The best things in life are free

W Nowym Jorku spędziłam niecały tydzień, zaledwie sześć dni, które otoczyły mnie wachlarzem możliwości. To zdumiewające – w jednym miejscu 12 godzin dłuży się w nieskończoność, gdy już kilkaset kilometrów dalej dni migają niby slajdy w projektorze. Pobyt w Nowym Jorku przeleciał mi przez palce i mimo że nie nazwę się jego wielką fanką, nawet małe wspomnienie dokleja mi uśmiech na buzi. Widziałam dużo, a jeszcze więcej zostało do zobaczenia. Mówi się, że to miasto pełne niespodzianek. Możesz spędzić tu kilka dni, tydzień, miesiąc, a każdy kolejny dzień odkryje nową kartę. Nowy Jork nęci, kręci – nie nasyca. Daje pretekst, by wrócić tu jeszcze raz… i kolejny. Widziałam dużo, a jednak wciąż nie opuszcza mnie wrażenie, że w gruncie rzeczy nie odkryłam tajemnicy Big Apple.

„Nowy Jork jest przerażający, fantastycznie bezwyrazowy i misternie tragiczny” H. James

New York | co zobaczyć | co zwiedzić

Nie oszukujmy się, pierwszy raz w Nowym Jorku to trochę takie odhaczanie punktów i zaliczanie kolejnych miejsc, które TRZEBA zobaczyć. Które TRZEBA poczuć na swój własny sposób. Do miasta przyleciałam z przygotowaną listą must see i choć na bieżąco wprowadzałam drobne poprawki, wciąż nie znikała mi sprzed nosa. Dziś trochę o tym i o łamaniu stereotypu, że kieszenie wypchane dolarami to za mało, by zwiedzić Nowy Jork. Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie – to zdecydowanie za dużo :) Okej, zapłaciłam 30$ za najpiękniejszy widok w moim życiu, a drugie 30 zjadła mi tygodniowa karta metro. Ale reszta? Cóż, nie od dziś chodzi plotka, że najlepsze rzeczy są za darmo.

# Ground Zero


Co robiłeś 11 września 2001 roku? Co robiłeś, gdy świat zamarł z niedowierzania? Gdzie byłeś, gdy gdzieś po drugiej stronie świata tyle żyć łamało się na pół? Sama pamiętam ten dzień jak przez mgłę. Miałam 10 lat, jechałam do szkoły, a w radiu wciąż jak mantra chodziła ta sama piosenka. Tragedia 11-stego września odcisnęła nieodwracalne piętno i na nowo ukształtowała świat. Stała się symbolem potęgi i zjednoczenia narodu amerykańskiego. Coś, co miało go zniszczyć – umocniło jak nigdy wcześniej. Choć minęło tyle lat, nigdy nie zakopano dwóch dziur - miejsc, gdzie pięły się ku chmurom dwie pamiętne wieże. Dziś wpada do nich woda, niby potok łez przelanych za kochającym mężem, ojcem, synem. Dwie fontanny, dwa ogromne monumenty otoczone nazwiskami ofiar zamachu. Tuż obok nich wzbija się nowiutka Freedom Tower, najwyższy budynek Stanów Zjednoczonych. To właśnie na jej szczycie znajdziemy niedawno otworzony taras widokowy. Co ciekawe, nowojorczycy nigdy nie zaakceptowali nowej nazwy, już na zawsze będzie to po prostu World Trade Center

Ground Zero Memorial był pierwszym miejscem, które odwiedziłam w Ameryce. Znalazłam się tam zaraz z samego rana, więc obie fontanny miałam wyłącznie dla siebie. Chwila prywatności, zadumy przed tak potężną siłą destrukcji. Brak mi słów, by opisać emocje, które ściskały i wywracały mi brzuch na wszystkie strony. Nie ma innego wyjścia - trzeba doświadczyć to samemu.

Koszt: 0 $

Nowy Jork




Nowy Jork


# Statue of Liberty

Kiedy myślę o Nowym Jorku, pierwszym skojarzeniem są dwie rzeczy – wiecznie kolorowy Times Square i korona otaczająca głowę Statuy Wolności. Być w Nowym Jorku i nie zobaczyć Statuy Wolności to jak nie tknąć kruszonki z babcinego ciasta. Dumnie wyprostowana, z piersią do przodu i pochodnią w dłoni, zielona dama zerka na nas z każdej pocztówki w mieście. Nie ciągnęło mnie na jej szczyt. Po pierwsze – cena ($$), po drugie – uważam, że są lepsze punkty widokowe, które rysują niezapomnianą panoramę Big Apple. Swoją drogą, plotki głoszą, że pół roku (!) to bezpieczne minimum, z którym należy rezerwować bilet na słynną crown. Cóż, pół roku temu nawet przez myśl mi nie przeszło, że właśnie tak spędzę ostatni miesiąc swoich wakacji :)

