Budapeszt za 6-stkę

Wiecie, co było najlepsze w naszym wypadzie do Budapesztu? Nie – pozłacany nocą parlament, prywatny zamek z widokiem na Dunaj ani gorący gulasz, który palił gardło. Jasne, tych wspomnień nikomu nie oddam, ale to nie grającą fontanną i węgierskim festynem chwaliłam się wszystkim wkoło. Do Budapesztu (tam i z powrotem) pojechałam za 6 zł, a duma z upolowanej ceny rozpiera mnie aż do dzisiaj. Oczywiście, możecie wystawić kciuka i do stolicy Węgier dotrzeć za grosze (płacąc za kawę na stacji). Dla tych, którzy nie lubią/ nie mają czasu/ wolą bardziej bezpieczną opcję, podrzucam krótkie case study. Kilka punktów, wskazówek i podpowiedzi, jak tanio zobaczyć świat.

Dzisiaj toniemy w możliwościach, które tylko proszą, by wyciągnąć po nie rękę. Linie lotnicze, autobusowe prześcigają się w coraz lepszych ofertach, podcinając sobie nogi i przebijając ceny. Słyszeliście o biletach za 1 zł, 1 euro, darmowych przelotach do Azji, gdzie płaci się jedynie za koszty rezerwacji? Trzeba wiedzieć, gdzie szukać. Zachłysnąć się prawie-darmo światem i nigdy więcej nie chcieć podróżować w tradycyjny sposób.

Jak pojechać do Budapesztu za 6 zł

Jak pojechać do Budapesztu za 6 zł

Aktualnie moim największym źródłem informacji są portale specjalizujące się w wyszukiwaniu tanich lotów i biletów za grosze. Na Facebooku mam polubione trzy strony tego typu: fly4free, mleczne podróże i loter. W ustawieniach każdej strony zaznaczyłam, by najnowsze posty wyświetlały się jako pierwsze. Dzięki temu za każdym razem, gdy odpalę FB, pierwsze co widzę to najnowsze promocje i informacje o świetnych dealach. Moim faworytem jest wciąż zespół fly4free. To dzięki nim dowiedziałam się o ofercie urodzinowej Wizzaira (2 bilety w cenie jednego) i poleciałam do Neapolu, kupiłam bilet na Teneryfę za 3 stówki i odwiedziłam Budapeszt za 6 złotych. Wystarczyło, że znalazłam się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu (czyt. przed komputerem) i jako jedna z pierwszych dowiedziałam się o dopiero co wrzuconej nowej puli na polskiegobusa.

O co chodzi z polskimbusem? Polskibus to linia autobusów, która rozpoczyna sprzedaż swoich biletów od złotówki. Pierwszy bilet na danej trasie możesz kupić za złotówkę, drugi za 5 zł, itd. Linia oferuje połączenia krajowe i zagraniczne, w tym do Pragi, Budapesztu, Wiednia i Berlina. Co jakiś czas wrzuca również ciekawe promocje, np. udostępniając wszystkie bilety w określonym terminie za piątkę. Za granicą, w Europie i Stanach (!) znajdziecie lokalne odpowiedniki polskiegobusa, np. megabus, którego ceny zaczynają się od 1 euro/ 1 dolara. Tak, to naprawdę działa - na Florydzie za 4 bilety zapłaciłam łącznie 4 dolary. Z tego co się orientuję, podobną politykę stosują również inne linie autobusowe, np. Lux express. Nie próbowałam, więc się nie wypowiem.

