English is sexy - ucz się języka w domu


Wakacje to wspaniały czas, by rzucić wszystko, odpocząć i ruszyć w nieznane. W żadnym innym okresie słońce nie grzeje tak mocno, a obowiązki nie tracą tyle na swoim znaczeniu. Zawsze jest jutro, długie i upalne jutro, worek wolnego czasu i zimna lemoniada z lodem. A jednak nie wszyscy gdzieś biegną. Bo chcą, bo muszą zostają w domu i na swój sposób cieszą się latem. Śpią do południa, robią pięć pompek, a na kolację wcinają kosz amerykańskich jagód. W moje wakacje siedzę w domu, trochę pracuję, pstrykam zdjęcia i na nowo odkrywam urok miasta. Nadrabiam zaległy serial i każdego dnia zmuszam się, by ugotować zdrowy obiad. Jest milion sposobów na to, jak idealnie spędzić i nie zmarnować swoich wakacji. Odpoczynek nie równa się nudzie, a aktywność to najlepsza droga na regenerację zaspanego ciała. Dzisiaj namawiam Was (a przynajmniej spróbuję), by w te wakacje zainwestować w siebie i postawić na rozwój. Poniekąd mimochodem w czasie kolejnej szarej burzy. Obiecuję, nie będzie bolało, a koniec końców wdzięczni będziecie tylko sobie :’)

Na pierwszy ogień wrzucam język, bo co innego jest mi bliższe? Skończyłam filologię, uczę hiszpańskiego, a praca w rekrutacji każdego dnia otwiera mi oczy, jak wielką wagę ma płynny język. Nie wykształcenie, skończone studia i dziesięć dodatkowych kursów, a właśnie język. I to najlepiej dwa na dobrym, komunikatywnym poziomie. W dzisiejszym świecie (na rynku pracy, w podróży, w obcej kulturze) bez znajomości języka angielskiego jesteś niczym bez ręki. To podstawa, której dziś już nikt nie kwestionuje. Smutna prawda, ale nawet na polskim rynku większość dużych firm funkcjonuje w języku angielskim, a najważniejsi kontrahenci to ludzie, którzy nie wypowiedzą nawet słowa w języku polskim. W świecie, gdzie English staje się powoli naszym drugim narodowym językiem, rodzi się potrzeba wyróżnienia na tle tłumu. Jak to zrobić? Ucząc się kolejnego języka. Wyjazd za granicę, nowe życie gdzieś dalej? Podpiszę się trzema rękami pod zdaniem, że język to nasze okno na świat. Zobaczcie, ile jest wokół kursów i nowo pootwieranych szkół językowych. Cały Kraków krzyczy Ucz się z nami! Ale zanim oskubią was z wszystkich groszy, pokażę wam kilka trików jak skutecznie uczyć się w domu. Bez zbędnego wysiłku – kiedy i ile chcesz.

Colorful Media

The limits of my language are the limits of my world (L. Wittgenstein)

Nic dziwnego, że najlepszym sposobem na naukę języka jest (wielomiesięczny) pobyt w docelowym kraju. Ze wszystkich stron otaczają cię obce słowa, atakują, napierają i nie przestaną, dopóki się nie poddasz i nie zaczniesz mówić. Z dzisiejszą technologią i możliwościami możesz osiągnąć identyczny efekt, nie wychodząc z domu. Zasada jest jedna – zanurz się w języku. Bombarduj językiem każdy kanał percepcji. Zapisz na czole, zapamiętaj i stosuj. Nic prostszego.

# słuchaj

Nawet jeśli nie znasz jednego słowa w języku, musisz zacząć go słuchać. Z początku będzie to tylko niewyraźny bełkot, im szybszy język, tym gorzej (swoją drogą, wiecie, że język hiszpański jest jednym z najszybszych języków świata?). Tak robią to małe dzieci – słuchają i uczą się dźwięków. W pewnym momencie zaczniesz rozróżniać słowa, a obce fonemy przestaną być takie obce. Nie tylko my mamy swoje Ą, Ę, Ć, Ź-ety.

