Zapomniane Podgórze

Jak wczoraj pamiętam dzień, w którym zamieszkałam w Krakowie. Stałam u progi dorosłości, zachłannie patrząc, jak spełniają się moje marzenia. Upragnione studia, własny kąt, nowe życie w nowym mieście. W Krakowie podobało mi się wszystko. Wielkomiejski hałas, nocne autobusy i to, że o każdej porze rynek jest pełen ludzi.  Nowe twarze, nowi przyjaciele, piwo pod baranami i taka wolność. Sama decydowałam, co będzie dziś na obiad i o której wrócę do domu. Uwielbiałam Kraków, bo to ja go wybrałam. Z dnia na dzień odkrywałam nowe miejsca, nowe knajpki i kawiarnie z widokiem na Wisłę. Kręciłam się w rynku, wpadłam na Kazimierz po zapiekankę i sprawdzałam, gdzie po 24 kupię jeszcze Kinder bueno. Nie zwiedzałam, skoro tu mieszkam to po co? Znacie to uczucie, gdy obcokrajowcy widzą i wiedzą więcej o Krakowie niż jego mieszkańcy? Coś w tym jest.

Po 5 latach ochłonęłam i przywykłam do Krakowa. Dostrzegłam jak brudne i męczące może być tutaj życie. Wpadłam po uszy w monotonię uczelnia-dom-książki-czasem kawa na Krupniczej. Już wiem, że studia studiami, ale nie chcę tu zostać na zawsze. W ramach projektu Wakacje postanowiłam na nowo odkryć Kraków. Stać się turystką we własnym domu i pokazać Wam miasto zza kulis. Pierwszy raz będę tu całe wakacje i na pewno nie spędzę ich w murach bloku. Najwyższy czas poznać Kraków, który, fakt faktem, tworzy niezwykły rozdział w moim życiu. Lepiej późno niż wcale, prawda?

Kraków ma do zaoferowania dużo więcej niż rynek i okrąglak na Kazimierzu. Dziś zabiorę Was na Podgórze - piękną, a zarazem zupełnie niedocenioną dzielnicę stolicy Małopolski.

Kraków | co zobaczyć | Podgórze

Co warto zobaczyć na Podgórzu?

Podgórze jest jedną z osiemnastu dzielnic Krakowa, położoną po prawej stronie Wisły. Swego czasu stanowiło odrębne miasto, którego historia szczególnie mocno zapisała się w czasie II wojny światowej. Na Lwowskiej wciąż znajdziemy fragmenty muru, który niegdyś otaczał żydowskie getto. Jego centralnym punktem był Plac Bohaterów Getta, na którym dokonywano egzekucji i zbierano ludzi w celu dalszego transportu do obozów koncentracyjnych. Na placu stoją dziś puste żelazne krzesła. Niezwykły pomnik symbolizuje tragedię dawnych mieszkańców getta, po których zostały jedynie „opuszczone meble”. Musisz zatrzymać się, pomyśleć i poczuć napięcie na własnej skórze. To tak, jakby wejść do porzuconego domu, w którym wciąż paruje odgrzana zupa. Krzesła można dotykać, ba!, można na nich usiąść. Bez śmiechów, chichów, usiąść i choć na chwilę przenieść się w czasie.

Niektórzy ludzie siedzą już na placu prawie dwa dni, bez wody, bez jedzenia, wśród szalonego upału. (Fragment z deportacji 1942 roku)

Pozostając w temacie, trochę dalej znajdziemy pozostałości obozu koncentracyjnego w Płaszowie. Króluje tam ogromny pomnik ofiar, Ludzie z wydartymi sercami. Na pierwszym roku w drodze na uczelnię mijałam go każdego dnia. Każdego jednego dnia, a dopiero dziś poznałam jego historię.





Moje ulubione podgórskie miejsce to, bez dwóch zdań, Kopiec Kraka. W końcu nie ma nic piękniejszego niż miasto leżące u twoich stóp. Dostęp na Kopiec jest bardzo prosty – wystarczy przejść kładką nad ruchliwą Wiślicką, wspiąć się na Wzgórze Lassoty i usypaną ścieżką dotrzeć na sam szczyt. Widok na Podgórze i majaczącą w oddali wieżyczkę kościoła św. Józefa zapiera dech w piersi. Nie ma tu dużych tłumów, jest cicho i spokojnie .To obłędne miejsce, w sam raz na leniwy piknik w promieniach zachodzącego słońca. Koc na trawie, dobra książka i kanapki w koszyku. Czego chcieć więcej? Legenda głosi, że każdego roku, 21 czerwca stojąc na kopcu, można zaobserwować wschodzące słońce dokładnie nad Kopcem Wandy. Tego samego dnia, późną porą z Kopca Wandy zobaczy się natomiast zachód słońca nad Kopcem Kraka. Mówi się, że te właśnie kopce są celtyckimi znakami solarnymi.

Po drugiej stronie Wiślickiej warto zatrzymać się na polanie przy Forcie 31 „Benedykt”. Sam fort prezentuje się jako tako, mnie zaś serce skradł malutki kościołek pod wezwaniem św. Benedykta. Jest to niewielka, romańsko-gotycka budowla ukryta w cieniu rozłożystych drzew. Do samego kościoła nie wejdziemy, ale przystanąć i rzucić nań okiem – czemu nie?




Podgórze

Podgórze

Podgórze

Podgórze


Rynek Podgórski i górujący nad nim Kościół św. Józefa to obowiązkowy przystanek na Podgórzu. Latem krzyczą tu rozbiegane dzieci, starsze panie dokarmiają krakowską plagę gołębi, a raz na jakiś czas plac przetnie żółty rower. Sielanka w popołudniowym słońcu. Krok dalej na Placu Niepodległości w niedzielny ranek trafimy na targ miejscowych produktów. Dawniej to właśnie tutaj znajdowały się koszary armii austriacko-węgierskiej. Jest to najprawdopodobniej pierwszy odzyskany skrawek wolnej Polski.

Oba place otacza wiele zabytkowych budynków, potężnych murali i całkiem niezłych knajpek. Co jak co, ale dobra kawa jest zawsze mile widziana. Jak dobrze poszukacie (podpowiadam: najlepiej na ulicy Tatrzańskiej), znajdziecie kolorowe schody. Trochę wyblakły, ale czujne oko wciąż dostrzeże mądre słowo na każdym kolejnym stopniu. Okej, Rio to nie jest, ale Kraków też daje radę. 








kolorowe schody

Żegnam się z Podgórzem, przechodząc na Kazimierz Kładką Ojca Bernatka. Most pieszo-rowerowy łączy dwa przeciwległe brzegi Wisły. Kładka stała się symbolem zakochanych, którzy na znak swoich uczuć przypinają tu małe kłódki, a klucz wyrzucają do rzeki. Tak zapieczętowana miłość powinna trwać w nieskończoność. Powinna, ale chyba nie trwa, sądząc po brutalnie wyrwanych fragmentach siatki. Krótko mówiąc, lepiej nie skąpić i powiesić tę kłódkę w Paryżu ;)

Byliście na Podgórzu? Co dodalibyście do mojej listy?

Trzymajcie się ciepło, M.




Podobne wpisy:

blog comments powered by Disqus