Nie bój się marzyć


Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy otworzyłam zeszyt i zapisałam w nim kilka słów. Zawsze czułam ogromną potrzebę pisania i wylewania na papier buzujących myśli. Byłam zła, smutna, szczęśliwa – pisałam. Tworzyłam pamiętniki i strzegłam je przed całym światem. Zamykałam w nich siebie, to co czuję i przeżywam każdego dnia. Pamiętam wieczory, długie i ciepłe, spędzone przy małej nocnej lampce. Nie mogłam zasnąć, dopóki nie pozbyłam się nadmiaru wrażeń – kotła słów siedzących w głowie. Pisałam o marzeniach, tych małych i dużych, niewypowiedzianych, bo przecież tylko wtedy miały magiczną moc. W wieku 12 lat przeniosłam się do Internetu, miałam piękny szablon i pięć komentarzy pod każdym wpisem. A jednak analogowy zeszyt trzymałam wciąż pod pachą. Już wtedy wiedziałam, że Internetom nigdy nie można ufać. W chwilach słabości wyrywałam i niszczyłam pamiętnikowe kartki. Online’owy delete działał równie dobrze. To były moje myśli, moje marzenia i nikt inny nie miał do nich prawa. Nie wiem, czy dzisiaj żałuję czegoś bardziej niż wspomnień i marzeń, które raz na zawsze przepadły w czerwonym ogniu.

Ostatnio znów myślę za dużo. Myślę o marzeniach i proroczych słowach Nie powiem, bo się nie spełni. Powtarzamy je na każdym kroku, krzyżując palce i zdmuchując świeczki na urodzinowym torcie. Spadająca gwiazda? Policz do trzech i pomyśl marzenie. Życie uczy nas, by nie wypowiadać marzenia, trzymać dla siebie i biernie patrzeć, jak samo się spełnia. Albo: pozytywnie myśleć i przyciągać do siebie szczęście. Nie powiem, żeby nie zapeszyć.  Puścisz parę z ust? Koniec, po ptakach. Czasami zastanawiam się, skąd biorą się takie rzeczy (a raczej: głupoty!). Internety mówią, że z nudów. Marzenia nie spełniają się, bo siedzą bezpiecznie ukryte w naszych głowach. Marzenia spełniają się, bo bierzemy je w swoje ręce i krok po kroku idziemy do przodu. Marzenia spełniają się, bo mówimy o nich głośno.

If you can dream it, you can do it. (W. Disney)

Pewnego dnia oglądałam Klaudię na snapie, słuchałam, a każde słowo docierało do mnie z większą siłą. Tajemnica sukcesu tkwi w takich błahostkach, jak sposób myślenia i formułowania naszych marzeń. Zamiast Chciałabym… mówię dziś Zrobię to. Moje marzenie biorę za pewnik, który zrealizuję prędzej czy później. Spróbujcie, to naprawdę niesamowite, jak wielką siłę może mieć proste słowo. To, że i w jaki sposób mówimy, przekłada się na nasze akcje. Skoro coś się wydarzy, nie będę siedzieć i bezczynnie czekać, aż samo do mnie przyjdzie. Wyjdę naprzeciw i spotkam je w połowie drogi. Od pewnego czasu mam marzenie, by spróbować i pomieszkać trochę gdzieś dalej. Mówię o tym na prawo i na lewo i nigdy wcześniej nie byłam tak pewna, że uda mi się to zrobić. Dzisiaj dzielę się tym z Wami – w przyszłym roku jadę do Ameryki. I choć jeszcze nic nie dopięłam na ostatni guzik, mam plan i go zrealizuję. Napisałam już Catalinie, że za rok się widzimy. Przecież już tego nie cofnę, prawda? ;’)  

Nasze piękno polega na tym, że mamy swoje marzenia. A jednak nie są one tylko po to, by je mieć, spisywać i chować do szuflady. Nie istnieją po to, by bać się o nich mówić. Mamy je krzyczeć, powtarzać i robić wszystko, by się spełniły.

To jak, podzielicie się swoim marzeniem?

M. 

blog comments powered by Disqus