Takim sposobem zdobyłam bilet tam i z powrotem na trasie Kraków-Budapeszt za 6 zł. Drugi bilet kupiłam już drożej - 20 zł plus 4 zł za rezerwację. W sumie dwa bilety w finalnej cenie 30 zł. Zasada jest prosta – trzeba działać szybko. Długo się nie zastanawiać, zobaczyć i kupić. Warto zaryzykować, nawet jeśli, koniec końców, coś wam wypadnie i przekreśli wypad. Hej, moja podróż do domu kosztuje czasem dwa razy tyle! Z Krakowa wyjechaliśmy w czwartek zaraz przed 23. W Budapeszcie spędziliśmy dwa pełne dni, piątek i sobotę, żeby w nocy z sobotę na niedzielę pokonać powrotną drogę. Komfort podróży jest już sprawą indywidualną. Osobiście nie przeszkadza mi tłuc się całą noc w autobusie, wstać niczym świt i cały dzień spędzić na nogach. Ba, uwielbiam taki styl życia - paść na łóżko ze świadomością, że wycisnęłam każdą minutę do maksimum. Polskibus w obu przypadkach podjechał punktualnie, a planowaną trasę pokonał o godzinę szybciej. Nie mam się czego przyczepić.

Ale, ale. O ile podróż do Budapesztu minęła nam bardzo miło, o tyle coraz bardziej jestem zawiedziona funkcjonowaniem polskiegobusa na trasach krajowych. Co tu dużo mówić, przewoźnik notorycznie się spóźnia i nawet niska cena nie jest w stanie zrekompensować złego wrażenia, które zostawia po sobie godzinne (!) opóźnienie. Zwłaszcza, jeśli komuś zależy na czasie.

Podsumowując naszą wycieczkę, całość zamknęliśmy w budżecie 250 zł/os. Jak rozplanowaliśmy pozostałe koszty?

Jeden nocleg w pokoju dwuosobowym ze wspólną łazienką w hostelu Ciao Budapest wyniósł nas łącznie 20 euro. Plusy – niska cena, dobra lokalizacja, miła obsługa i możliwość zostawienia bagaży na cały kolejny dzień. Największym minusem była średnio czysta łazienka, z wodą wylewającą się spod prysznica. Cóż, jedną noc można przeżyć, dłuższy pobyt już mocno bym przemyślała. Nocleg znalazłam na portalu booking.com.

Jeśli chodzi o komunikację miejską, zdecydowaliśmy się na 10-cio przejazdowy bilet (5 biletów na osobę) w cenie 3000 HUF. Bilety można wykorzystać zarówno w metrze, autobusie, trolejbusie i tramwaju. Magicznym sposobem odbyliśmy więcej niż pięć przejazdów. Wiecie, naprawdę chciałam, ale jak skasować bilet w zabytkowym tramwaju ze starymi kasownikami, które po prostu nie działają? Istnieje też opcja, że to my robiliśmy coś źle. Ale to… ciiii. Jeśli nie straszne wam długie spacery, spokojnie można obyć się bez pomocy komunikacji miejskiej. W gruncie rzeczy, wszystkie najważniejsze punkty znajdują się w centrum, porozrzucane po obu stronach rzeki.

Pozostałe forinty zasiliły nasze kieszonkowe. Wszystkie posiłki, słodkie śniadania z dobrą kawą, węgierski gulasz, langosze, kurczak w sosie paprykowym i (oczywiście) McFlurry jedliśmy na mieście. Drobne przekąski, kubeczek wina na festynie, mojito na zakończenie dnia, tokaj i papryczki przywiezione do domu. Z płatnych, turystycznych rzeczy odwiedziliśmy Muzeum Terroru (1000 HUF/os.) i weszliśmy na kopułę Bazyliki św. Stefana (400 HUF/os.). Cała reszta, wrzucona w poprzednim wpisie, jest dostępna zupełnie za darmo.    

Przyznam szczerze, że jadąc do Budapesztu, nastawiłam się, że węgierskie ceny są znacznie niższe niż w Polsce. Jeśli myślicie podobnie, wyprowadzę was z błędu – nie, nie są. Plasują się na zbliżonym poziomie. Mimo to uważam, że dwudniową wycieczkę na Węgry można zamknąć w jeszcze niższej sumie. Poszukać lepszego miejsca na obiad, odpuścić wieczorne drinki, a przy dobrych wiatrach upolować bilet za 2 złote :’)

Macie inne pomysły, sprawdzone tricki na tanie podróże?

Trzymajcie się ciepło,
M.

blog comments powered by Disqus