Od czego zacząć? Od radia. Ustaw oryginalne radio, załóż słuchawki i słuchaj. W każdej wolnej chwili – sprzątając, jadąc autobusem, tramwajem czy podczas porannych ćwiczeń. Słuchaj audycji, wywiadów i piosenek, wszystkiego, co nadają na żywo. Im lepiej będziesz znał język, tym więcej zrozumiesz, a poszczególne zwroty same wpadną Ci do głowy. Podczas jednej z naszych rozmów Catalina śmiała się, że pomimo tylu lat spędzonych w Stanach, czasami wciąż nie rozumie tekstu angielskiej piosenki. Śpiewa po swojemu, a wtedy łapie dziwnie spojrzenie Sean’a Hej, przecież to nie tak leci… Gdzie znaleźć? Tunein.com jest prawdziwą perełką (istnieje również w formie aplikacji na telefon). W moich głośnikach właśnie nadaje Lima!

Oczywiście, nie samym radiem człowiek żyje. Sieć ugina się od ilości oryginalnych filmów, aż szkoda z nich nie korzystać. Zaczęłabym od kreskówek. Ich fabuła jest na tyle prosta i przyjemna, że nawet przy niskim poziomie języka, nie powinniście mieć problemów ze zrozumieniem o co kaman i szybko się zniechęcić (pamiętacie, jak pisałam, że całą podróż do Stanów spędziłam z Disney’em?). Kolejnym krokiem są seriale i pełnometrażowe filmy. Jeśli jesteście wzrokowcami i potrzebujecie czegoś bardziej namacalnego niż sam dźwięk, pokochacie napisy w oryginalnym języku. Zaczniecie od czytania, a nim się obejrzycie napisy nie będą wam już do niczego potrzebne. Gdzie znaleźć? Uwielbiam portal Ororo.tv. Znajdziecie tam filmy i seriale z oryginalnymi, angielskimi napisami. Jeden minus – za darmo można obejrzeć tylko 60 min dziennie.

Na takiej samej zasadzie działają Ted-talki. Okej, są krótsze i dużo bardziej treściwie. Masz 10 min? Posłuchaj, a jeszcze się zdziwisz, jak przyjemna jest czasem nauka.

# czytaj

Na filologii zawsze tłukli mi do głowy – chcesz mówić, zacznij czytać!  Ta piękna zasada towarzyszy nam już od dziecka. Weźcie i porównajcie dwójkę dzieci – jak różne jest ich słownictwo, ortografia, sposób budowania zdań i pisanie tylko na podstawie tego, ile książek trzymały w rączkach. Słowo trzeba zobaczyć tysiąc i jeden raz, żeby poznać jego pisownię i kontekst użycia. Od małego uwielbiałam książki i ciężko mi sobie wyobrazić, że mogłabym nie czytać. W zeszłym roku pogodziłam się z książkami obcojęzycznymi. Kupiłam oryginalnego Harry’ego i spędzałam z nim nudny wykład. Klucz do czytania książek jest jeden – skup się na kontekście, nie sprawdzaj każdego słowa. Czytanie ze słownikiem w ręce traci na przyjemności i gwarantuję – doczytasz rozdział, wypodkreślasz wszystko, a książkę rzucisz w kąt. Gdzie znaleźć? Poszukaj na allegro (za swojego Harry’ego zapłaciłam niecałe 20 zł), olx i w specjalnych księgarniach.

Dobrze zdaję sobie sprawę, że książki nie są dla wszystkich. Za długie, nudne, a literackie słownictwo nieraz pokona sytego mola. Przyznaję się, sama poległam na pierwszej hiszpańskiej książce. Poszłam do kiosku, kupiłam gazetę i zaczęłam czytać kolorowe Cosmo. Wow, to było dokładnie to, czego szukałam. Krótkie, ciekawe artykuły i masa słówek, często potocznych i śmiesznych wyrażeń, które słyszałam z ust wszystkich wkoło. Uczyłam się z gazet i z ręką na sercu – trafiłam w dziesiątkę. Swoją drogą Cosmo stało się później bazą mojej pracy licencjackiej, a do dziś korzystam z nich na prywatnych lekcjach. Gdzie znaleźć? Swoje Cosma kupiłam w oryginalnych hiszpańskim kiosku. W Polsce widziałam je często w Empiku, ale kurcze, ich cena przeskakuje mój budżet. I to tak z pięć razy. Ciekawą opcją są polskie magazyny językowe wydawnictwa Colorful Media dla osób uczących się języka. W swojej ofercie zamykają pozycje angielsko- (English Matters), hiszpańsko- (Español? Si, gracias), włosko-, francusko-, niemiecko- i rosyjskojęzyczne. Dla każdego coś dobrego! Ich rozwiązania przypadły mi do gustu – ciekawe teksty z oznaczeniem poziomu językowego, do którego są kierowane i małe słowniczki na każdej stronie. Tłumaczenia są wyróżnione i ponumerowane. Nie rozumiesz słowa? Zerknij na dół strony i leć dalej – czytanie nigdy nie było prostsze. Na każdej stronie jest dodatkowy kod mp3, dzięki któremu pobierzesz i odsłuchasz nagrany artykuł. Warto spróbować, a nóż jeszcze się przekonasz ;’)

