24 rzeczy, których o mnie nie wiecie


Tydzień temu obchodziłam swoje 24-te urodziny. Z tej okazji przygotowałam dla Was coś zupełnie innego. Zabieram Was w podróż, choć będzie to podróż bardziej prywatna, podróż po zakamarkach moich wspomnień i historii, które stworzyły mnie taką, jaką jestem. Będzie trochę faktów, trochę marzeń, trochę o tym, co uwielbiam i czego nie znoszę. To co, poznamy się lepiej?

1. Mam 156 cm wzrostu i nikt nie chce uwierzyć, że mam już 24 lata.

2. W pierwotnym zamyśle miałam nazywać się Sonia, co jest rosyjskim zdrobnieniem polskiej Zofii – imienia, które nosiła moja babcia. Moi rodzice rzucali pieniążkiem, orzeł, reszta, wóz, przewóz i takim sposobem zostałam ochrzczona Magdaleną. Ludzie nazywają mnie różnie, M., Madzia, Madzik, Linn, Magda, Tronia, Magdalen(k)a, zdecydowanie najbardziej lubię wersję G. – Madzianke.

3. Przez większość swojego życia nie jadłam właściwie żadnych warzyw. Marchewki, kalarepy, sałaty i pory – fuj do kwadratu. Nie wspominając o cebuli, która wciąż wysoko plasuję się na mojej liście „omijać szerokim łukiem”. Był tylko jeden wyjątek. Namiętnie wcinałam ogórki kiszone. Tak, codziennie, z każdym obiadem. Do każdego mięsa, ryb, ziemniaków, ryżu, kaszy. Nic dziwnego, że pokochałam cheeseburgera właśnie za ten chrupiący, zielony plasterek schowany pod roztopionych serem! 
Diametralnie odmieniło mi się w drugiej klasie liceum, kiedy przeszłam na dietę białkową i zaczęłam sama gotować. Każde, nieważne jakiego koloru warzywo stało się nagle miłym urozmaiceniem mdłego twarożku. Swoją drogą, na diecie wytrzymałam tylko dwa tygodnie, ale z witaminami pogodziłam się już na całe życie ;)

4. Zostając w temacie jedzenia, muszę się przyznać, że jestem małą, wredną i wybredną osobą. Osobą, która ma garstkę ulubionych smaków, osobą, która w restauracji zawsze zamawia to samo i każdego dnia je na śniadanie te same płatki z jogurtem. Jedną z tych rzeczy, z którymi nigdy się nie rozstaję jest… ketchup. Każde danie doskonale smakuje z ketchupem, a im go więcej, tym staje się jeszcze pyszniejsze. Jedna butelka starcza mi przeciętnie na tydzień, a kanapki bez ketchupu nigdy nie smakują tak samo. Czasami zamawiam pizzę tylko po to, żeby zjeść ser z ketchupem. Serio. Chodzą plotki, że mała Madzia chciała jeść z ketchupem nawet budyń. Pikanterii dodaje fakt, że surowych pomidorów nie lubię i skrupulatnie wywalam je z kupnych sałatek.

5. W gimnazjum pochłonął mnie polski rock i punkowe rytmy. Skakałam i obijałam się o ludzi w szalonym pogo, płynęłam na fali i wielbiłam to nad życie. Do tej pory stare Myslovitz zajmuje szczególne miejsce w moim sercu, a żadna piosenka nie wzrusza tak jak Cancer My Chemical Romance. W złych chwilach zagłuszam się darciem gardła SOAD, a Billy Talent już zawsze przywoła te pamiętne Ursynalia (!). Upiór w operze w wykonaniu Nightwish to najlepsze, co wydała fińska dyskografia. Dzisiaj moje playlisty są spokojne, delikatne, w rytmach indie i hiszpańskich pląsów. 

6. Mam przyjaciółkę, która urodziła się dokładnie w tym samym roku, w tym samym dniu, praktycznie o tej samej godzinie, co ja. Zdradzę Wam sekret - zawsze chciałam mieć siostrę bliźniaczkę. Nigdy jednak nie przypuszczałam, że znajdę ją dopiero 20 lat później na wykładzie z psychologii.


7. Lubię swój kolor oczu, po trochu zielony, po trochu brązowy.

8. Interesuję się psychologią reklamy, nowymi trendami w marketingu i psychologicznymi technikami wpływu. Licencjat na filologii pisałam o wykorzystaniu hiszpańskiego w reklamie. Zbliżając się do magisterki, próbuję ugryźć temat placebo w marketingu. Ale ciii, bo znając siebie, zanim dojdzie do pisania, zmienię go jeszcze dziesięć razy. 

