Projekt: wakacje w czterech ścianach

wakacje w czterech ścianach | projekt wakacje | floryda

Od małego dziecka dużo zmieniło się w moim życiu. Trochę urosłam, nie wyglądam już pierwszej gwiazdki i przestałam wierzyć w bajki. Mam kolekcję dorosłych butów, a na moim talerzu ląduje dwa razy więcej warzyw. Nie lubię wakacji, choć wcześniej na paluszkach odliczałam dni do końca roku. Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam piękną pogodę, słońce, które radośnie maluje mi buzię i soczysty smak truskawek. Nie lubię jeździć na wakacje. Albo inaczej: nie lubię jeździć w wakacje. Ustawiać się w kilkutysięcznej kolejce pod wieżą Eiffla. Rozkładać swój ręcznik, gdy całą plażę przecinają kolorowe parawany i setki parasolek. Podskakiwać, żeby nad głowami ludzi zobaczyć uśmiech Mona Lisy. Leżeć plackiem nad brzegiem morza, zajadać kolejne ciastka z oferty all inclusive i kątem oka podglądać dziwne ruchy animatorów. Nie znoszę wakacyjnych kramów, gofrów z bitą śmietaną i tego, że zawsze zapominam spakować krem z filtrem. Nie lubię wakacji i już trzeci rok z rzędu zostaję w domu.

Już nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy odkryłam błogość podróży poza sezonem. Wystarczyło przełożyć wyjazd o miesiąc, na późny wrzesień, by poczuć, że wakacje nie zawsze muszą oznaczać zatłoczony rynek. W ucieczce przed pierwszym jesiennym chłodem trafiłam na południe 40-stopniowej Hiszpanii. Rok później witałam zimę w rytmie północnych, baskijskich rytmów. Otulając się przed listopadowym wiatrem, oglądałam mecz na walenckiej Mestalli. Na majówkę wyskoczyliśmy do Wenecji, kiedy już we wrześniu odrzuciłam swoje lęki i samotnie stanęłam na Nowym Lądzie. W zeszłym roku, w listopadzie szukaliśmy ciepła w groźnym Neapolu, a marcowa Walencja płonęła tuż przed moimi oczami. Pokochałam wakacje poza-wakacjami. I nie uwierzę w żadne wymówki, bo studia, bo praca, bo brak pieniędzy. Studiuję, pracuję, dobrze planuję, a ostatni bilet za granicę kupiłam za 6 zł w obie strony.






Jak będzie w tym roku? Dokładnie tak samo. Napiszę ostatni egzamin i zostanę w domu. Wakacyjne plany odkładam na nie-wakacje. We wrześniu na szybko skoczymy do Budapesztu (tak, 6zł!), a pierwsze dni grudnia spędzimy wśród czarnych piasków Teneryfy. Swoją drogą, chyba jeszcze do mnie nie dotarło, że odhaczę kolejne marzenie (tak, Kanary!). Co później? Plany są ogromne, ale póki co buzia na kłódkę ;)

Tymczasem zaciskam pasa i walczę o spełnianie swoich marzeń. W te prawdziwe wakacje będę pracować i patrzeć jak rosną mi zera na koncie (tak!). Będę cieszyć się wspólnym latem w Krakowie. Zadbam o siebie i swój rozwój. Przeczytam dobrą książkę, dokończę ostatnie sezony Gry o tron i będę robić zdjęcia. Pokażę Wam mój Kraków i miejsca, które nigdy nie przestają mnie cieszyć. Odkryję, gdzie dają najlepszą kawę i która planszówka wciąga najmocniej. Popracuję nad blogiem, będę pisać, pisać i utonę w social media. Znajdę najpiękniejszy kapelusz i jeszcze raz obetnę włosy. Zrobię pyszną sałatkę i pobiegam ze dwa razy. Udowodnię (również sobie), że wakacje w czterech ścianach są naprawdę ok!




A Wy macie już swoje wakacyjne plany?

M.

Na zdjęciach moja (prawie) prywatna plaża na Marco Island.
blog comments powered by Disqus