On and off again


I've been watching but the stars refuse to shine
I've been searching but I just don't see the signs
I know that it's out there
There's got to be something for my soul somewhere


Photography

Minął miesiąc, odkąd wsiadłam w samolot i wylądowałam znów po właściwej stronie oceanu. Kraków przywitał mnie złotem podmuchem liści, jesiennym mrozem i szarym pyłem za oknem. Narzekałam na smog i białe niebo w Nowym Jorku, ale to tutaj – tysiące kilometrów dalej – ryzykuję wieczornym biegiem po parku. Powoli przestają mnie śmieszyć pożegnalne słowa profesorów „tylko nie oddychajcie zbyt głęboko” i widok ludzi w białych maseczkach na twarzy. Żyję w tym mieście i przepalam sto paczek papierosów rocznie, a przecież wcale nie palę.

Trochę się uczę, piję za dużo słodkiej kawy, a nudny wykład umila mi oryginalny Harry Potter. Nie noszę ciepłej czapki z pomponem i puchatych rękawiczek. Kaszlę i choruję średnio raz na dwa tygodnie, a od lekarzy migam się już kolejny miesiąc. Grzeję serducho przy wieczornych pogaduchach, przy kubku gorącej czekolady z piankami. Wciąż zasypiam wtulona w pluszowego misia i chyba przestaję śnić.

Zostałam wrzucona do normalności po okrągłym roku przerwy i nie jestem pewna, czy wciąż chcę tu być. Moje serce zostało gdzieś indziej… tam ponad chmurami. Rwę się do świata i do ciepła, którego coraz bardziej mi brakuje. Dlatego rzucam wszystko i znów lecę. 





Tak, znów robię zdjęcia, bo uwielbiam to najbardziej w świecie. W obiektywie przepiękna Kasia w oknie krakowskiego Mama Restobar. Jestem okropnie zadowolona, tym bardziej, że kadry powstały w niecałe 10 minut. Co myślicie? ;)
blog comments powered by Disqus