy w małym, dusznym aucie – ściśnięci we czwórkę pomiędzy bagażami. Ba! Pod siłownią, w której pierwsze zajęcia rozpoczynały się o 5 rano!

Część sprzętu (np. śpiwory) można przywieźć ze sobą z Polski, a resztę dokupić w Wallmarcie. Tylko że… zupełnie nie przemyślałam, że nie każdy Wallmart jest super zaopatrzony, a w poszukiwaniu namiotów, śpiworów i karimat zjeździmy aż 4-5 dużych sklepów! Dwa, powiedzmy sobie szczerze – tani sprzęt w Wallmarcie jest średniej jakości, a najtańsze śpiwory nie dość, że nie grzeją, to zajmują dużo za dużo miejsca.

W Wallmarcie kupiliśmy również małe kolorowe latarki, porządny scyzoryk, rozpałkę, szarą taśmę klejącą i widelec do grillowania. Po burzliwych dyskusjach odrzuciliśmy pomysł zakupu przenośnej kuchenki gazowej. Postawiliśmy na kanapki, ognisko i tradycyjną polską kiełbasę. Po drodze z łatwością można się zaopatrzyć w gotowe, porąbane drewno i nie martwić się, że na pustyni zabraknie suchego drzewa.




Hitem wyjazdu okazał się zwyczajny plastikowy bidon na wodę (jeszcze lepszy byłby z filtrem, ale cóż). W Stanach, w każdym parku porozstawiane są fontanny z darmową, pitną wodą. Codziennie napełnialiśmy butelki, a na palach jednej ręki (w ciągu miesięcznego tripa!) mogę zliczyć, ile razy kupiliśmy wodę w sklepie. Ekonomicznie i ekologicznie za razem.

Tę samą butelkę musiałam później wyrzucić przed wejściem na mecz koszykówki ;(

+ a gdyby tak po road tripie przekazać niewykorzystany sprzęt dalej? Polacy, których spotkaliśmy w Santa Cruz podrzucili nam mały kanister na paliwo, mini lodówkę, drewno i cały zestaw papierowych talerzy i plastikowych sztućców. Ba, w pudełku znaleźliśmy również proszek do prania, paczkę herbaty i butelkę polskiej wódki ;)


*      *     *


Przygotowania do road tripa mogą być męczące, ale zapewniam – dadzą ci wiele satysfakcji. O niektóre rzeczy warto zadbać wcześniej, a niektóre… wykreślić z listy i dać się ponieść przygodzie. W końcu, co to byłby za road trip bez rozbijania namiotu gdzieś na zadupiu pod gołym niebem, mycia zębów na punkcie widokowym i szukaniu motelu, tak zwyczajnie, przy drodze?

Miłej podróży,
M.


Jak zaplanować road trip USA


Na zdjęciach: Canyonlands


Blogerzy blogerom, Share Week 2018


Share Week 2018


Share Week 2018 to już siódma edycja akcji Andrzeja Tucholskiego, w której blogerzy polecają blogerów. Przez trzy tygodnie cała blogosfera podrzuca swoje typy, dzieli się inspiracjami i bierze udział w tworzeniu jednego z najlepszych blogowych rankingów w Polsce. Bo w końcu, kto zna się na tym lepiej i jest bardziej zaangażowanym czytelnikiem jak nie inny bloger właśnie?

Chcesz wiedzieć więcej? Zerknij tutaj.

Wciąż czytam i uwielbiam blogi, które polecałam w ramach zeszłorocznej odsłony Share Week 2017. Pamiętacie, kto wtedy znalazł się w moim zestawieniu Top 3? Tego roku nie spuszczam z tonu i podrzucam wam trzy wspaniałe blogi - dwie niezłe babki i parę, która w poszukiwaniu marzeń włóczy się gdzieś po świecie :)




Obrazki Blondynki to, moim zdaniem, jedna z najlepszych witryn fotograficzno - podróżniczych w polskiej blogosferze.

Paulinę podziwiam za kilka rzeczy - za fotograficzną żyłkę, klipy wideo, które hipnotyzują już od 1 sekundy po wciśnięciu play, trudne tematy i za sposób, w który przedstawia świat. Jak sama mówi robi ładne obrazki - i te fotograficzne, i filmowe, a ja skromnie podrzucę, że jej zdjęcia w niczym nie ustępują kadrom z największych foto-wystaw świata. Paulina daje radę, a jej rozwojowi - zawodowemu, blogowemu i prywatnemu - kibicuję z całych sił.




Do Ani trafiłam 2 lata temu za sprawą wpisu Moje ciało nie jest „grzechem”, więc nie będę za nie przepraszać i zostałam na stałe.

Co takiego jest w tej dziewczynie, że przyciąga do siebie ludzi jak magnes? Cóż, na pewno nie jest to estetyka, bo w kwestii stylu / zdjęć / wyglądu bloga rozmijamy się na każdym kroku. Są jednak rzeczy, których nie można jej odmówić - warsztatu i mądrości, która kryje się w z pozoru prostych słowach. Do Ani przychodzisz jak do kumpeli na plotki przy popołudniowej kawie; jak do szkoły na zręcznie skrojony wykład. Słowa wylatują z karabinu i są to dobre słowa.

Nie mogę pozbyć się wrażenia, że bez Ania Maluje polska blogosfera straciłaby jeden ogromnie ważny filar.