9. Mam dość dużą wadę wzroku (-3,5). Na tyle dużą, że bez okularów nie widzę, co dzieje się 10 metrów dalej. Na co dzień noszę soczewki kontaktowe. Moje okulary w czarnych oprawkach to typowe podomki, zniszczone setki razy i obklejone taśmą klejącą. Hm, czy już wspominałam jak bardzo nie lubię wyrzucać swoich rzeczy?

10. Mała Madzia z podstawówki była pilną uczennicą i łamaczką męskich serc. Jeden chłopiec z tej miłości ukruszył jej górną jedynkę kłódką do szatni. Nie pytajcie.

11. Gdy ktoś zapyta mnie o największą wpadkę, zawsze opowiadam historię pewnego pociągu. Pierwszy raz jechałam sama pociągiem – przyjechał, wsiadłam i zadowolona wgramoliłam się do przedziału. Mijałam Przeworsk, Jarosław i jakoś tak przez myśl mi nawet nie przeszło, że zbyt długo nie widzę tej Dębicy. Tak... Zamiast w Krakowie wylądowałam pod granicą z Ukrainą. Pomyliłam pociąg. Panika, szybki refleks i już jechałam w drugą stronę. I może wszystko przeszłoby bez większego echa, gdyby tylko tam ktoś nie czekał na mnie prawie 4 godziny. Słowa piosenki Wsiąść do pociągu byle jakiego nagle nabrały dla mnie całkiem nowego znaczenia.

12. W swoim życiu przeżyłam już kilka wcieleń. Z własnej woli stałam się spuchniętym chomikiem. Przecięto mi dziąsła i brutalnie usunięto ledwie podrośnięte ząbki mądrości. Dziurki pozszywano, zaaplikowano antybiotyk i niebieski ketonal. Przez tydzień na zmianę piłam letnie zupki i spałam.  Nie mogłam nawet się uśmiechnąć, ale przyznajcie – słodziak chomik jak nic! Rok temu strzeliłam palcami i zmieniłam się w czerwoną pandę. Miałam alergiczną egzemę na połowę twarzy – oczy puchły, ropiały, łuszczyły się, a rany na powiekach powstawały jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Wyobraźcie sobie czerwonego potwora przechodzącego przez kontrolę bezpieczeństwa na lotnisku i podejrzliwy wzrok ludzi. Na jakich jest narkotykach? Czym zaraz się od niej zarażę? Sytuację opanowałam dopiero po 1,5 miesiąca, po powrocie do Polski, sterydach i diecie kaszo-warzywnej. Do tej pory nie wiem, co było przyczyną mojego pandziego życia. Testy pokazały, że jestem uczulona na wszystko i najlepiej by było, gdybym żywiła się samym powietrzem. Ta… Które zwierzątko będzie następne?


13. Moje największe marzenie podróżnicze to wyprawa do Ameryki Południowej, na czele z Peru - wdrapanie się na szczyt królestwa Inków, Machu Picchu i przejście szlakiem Rainbow Mountain.

14. W wieku 8 lat napisałam swoją pierwszą książkę – kontynuację przygód Ani z Zielonego Wzgórza w 16-sto kartkowym zeszycie. Kolejne lata przyniosły stertę opowiadań, wierszy i artykułów do szkolnej gazetki. Namiętnie czytałam . W wieku 12 lat założyłam pierwszego bloga i zaczęłam uzewnętrzniać się w sieci. Udzielałam się na forach, poznałam wielu wspaniałych ludzi. Kelly wprowadziła mnie w świat layout’ów  i grafiki komputerowej. Tworzyłam, pisałam kod HTML i wszystkiego uczyłam się sama. W liceum odkryłam pasję do fotografowania, miałam fotobloga i robiłam sesje zdjęciowe. Gdzie to wszystko zniknęło? Przykro mi mówić, że studia zabiły moją kreatywność.

15. Gdy miałam zaledwie dwa latka, wsadzałam rączki tam, gdzie nie wolno. Pewnego dnia spodobała mi się dziurka od klucza w sklepowej witrynie. Wsadziłam do środka paluszek, a pech chciał, że po drugiej stronie ktoś chwycił za klamkę. Ciekawość skończyła się wizytą w szpitalu i szyciem na żywca oderwanej części palca. Do tej pory jeden paznokieć zupełnie odstaje od reszty. Ma dziwny kształt i jest odrobinę zgrubiały. A przecież trzeba było tylko słuchać mamy…