Jeśli nie korona, to może rejs na Liberty Island, by strzelić selfie z najpopularniejszym pomnikiem świata? Cena śrubuje blisko 20$. Dla mniej wymagających polecam opcję numer trzy. Opcję, z której sama skorzystałam, zostawiając dolary w małej kieszonce mojej portmonetki. Co kilkanaście minut z portu obok Battery Park wypływa prom Staten Island Ferry. Jest to główny środek transportu mieszkańców małej wysepki Staten Island na Manhattan (i z powrotem). Przepływa tuż obok Statuy, co daje nam świetną okazję do a) zobaczenia i b) sfotografowania Statue of Liberty. Po wejściu na pokład od razu skierujcie się do okna i trzymajcie aparat w gotowości. 1, 2, 3… Gotowi? Odpływamy! Moje zdjęcia wrzuciłam już wcześniej.

Koszt: 0 $

# Wall Street

Nowy Jork

Downtown Nowego Jorku to nie tylko obraz krwawej jatki 2001 roku, to również Dystrykt Finansowy, gdzie zapadają najważniejsze decyzje wprawiające w ruch amerykańską gospodarkę. Nie ukrywam, to dla mnie czarna magia. Być może już nigdy nie zrozumiem zasad funkcjonowania tej giełdy. Nie pomógł ani seans „Wilka z Wall Street”, ani „W pogoni za szczęściem”! W pamięć wbił mi się za to widok biegnącego mężczyzny w dopasowanym garniturze i z teczką pod pachę. Krzyk, ekskluzywne dziwki i rzucanie telefonem. Swoją przygodę z Wall Street zaczęłam odrobinę wcześniej – od nowojorskiego byka, maskotki tutejszych maklerów. Legenda głosi, że dotknięcie jego jąder zapewnia szczęście i spory zastrzyk gotówki. Cóż, byka nie poklepałam – nie zostanę milionerką. Widząc zgraję wijących się wokół turystów, skapitulowałam i wycofałam się na bezpieczną odległość. Samo Wall Street nie zachwyciło. Wszędzie ludzie, wszędzie powiewające flagi i ogromne banery reklamowe. Centralny punkt stanowi Federal Hall z brązowym pomnikiem Jerzego Waszyngtona. To właśnie tutaj, w ówczesnym ratuszu, przyjęto Konstytucję i wybrano pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Koniecznie podreptajcie pod gmach Giełdy Nowojorskiej, a później odbijcie na prawo. Nie ma nic piękniejszego niż zgubić się między szklanymi wieżowcami, by na końcu drogi znaleźć ostatni zakątek, w którym zatrzymał się czas. Dystrykt Historyczny na Stone Street, otoczony XIX-wieczną zabudową kupiecką, codziennie wita zgłodniałych biznesmanów. A propos, nigdy wcześniej zwyczajna obserwacja lunch’u nie dostarczyła mi tyle rozrywki jak właśnie tego dnia.

Koszt: 0 $

Nowy Jork | Wall Street
Trinity church

Nowy Jork | Wall Street
Federall Hall

Nowy Jork
Stone Street

Nowy Jork

„Prawdziwy nowojorczyk skrycie wierzy, że ludzie żyjący gdziekolwiek indziej, muszą w pewnym sensie żartować.”
J. Updike

# just a smile

Mówiąc o Nowym Jorku, nie sposób pominąć zdarzeń, które raz na zawsze wpisały się w historię i mentalność mieszkańców Big Apple. Chciałabym więc zakończyć ten wpis pozytywną nutą, która (mam nadzieję) przykryje melancholijny nastrój. O nowojorczykach osłuchałam się wiele złego  – że egoistyczni, zapatrzeni w czubek własnego nosa, że ambitni, gotowi iść po trupach do zamierzonego celu, że obojętni i nieczuli na ludzką krzywdę. Tym bardziej wielką niespodzianką była sytuacja, która spotkała mnie ostatniego dnia w Stanach Zjednoczonych. Po powrotnym lądowaniu na LaGuardii, stanęłam przed trudnym zadaniem – powrotem do centrum NYC. Okej, w gruncie rzeczy nie było to takie trudne. Lotnisko jest świetnie oznaczone, więc zaraz po odebraniu bagaży stałam już na przystanku autobusu. Problem był jeden – nie miałam ani naładowanej karty metro, ani wyliczonych drobnych, by zakupić bilet w automacie. I gdy tak uparcie starałam się uzbierać 2 $ z brzęczących miedziaków, usłyszałam za sobą głos. Propozycję pomocy od dużej postury murzyna z dredami i wełnianą czapką na głowie. Zaoferował mi swój bilet i krok po kroku wytłumaczył, na którym przystanku powinnam wysiąść. Niby nic, po prostu czysta ludzka dobroć, a ja do końca dnia nie przestałam się uśmiechać.

Koszt: 0 $

Nowy Jork

blog comments powered by Disqus