Na trzecie miejsce wskakuje polecajka z mojego własnego podwórka :)

Justynę poznałam w czasie studiów, a od kilku miesięcy na bieżąco śledzę przygody Justyny i Tomka w podróży dookoła świata. Kto z nas nigdy nie marzył o tym, by rzucić wszystko i pojechać przed siebie? 10 października Co tam podróżnicy wyruszyli w kierunku swoich marzeń. Dubaj, Nepal, Tajlandia, Nowa Zelandia… co będzie dalej?

Wsiadając do samolotu, z kopyta wystartowali z blogiem i codziennymi vlogami. To jak, polubisz kanał i dołączysz do ich niesamowitej wyprawy?


*      *     *


A co to byłby za świąteczny obiad bez sernika na deser?

Łapcie klejnot polskiej kompozycji klasycznej, czyli Jacek Kopiec i solo na akordeonie. Wciąż nie mogę zdecydować, co wolę bardziej - muzykę czy piękny obrazek w tle?





Macie już swoje typy na #ShareWeek 2018?

Trzymajcie się ciepło, M.

Wzdłuż wybrzeża Kalifornii


Michael Kiwanuka – Cold Little Heart


Dźwięki piosenki dobiegają z głośnika. Zamykam oczy i delikatnie kręcę kierownicą. Wjeżdżam w zakręt, zza którego powoli wyłania się najpiękniejszy odcinek zachodniego wybrzeża USA. Słoneczne niebo i góry, które gwałtownie nikną w białych falach Pacyfiku.

Znowu tu jestem. W miejscu, w którym spełniły się marzenia.


Big sur | West Coast | Kalifornia


Big Sur

Już od kilku lat wiedziałam, że to Big Sur będzie jednym z tych miejsc, które muszę zobaczyć w Kalifornii. A jednak… ze smutkiem godziłam się z myślą, że na kilka tygodni przed planowanym wyjazdem zamknięto Pacific Coast Highway (CA-1). Nagła burza, która tamtego lata nawiedziła Kalifornię, przykryła toną ziemi najpiękniejszą trasę USA.

Do końca września nie wiedziałam, że fragment jedynki, Big Sur jest wciąż dostępny od strony Monterey.
Ale był i całe lato wyciągał do mnie przyjazne ręce.

We wrześniu 2017 od północy dojechaliśmy aż do Bixby Bridge – mostu z pocztówki, przerzuconego nad przepaścią, w miejscu, w którym ocean spotyka się z ziemią.






         




         




      





Big Sur szybko podbiło moje serce. Nic dziwnego; nie ma piękniejszego miejsca w całej Kalifornii.
Tak pięknego, że w ciągu naszej podróży wracałam tam dwa razy.

Na skraj przepaści; do śnieżnobiałych mew i delfinów, które raz po raz wyskakiwały ponad taflę wody.


Monterey

W Monterey byliśmy tylko przejazdem, zjeść krewetki w Bubba Gump’ie.
I odżałować nie mogę.

Dzisiaj wróciłabym do Monterey i odwiedziła jak należy – we wrześniu, zahaczając o festiwal jazzowy i 7 miejsc z serialu Big Little Lies.



         





Davenport

A dalej?

Pewnego dnia poprosiłam Jose, żeby pokazał mi najpiękniejsze miejsce w okolicy Santa Cruz. Pojechaliśmy tam rankiem, 21 sierpnia, w dniu, w którym księżyc całkowicie przysłonił słońce. Z niecierpliwością patrzyłam w niebo, ale szare chmury szczelnie objęły wybrzeże przy Davenport.

Ten dzień nie dostarczył nam kosmicznych wrażeń, ale pocieszył spokojem i dostojnością Davenport.
 
Czasami zastanawiam się, dlaczego tak bardzo lubię klify i fale, które z wściekłością ciskają o skały. Gniewny oddech oceanu i białą pianę, która rozbryzga na wszystkie strony. Agresywną walkę, starcie tytanów, od którego nie potrafię oderwać wzroku.










Capitola

To prawda, że Kalifornia jest pełna pięknych plaż.
Tylko, że te najbardziej urokliwe z nich są zupełnie niepozorne.

Spójrzcie na Capitolę, niewielkie miasteczko schowane w cieniu Santa Cruz.





Do Capitoli pojechałam sama.
Spakowałam aparat i wsiadłam w autobus, po prostu.

Godzinę później byłam już na plaży. Spacerowałam wąskimi uliczkami i dotykałam kolorowych domków, które wyrosły tuż przy złotym piasku. Turkusowych, zielonych, żółtych i różowych – jaskrawej tęczy nad brzegiem oceanu.

Słynne Venetians – symbol Capitoli – są prywatną posiadłością, która latem wynajmuje się turystom. Pomyśl – to trochę jak w bajce – zamieszkać w pastelowym, kalifornijskim domku.








         






Morro Bay

Kropka nad i.

Objeżdżając zamknięty odcinek Santa Lucia, trafiliśmy do Morro Bay, w samą porę, żeby złapać ostatnie promienie zachodzącego słońca.

Zatoka tonęła w różowym świetle, a tam – na samym jej środku – pluskała się radośnie mała wydra. O, zobacz! jest i druga. Pływa na plecach, mocno ściskając się za rączki. Chlup, wywinęła ogonem, burząc spokojną taflę wody.

Rybackie miasto właśnie układało się do snu.






I love going up the West Coast of the U.S. 
because it’s one of my favorite parts of the world to tour. (Colin Hay)