Corrida de toros

Zwykle nie lubię wypowiadać się na temat, na który mam pewne ogólne, mgliste pojęcie. Tak, nie to słowa, którymi zdecydowanie za łatwo rzucamy. Nie problem powiedzieć jestem za/jestem przeciw i ustosunkować się do danej kwestii. Ile osób, tyle dowolnie formułowanych opinii. Pojawia się pytanie, co właściwie się za tym kryje? Obejrzany dokument, notka prasowa, wysłuchane kazanie w kościele czy bo TAK myśli mój najlepszy przyjaciel? To fascynujące, jak tworzą się nasze poglądy i decyzje, które podejmujemy. Co więcej - jak szybko potrafią się one zmieniać.

Na jednej z lekcji konwersacji rozmawialiśmy o problemie eutanazji. Kiedy przyszła moja kolej, zamilkłam. Mogłam wyciągnąć z kieszeni pierwszy, lepszy banał. Na tym też w sumie polegają konwersacje - nie ważne, co mówisz, ważne, że dużo i poprawnie. Pamiętam jak niegdyś z wielką łatwością przychodziło mi bojkowanie o prawach człowieka, gorący sprzeciw aborcji czy upór w głoszonej tolerancji. Sprawa była prosta, należało tylko znaleźć właściwie argumenty. Dziś staram się być bardziej ostrożna w tym, co mówię. Oczywiście, mogę mieć zdanie na każdy temat, ale dziś zdaję sobie sprawę z czegoś jeszcze, z tego, co jest ponad tym wszystkim, w co wierzymy. Z siły ludzkiego doświadczenia. Co z tego, że wiem, jak dana rzecz może być niemoralna, kiedy życie potrafi wywrócić nas do góry nogami. Nie mam i nie będę mieć prawa wiedzieć, jak zachowam się w sytuacji, gdy obiektywna decyzja stanie się przykrą rzeczywistością. Dopiero ten moment, chwile jak ta stają się fundamentem naszej osobowości, naszych poglądów, które wiem dlaczego i po co głoszę.

O Corridzie de toros, nieodłącznym elemencie hiszpańskiej kultury, słyszałam już od dawna. Temat przewijał się zarówno pod kątem łamania praw zwierząt, jak i filarów śródziemnomorskiej cywilizacji. Zwyczaj zabijania byków wywodzi się jeszcze z czasów starożytnego Rzymu, gdzie stanowił hołd składany bogini odrodzenia, wiosny i budzącej się do życia przyrody. Poświęcenie zwierzęcia było nieodłącznym elementem rytuału, któremu nadawano wymiar godności i boskości. Dziś mało kto już o tym pamięta. Corrida stała się wielkim widowiskiem, wydarzeniem, które przyciąga przede wszystkim tłumy turystów. Stała się rozrywką z całą swoją muzyczno-taneczną oprawą, niemal jak sobotnie wyjście do kina, które silnie napędza budżet państwa. Początkowo miałam do corridy dosyć neutralne nastawienie. Budziła moje zaciekawienie, w końcu było to coś nowego i zupełnie odmiennego od rzeczy, z którymi dotychczas miałam do czynienia. Przebywając w Sewilli, żałowałam, że nie trafiliśmy na sezon i nie mogliśmy obejrzeć przedstawienia. Z biegiem czasu i ilością zgromadzonych informacji, moja opinia zaczęła dość znacznie odbiegać od pierwszego zaciekawienia. Coraz bardziej negatywna, coraz bardziej na NIE. Mimo wszystko, zdecydowałam się skorzystać z okazji, jaką postawił przede mną Erasmus i ustosunkować się do panujących wokół kontrowersji. Kupiłam bilet na Corridę de toros.





Jak to właściwie wygląda? Corrida odbywa się na Plaza de toros, owalnej złotej arenie wzorowanej na starożytnym stadionie. W widowisku bierze udział trzech toreadorów, każdemu z nich przypisane są dwa byki. Łatwo więc obliczyć, że w ciągu jednego przedstawienia ginie sześć zwierząt. Sam początek jest miły dla oka. Przypomina taniec z bykiem, który podąża i kręci się wokół różowych płacht matadorów. Byk jest jeszcze pełen werwy i sił, dlatego młodzi adepci często chowają się za specjalnymi barierkami, by uniknąć grożącego im niebezpieczeństwa. Ich zadaniem jest pierwsze zmęczenie i podrażnienie zwierzęcia. Chwilę później na arenę wjeżdża jeździec na koniu – picador. W ręku trzyma długą włócznię, którą trafia kilka razy w kark byka. Sam koń ma zakryte oczy i obłożony jest materacami, by nie czuć jak rozwścieczone zwierzę próbuje przebić mu bok. Na plac wchodzi kolejno kilku pieszych, banderilleros, którzy rozpędzają się i skacząc, wbijają w kark po dwie krótkie włócznie zakończone kolorowymi wstęgami. Wszyscy opuszczają arenę, a ich miejsce zastępuje gwiazda wieczoru – toreador. Zaczyna się właściwa część widowiska. Na tle dźwięków orkiestry przed naszymi oczami rozgrywa się ostatni pojedynek. Zmęczony i znacznie już osłabiony byk podąża za czerwoną płachtą, której kolor symbolizuje walkę i krew. To utarty mit, że czerwień powoduje wzrost agresji zwierzęcia. Byk reaguje przede wszystkim na ruch i falowanie płachty, którą toreador macha przed jego nosem. Ucichnięcie muzyki jest sygnałem końca zabawy. Toreador wyciąga srebrny miecz i celuje w rdzeń kręgowy zwierzęcia. Nie zawsze udaje mu się to za pierwszym razem. Byk słabnie i wykrwawia się z każdą chwilą, by w końcu upaść na kolana. Nadbiegają matadorzy, którzy przecinając rdzeń, kończą swoje dzieło. Zwierzę w drgawkach oddaje ostatni oddech, po czym zostaje związane i tak ściągnięte przez konie z areny. Publiczność podnosi się, bije brawo i macha białymi chustami na znak dobrze wykonanego zadania. Całość powtarza się kolejno pięć razy.

Szczerze mówiąc, miałam dość już po pierwszej części. Wytrzymałam kolejne dwie, po czym opuściliśmy arenę. Mogę śmiało powiedzieć, że było to jedno z najbardziej przerażających i okrutnych zdarzeń, które na chwilę obecną doświadczyłam w swoim życiu. Każda osoba, która jest choć trochę wrażliwa na krzywdę zwierząt doskonale to zrozumie. Widok ociekającego krwią byka, męczonego i gładzonego ku uciesze tłumu odebrał mi głos. Patrzyłam na ludzi wokół mnie i nie mogłam nadziwić się temu, co widziałam. Ludzie krzyczący z radości, skandujący imię toreadora, całe rodziny z małymi dziećmi zajadające się czipsami jakby były świadkami zwykłej codzienności. Z własnej woli stałam się świadkiem niewyobrażalnego i co gorsze, obojętnego okrucieństwa. O ile szanuję tradycję, o tyle ciężko mi zrozumieć, jak można kultywować takie bestialstwo. Z jednej strony może i było warto, z drugiej żałuję każdego wydanego grosza. Na pewno wiem jedno – moja noga już nigdy więcej nie postanie na Plaza de toros.

video



video



Zainteresowanych odsyłam do kampanii społecznych przeciwko maltretowaniu byków (KLIK). Mam cichą nadzieję, że już niedługo cała Hiszpania pójdzie w ślady Katalonii i wprowadzi zakaz rozgrywania Corridy de toros.
blog comments powered by Disqus