Gdzie jest Julia? - Recenzja

Bo są ludzie, których trzeba spotkać,
i miejsca, które można zobaczyć…

Nigdy nie czytałam książek podróżniczych. Wiecie, nie należę do osób, którym wystarczy kilka ładnie napisanych zdań. Nie potrafię odkrywać świata cudzymi oczami. Wszystko muszę SAMA. Sama zobaczyć, sama usłyszeć, sama doświadczyć. Czuję obrazami i nie dostrzegę zorzy, nawet jeśli napiszesz, że niebo przybrało zielony odcień. Nie lubię książek, które czytam i zazdroszczę.  A zazdroszczę każdego słowa i tego, co za nim stoi. Zazdroszczę, że mnie tam nie ma i nie czuję zapachu curry. Nie podróżuję wzrokiem po kartce, bo krótko mówiąc - to dla mnie za mało. Zawsze typowo kochałam romans i tonęłam w ludzkiej dramie. Trzy czwarte moich półek to wciąż obyczajówki Picoult i melodramat Schmitta. Dlaczego zatem Julia?

Bo Gdzie jest Julia?  to podróż i miłość, która znalazła się sama zupełnie przypadkiem. Ciężko o lepszą książkę, by zacząć czytać podróże.

# Do rzeczy

Gdzie jest Julia? to autorska powieść Julii Raczko o samotnej podróży dookoła świata. Kilka lat temu Julia miała wszystko – ciepły etat w telewizji, grono przyjaciół i szczęśliwą rodzinę. A jednak coś ją tknęło - postanowiła zaryzykować i na chwilę zawiesić poukładane życie. Spakowała plecak i kupiła bilet. Jak nie teraz, to kiedy? Wyszła z domu, zupełnie nie przypuszczając, że swoje szczęście znajdzie gdzieś na drugim końcu świata. Podróż i miejsca, które odwiedza są tylko tłem, na którym Julia poznaje samą siebie. Przemierza kolejne kraje, smakuje lokalnej kuchni (o tak, jedzenie jest tu doprawdy sprawą pierwszoplanową!) i obserwuje życie ludzi. Wielokrotnie przekracza własną sferę komfortu, płacząc i śmiejąc się na zmianę. Zaprzyjaźnia się, a nowopoznani obcy zaczynają wyznaczać szlak tej niesamowitej wędrówki. Przez Tajlandię, Malezję, Indonezję trafia do Australii i tam zostawia swoje serce. Poznaje Sama. Nowa Zelandia, Polinezja, Chile, Peru i Meksyk – nowe miejsca są już tylko oczekiwaniem na kolejne spotkanie. W końcu wraca do Polski, by oficjalnie ogłosić, że przeprowadza się do Australii.


# Warto/ Nie warto?

Niecierpliwie czekałam na moją książkę Gdzie jest Julia?, a gdy ją wreszcie dostałam – pochłonęłam w trzy wieczory. Czytało się świetnie, tak dobrze, że musiałam sama się ograniczyć i jeden po drugim dawkować kolejne rozdziały. Julia ma świetny warsztat i doskonale buduje napięcie. Razem z nią odgrywałam podróż życia. Byłam zmęczona Azją, wszechobecnym brudem, naciągactwem i robakami w łóżku. Po nocach śniłam o krewetkach w chili i słodkim mango na patyku.  Australię zwiedziłam w nerwach, czekając na kangury i spotkanie z tajemniczym Samem. Zdenerwowałam się, że nie zobaczę Wyspy Wielkanocnej, by tuż za rogiem wpaść w ciche objęcia Chile. Delektowałam się każdym słowem o dwóch Amerykach – kolorowym domkiem, słonym pisco i namalowanym Machu Picchu. Lękałam się komunistycznej Kuby, a w Meksyku, nawet dla mnie, wszystko było takie duże. Podróż dookoła świata, mimo wszystkich plusów i minusów, była piękna - tak po prostu. Cieszę się, że dzięki Julii sama mogłam wziąć w niej udział.

 Jeśli miałabym coś zarzucić, wskazałabym na liczbę miejsc i pośpiech, w którym zaliczała je bohaterka. Nazwy, miejsca, nazwy, miejsca i jeszcze więcej nazw. Jestem wzrokowcem i czasem brakowało mi czegoś bardziej namacalnego niż puste słowo. Mm, fotografii? Być może dlatego tak bardzo lubię blogi, bo tutaj jest na to miejsce. Pół książki wyszukałam w googlach, bo ja też TO chciałam zobaczyć. Żadna tu wina Julii – w końcu książka to wciąż tylko książka. Papier i zapisane słowa. W pewnych miejscach przystanęłabym dłużej i napisała więcej. Ale to już… o, moje odczucie.

Przeczytałam Julię i mam ochotę na więcej. Więc chyba, w gruncie rzeczy, książki podróżnicze nie są takie złe?  Czytaliście jakąś?

M.

Kilka linków:
Blog Julii: http://whereisjuli.com/


blog comments powered by Disqus