16. Jestem dwukrotną Mistrzynią Polski Juniorów w judo. Przez wiele lat byłam członkiem kadry narodowej i reprezentowałam nasz kraj na Mistrzostwach Europy na Malcie i w Armenii. Trenowałam przez ponad 10 lat, a sport ukształtował całe moje dzieciństwo i okres dojrzewania. Czasami zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym tamtego dnia nie stanęła na macie. Może zostałabym tancerką, zapaloną dziennikarką, a może programowałabym w CSS i poświęciła się grafice? Patrząc wstecz, ciężko mi uwierzyć, że tak pozornie drobne decyzje, mają tak ogromny wpływ na całą przyszłość. Dziś, gdy wrzucę w Google swoje nazwisko, wyskakują mi same białe kimona


17. Na drugim roku studiów zamieszkałam na krakowskim rynku. Dosłownie, znacie Wiślną? Nigdy nie byłam tak blisko wszystkiego. Uwielbiałam ten czas. Wieczorami biegałyśmy po pobliskich plantach, oglądałyśmy za dużo Pamiętników Wampirów, a poranne cappuccino czekało na mnie na każdym rogu. Po zajęciach piłyśmy białe fresco z fantą i szukały nowych przyjaciół w pobliskich kserach. I może gdyby nie elektryczne piece, włamanie tamtego ranka i niebezpieczna zabawa z ogniem, zupełnie nie miałabym na co narzekać. Wciąż mam mały zabawkowy wóz strażacki, który dostałam na 22-gie urodziny – order odwagi za ugaszenie pożaru na Wiślnej. Mało powiedzieć, że pierwszy raz miałam w rękach gaśnicę, a cała kuchnia, łącznie z kotletem na stole, została zasypana białym puchem. Ponoć wystarczyło tylko przykryć garnek kocem, ale wtedy nie zostałabym małym strażakiem, prawda? ;)

18. Na studniówkę poszłam sama i bawiłam się najlepiej w życiu.

19. Jestem uczulona na czekoladę, co wcale nie przeszkadza mi pochłaniać ją kilogramami. Nie bez przyczyny kolejny raz dostaję na urodziny ogromny słoik Nutelli ;) Ostatnio zmierzam jednak w coraz lepszą stronę. Od kiedy odstawiłam cukier do kawy i herbaty, mój apetyt na słodkie drastycznie zmalał. Jem jedno malutkie ciasteczko i na kolejne nie mam już zwyczajnie ochoty.


20. Koniec gimnazjów to okres zmagań z aparatem na zęby. Nienawidziłam go, płakałam, że muszę nosić to paskudztwo. Starałam się jak najmniej otwierać buzię, a gdy się uśmiechałam, zasłaniałam ręką usta. Aparatu już dawno nie mam (swoją drogą, ząbki pokrzywiły się od nowa), a ja wciąż uśmiecham się dokładnie w taki sam sposób. Uwaga, to zaraźliwe! Werka spędzała ze mną za dużo czasu i sama zaczęła zakrywać buzię. Ja od niej przejęłam nawyk szczerzenia się do zdjęcia, coś za coś!

21. Naoglądałam się dużo krwawych filmów o rzeźniach i biednych cierpiących zwierzątkach. Na pierwszym roku studiów przestałam jeść mięso. Byłam pseudo wegetarianką, żywiącą się ketchupem, ciastkami i czekoladą. Do mięsa wróciłam po roku, kiedy włosy zaczęły wypadać mi garściami. Dziś jem mięso sporadycznie, raz na jakiś czas, najczęściej, gdy ktoś je dla mnie zrobi. I wiecie co? Chyba nigdy nie smakowało mi bardziej.

22. W moim rodzinnym domu zawsze było dużo zwierząt. Mieliśmy kanarka, żółwiki, rybki,  patyczaki, świnki morskie, szczury, psy, a nawet dziką fretkę, Pana Franka. Jak już będę duża, kupię sobie małego, białego pieska – najlepiej miniaturkę maltańczyka.

23. Moje imię w języku hiszpańskim oznacza muffinkę.

24. Mam marzenie, że pewnego dnia będę mieszkać w małym domku z dużym tarasem wychodzącym na morze. Będę pić drinki, kołysząc się w hamaku w cieniu zielonej palmy. Ale to już przecież wiecie, prawda?


Zachęcam każdego z Was do stworzenia „X rzeczy, których o mnie nie wiecie”. Żaden inny wpis nie sprawił mi tyle przyjemności. Czasami warto się zatrzymać, wyruszyć w głąb siebie i odkryć, że wciąż tkwi tam małe, zapomniane dziecko. Tęcza wspomnień, miłych sercu okruchów. Każdy z nas jest wyjątkowy i nigdy nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. To co, ktoś chętny na podróż w czasie? ;)

Trzymajcie się ciepło, M.

blog comments powered by Disqus