... and happy new year!


Ostatnie dni grudnia to nieodłączny czas przemyśleń i podsumowań kończącego się roku. To krótki czas oddechu między świątecznymi przygotowaniami a hucznym przywitaniem sylwestrowej nocy. To w końcu przede wszystkim czas dla mnie - czas, który pozwala mi się zatrzymać, zebrać do kupy najdrobniejsze chwile, wyciągnąć wnioski i z cichą nadzieją spojrzeć w przyszłość. Bo tego roku, jak żadnego innego, wiem, że będzie dobrze. Tak po prostu dobrze.

Rok 2015 był z wielu względów wyjątkowy, przeplatając dni pełne łez i promiennego uśmiechu. Jego początek nie wróżył niczego dobrego. Ostatnie dni walencko – Erasmusowego pobytu stały się dla mnie walką z (do tej pory niewyjaśnioną) reakcją alergiczną. Ni stąd, ni zowąd zostałam czerwoną pandą, a skóra mojej twarzy nigdy wcześniej nie przeżyła podobnego koszmaru. Wstydziłam się zwyczajnie wyjść z domu, co dopiero przejść w takim stanie przez lotniskową kontrolę bagażu. Jak mówił poeta - nie potrafimy docenić zdrowia, dopóki go nie utracimy. Dopiero styczeń pozwolił mi to w pełni zrozumieć. Choć sytuację opanowałam zaraz po powrocie do Polski, do dziś zmagam się z jej przykrymi konsekwencjami.

W lutym przyszedł czas na pożegnanie Calle Yecla i powrót do rzeczywistości. Nigdy nie pomyślałabym, że zaledwie pół roku spędzone za granicą naszego kraju, w Hiszpanii, tak znacząco przyczyni się do zmiany moich poglądów, priorytetów, do ukształtowania mojej osoby i podjęcia decyzji, na które w końcu znalazłam odwagę. Nigdy nie pomyślałabym, że odnajdę swój dom tyle kilometrów stąd, że zachłysnę się światem i już nigdy nie przestanę marzyć i wyciągać rąk po więcej. Pół roku w Hiszpanii sprawiło, że stałam się pewniejsza siebie, pewniejsza swoich umiejętności i tego, czego pragnę w życiu. Przestałam się bać, a zaczęłam wierzyć, że cokolwiek dalej się stanie i gdziekolwiek wyląduję – poradzę sobie ze wszystkim. W końcu uwierzyłam, że jestem dorosła. I mimo, że momentami było cholernie trudno, nie żałuję.

Kolejne miesiące standardowo upłynęły mi na nauce, wkraczaniu w świat real magico literatury latynoamerykańskiej i pisaniu pracy licencjackiej. Oficjalnie zdobyłam wyższe wykształcenie i zostałam dyplomowanym filologiem języka hiszpańskiego. Stałam się na tyle pewna swoich kompetencji, że zaczęłam udzielać korepetycji i odkładać na powrót do Hiszpanii. Już dawno mnie tam przecież nie było ;)

Razem z początkiem października, po rocznej przerwie, wróciłam na UJ i podjęłam odłożoną na bok psychologię. Nie było i nadal nie jest to łatwe – wylądowałam rok niżej, z różnicami programowymi do nadrobienia i samymi nowymi twarzami wkoło. Dawno nie czułam się tak sama i wrzucona w środek czegoś, czego przestałam chcieć być częścią. W końcu chyba i mnie dopadła ta depresja poerasmusowa, którą straszyli mnie znajomi. Potrzebowałam czasu, by dopasować się i wrócić na dawne tory z powoli szlifującym się tematem pracy magisterskiej. Coraz częściej dopada mnie wrażenie, że przestałam czerpać radość ze studiowania. To prawda, odliczam dni do końca tego etapu i niecierpliwie wyglądam w przyszłość.

Rok 2015 pozwolił mi spojrzeć na moje życie z innej perspektywy. Pozwolił mi od nowa je pokochać i wygonić część demonów z mojej duszy. Pokochałam świat, miejsca, które kryją się na każdym rogu, ludzi i ich fascynujące historie. Pokochałam magię i wolność, która nadała sens moim doświadczeniom. Zaczęłam odkrywać i budzić w sobie ciekawość życia. Pragnę czerpać z niego pełnymi garściami i nie wstydzę się tego. Swoją fascynacją światem zaczęłam dzielić się na blogu. Pisałam dużo, po części dla samej siebie, a Was odsyłam do wpisów, które sprawiły, że ten rok był tak wyjątkowy:

* Wenecja [1]
* Stany Zjednoczone i Nowy York [1, 2, 3, 4]
* Neapol [1, 2, 3]

A 2016? Skrycie marzę, by stał się rokiem zmian. Witam go z nadzieją i oczekiwaniem tych pięknych dni, które z sobą niesie. Wiem, że będzie dobrze, bo nauczyłam się jednej najważniejszej rzeczy – wszystko, czego pragniemy jest na wyciągnięcie ręki. Tylko i wyłącznie od nas zależy, czy po to sięgniemy. A postanowień nie ma i nie będzie, bo nigdy nie potrafię ich dotrzymać ;)

Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w nowym roku! M.
blog comments powered by Disqus