To see, to smell, to taste… to experience

to live life to the fullest

To nie będzie recenzja filmu, choć to on i kilka wydarzeń ostatnich dni natchnęły mnie do wyrzucenia myśli z głowy. Nigdy nie byłam fanką Woody’ego Allena. Nie zrozumiem jego poczucia humoru, tak jak nie zrozumiem fenomenu Co nas kręci, co nas podnieca. Jedno muszę mu jednak przyznać. Nietuzinkowa psychologia postaci i dobór aktorów ratują mu tyłek za każdym razem. Fabuła Nieracjonalnego mężczyzny kręci się wokół postaci Abe’a – profesora filozofii, który utknął w marazmie życia. Widz towarzyszy mu w poszukiwaniach czegoś, co z powrotem wrzuci go na właściwe tory. Czegoś, co nada sens, pozwoli mu odzyskać chęć i radość przeżywania kolejnego dnia. Co sprawi, że jedzenie odzyska smak, a każde najmniejsze doświadczenie wypełni go tysiącem barw. Zasadnicze pytanie jest jedno, co potrafi dać mu tyle szczęścia?

A właściwie – co potrafić dać nam tyle szczęścia? Wydaje mi się, że jest to pytanie bardzo trudne, jeśli nie jedno z tych najtrudniejszych. Pytanie, do którego odnosi się większość wyborów, które podejmujemy. Pytanie, na które sama szukam odpowiedzi od kilku lat. Pewnego razu ktoś zapytał mnie, jakie jest może największe marzenie. Odpowiedź była prosta i zupełnie wymijająca – być szczęśliwa. Banał, prawda? Być może w tamtej chwili nie chciałam otworzyć świata moich snów, może osoba była nieodpowiednia, a może zwyczajnie sama nie wiedziałam, czego chcę. Z marzeniami mam pewien problem – po jednym przychodzi następne, jest ich zbyt dużo. Marzenia małe, marzenia duże, takie, które z ekscytacji nie pozwalają mi zasnąć i takie, nad którymi przechodzę do porządku dziennego. Niektórzy twierdzą, że niespełnione stają się przyczyną mojej frustracji. Że robię sobie krzywdę, tak marząc i wciąż stawiając nowe cele. To prawda, wielu z nich nie dosięgnę, wiele przeleci mi przez palce, ale nigdy się z tym nie zgodzę. Moje marzenia i pasje tworzą to, kim jestem. Mnożą się w nieskończoność, lecz dzisiaj już umiem z nimi żyć. Pozbywając się ich, straciłabym ogromny kawałek siebie – kawałek osoby, którą się stałam.

Spełnianie marzeń nie daje nam szczęścia, lub inaczej – daje nam szczęście ulotne. Obejrzałam film Allena i nie mogę pozbyć się wrażenia, że cały problem, na którym on bazuje, jest źle postawiony. Szczęście, które jest wynikiem naszej akcji, nie sprawi, że zaczniemy przeżywać życie inaczej i głębiej. Moim zdaniem, mamy przed sobą reakcję zupełnie odwrotną, a przy tym dużo prostszą. Dopiero w momencie, w którym odrzucimy wszystkie założenia, odnajdziemy szczęście. To, czego szukamy, nie potrzebuje powodów. Nie ma nic piękniejszego niż uczynienie swoje życia ciągłym doświadczaniem. Nie twierdzę, że jest to proste i że istnieje jeden przepis, jak to zrobić. Czasem wystarczy tylko położyć się na łące i zamknąć oczy. Zjeść kawałek ulubionej czekolady. Przytulić się i poczuć zapach, za którym tęskniłeś tyle dni. Skoczyć ze spadochronem, jeśli tego właśnie potrzebujesz. To mój wypracowany sposób na szczęście. Mamy zmysły, nauczmy się z nich korzystać i każdego dnia doceniać to, co nam dają. Doceniać świat, który skrywa przed nami tysiące możliwości. Reszta przyjdzie sama.

to live life to the fullest



Może jestem głupią i naiwną marzycielką. Nie dążę do stałej pracy, kochającej rodziny i worka pieniędzy. Nie jestem praktyczna, a wiele rzeczy, które robię, podyktowane jest uczuciami. Moje emocje to wielki rollercoaster. Szukam w życiu chwil, momentów, które mnie budzą. Dzięki którym czuję, że po prostu jestem. Chciałabym pokierować życiem bez wątpliwości, że jest ono przede wszystkim moim życiem. I nie wstydzę się tego. Doskonale zdaję sobie sprawę, że większość z was postawi na mnie krzyżyk. Nie bylibyśmy ludzi, zgadzając się z każdym. Czasami wystarczy jedynie przystanąć i wysłuchać.

Graham Candy - She moves (unplugged)
blog comments powered by Disqus