A jeśli dużo czasu spędzasz w sieci i toniesz w blogosferze, dlaczego nie spróbujesz angielskojęzycznych (i nie tylko) blogów? Podsuwam wam Leah i jej ciekawe spojrzenie na polską rzeczywistość. Uwaga, wciąga!

Colorful Media

# mów

Z doświadczenia wiem jak trudno przełamać barierę i zacząć mówić w języku. Nieważne, jak dobrze znałam gramatykę i szybko rozwiązywałam ćwiczenia. Gdy przychodziło do mówienia, w głowie miałam tylko pustą, białą kartkę. Nie odkryję Ameryki, mówiąc, że sposób jest na to tylko jeden – mów, mów i jeszcze raz mów. Pozwól sobie na błędy i styl Kali jeść, Kali pić. Hej, czasem się śmieję, że mam swój własny język polski, tak bardzo jest mi daleko od lingwistycznego ideału. Mów, kiedy możesz i z kim możesz, nawet jeśli znasz tylko garstkę słów. Mów, nawet jeśli twoja rozmowa będzie polegać na wychwytywaniu pojedynczych fraz i dopowiadaniu do nich krótkiego komentarza (jak moja, pewnego dnia na autostopie). Rozmawiaj (idealnie) z nativami. Jeszcze się zdziwisz jak wyrozumiali i pomocni są ludzie, a zwłaszcza jak szybko przeskoczysz na kolejny level. Dbaj o różnorodność swoich rozmów. Nie możesz w kółko powtarzać, jak się nazywasz i co studiujesz. Gdzie znaleźć?

Podróże i wolontariat za granicą to banał. Jak znaleźć nativów w twoim mieście? Po pierwsze, rozejrzyj się. W Krakowie co tydzień organizują tandemy, wymiany językowe, na które możesz wpaść (zupełnie za darmo) i podszkolić język. Dobrze sprawdza się również couchsurfing, Jeśli nie chcesz, nie musisz nikogo nocować. Załóż profil i ustaw Chcę się spotkać. Oprowadzisz kogoś po mieście, wypijesz pyszną kawę i opowiesz trochę o sobie. Uważaj: może kogoś poznasz i zaprzyjaźnisz się na całe życie. Chcesz czegoś bardziej profesjonalnego? Zajrzyj na Italki.com, społeczność, która zbiera nativów z całego świata. Już za kilka dolców porozmawiasz z kimkolwiek i gdziekolwiek chcesz. Tak, nie musisz nawet ruszać się z domu. Przyznam się - jeszcze nie próbowałam, ale każdego dnia ta opcja kusi mnie coraz bardziej.

Słuchaj, czytaj i mów. Ucz się języka i otwórz przed sobą morze możliwości. Powyższe wskazówki możesz wykorzystać na każdym etapie nauki. Pewnie, na początku każdy z nas potrzebuje kogoś, kto przy nas usiądzie i wytłumaczy kilka pokrętnych zasad. Nie ograniczaj się jednak do samych lekcji. Owiń się ciasno językiem i ćwicz. Każdego dnia. Zacznij tu i teraz, wyrób nawyk i obserwuj, jak szybko odfajkujesz kolejny poziom. To jak, podejmiesz wyzwanie?

***

Dajcie znać, czy wyciągniecie coś z tego dla siebie. Takich trików jest całe mnóstwo, a ten tekst już dawno przekroczył swój dobry rozmiar. Mielibyście ochotę poznać ich jeszcze więcej?

Trzymajcie się ciepło,
M.

Post powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Colorful Media.
blog comments powered by Disqus