Zmiany są dobre

Mam wrażenie, że w ostatnim czasie wszystko się zmienia. Moje małe życie przechodzi rewolucję - jedną, drugą… piątą i dziesiątą. Wybija mnie z rytmu i wrzuca w nie-ważki stan nie-stabilności. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułam się tak dziwnie, pozbawiona twardego gruntu pod nogami. Dzieją się rzeczy, staję twarzą w twarz z sytuacją, której nie wyśniłam w najgorszym śnie. Jest dobrze, świetnie, źle, najgorzej. Jakbym jechała na wiecznej mani, by pod wieczór zahamować i cofnąć się trzy kroki. A potem patrzę za siebie, zbieram to wszystko w kupę i ostatecznie stwierdzam, że zmiany są dobre. Akceptuję i głaszczę je grzecznie po główce. Wyciągam wnioski, schodzę na ziemię i uśmiechnięta witam jutro. Bo jutro po zmianach jest lepszym jutrem. Jest dobrym jutrem, które uczy mnie życia, otwiera możliwości i nowe ścieżki. Jest jutrem, w którym jeśli chcę - będę szczęśliwa. A nawet, bardziej szczęśliwa niż wczoraj.

Przyznaję się – nie lubię zmian, do których nie mogę się przygotować. Tak, jestem jednym z tych świrów, które wszystko muszą mieć pod kontrolą. Muszą wszystko przemyśleć, dobrze zaplanować i rozważyć decyzję. Mój świat się rozpada, gdy nie ma kontroli. Lubię zmiany, którymi sama rządzę. Ale życie to również zmiany, które spadają nam z nieba. Dobre i złe. Każdego dnia uczę się stawiać im czoła. Być odważna i je zaakceptować. Odwrócić na swoją korzyć, bo każda zmiana może być dobra. Może być świetna, choć na początku płakałeś po nocach. Może być najlepsza. Każda zmiana dzieje się po coś i tylko od ciebie zależy, co dalej z nią zrobisz.


Ten wstęp jest dzisiaj dokładnie taki jak ja – chaotyczny i nieuporządkowany. Ostatnio dużo się dzieje, buzuje mi głowa i chyba na gwałt potrzebuję chwili spokoju. Sierpień i wrzesień przywitały mnie trochę takim nowym życiem. Powoli szukam i odnajduję w nim swoje miejsce. Dużo zmian, o których wierzę, że wyjdą w końcu na dobre. Zostawiam tu dzisiaj kawałek siebie i piszę o zmianach – prywatnie, blogowo i zawodowo.

We all change colors and lose our leaves… then we bloom again. (M. Lago)

# zawodowo

Zmieniłam pracę. We wrześniu rzuciłam zawód rekruterki i skrzętnie budowaną ścieżkę HR. Całe wakacje biłam się z myślami, aż w końcu dałam za wygraną - to zupełnie nie moje powołanie. To nie jest coś, w czym chciałam rosnąć i stawiać dalsze kroki. To też nie miejsce, gdzie widzę siebie za kilka lat. Odbiłam w drugą stronę i wsiąkłam w marketing. Piszę, wymyślam, tworzę treści. Bawię się canvą, dłubię w wordpressie i każdego dnia uczę się nowych rzeczy. W pakiecie z codzienną, dobrą kawą.

Wiecie, w momencie, w którym zaczęły się wątpliwości, zadałam sobie jedno pytanie. Co lubię robić i co sprawia mi wielką frajdę? Odpowiedź jest prosta: (robić zdjęcia i) pisać. Dlaczego więc nie pójść w tę stronę? Nie słuchać innych i zbyć argument o dobrych warunkach. Dlaczego nie położyć na szali swojego rozwoju? Kiedy myśleć o przebranżowieniu, jak właśnie nie teraz? Kieruję się jedną zasadą – jeśli robisz to, co lubisz/ kochasz/ co powoli staje się twoją pasją, wygrałeś życie. Pieniądze, wiadomo - fajnie, że są, ale nie są tu priorytetem. Czasami zwyczajnie warto zaryzykować.   

Zmiana pracy jest nierozerwalnie związana ze stresem. Bo co, jeśli nie wyjdzie? Bo co, jeśli to nie jest moja bajka? Bo co, jeśli tam mi było lepiej? Nie mam dzieci, własnego mieszkania i kredytu na głowie. Nie wypowiem się w imieniu ludzi, którzy każdego dnia wiążą koniec z końcem. Jestem sobą – młodą osobą, która szuka swojego miejsca w zawodowym świecie. I mówię jedno. Szkoda czasu na pracę (nawet dobrze płatną), która nigdy nie da ci szczęścia.


# prywatnie

Zmiana pracy zabrała ze sobą mój wolny czas. Wychodzę z domu, wracam i siły starcza mi na jeden serial (albo pięć pod rząd, czemu nie). O, i hawajską pizzę w piątkowy wieczór. Lubię pizzę i seriale, ale nie o to chodzi. Znów wpadam w pułapkę złej organizacji i przestaję o siebie dbać. Krótko mówiąc, zmienił się cały mój dzień, gdy ja nie zdążyłam się jeszcze dostosować. Ostatnio mocno walczę i staram się to naprawić. Tak by każdego dnia kłaść się z myślą, że to był dobrze spożytkowany dzień. Szczególnie, że dyplom sam się nie napisze. Sprostam wyzwaniu i dopnę wszystko w ten rok.

Chyba w końcu też do mnie dotarło, że nie mam już pięciu lat. Źle się odżywiam, nie ćwiczę, praca przed komputerem dorzuca swoje dwa grosze. Bardzo dziwne, że przekłada się to na zdrowie i moje samopoczucie. Na tym polu dopiero czekają mnie duże zmiany. Jakaś siłownia, poranne planki, zalegli lekarze i panie doktor. Dzisiaj zrobiłam sobie maseczkę i nałożyłam odżywkę na włosy. Szok! (mówi to osoba, która nigdy nie używa podkładu, really, really).

Prywatnie nie byłam nigdy szczęśliwsza i pewniejsza swoich wyborów. Tu zmiany są tylko dobre i kroczą w piękną stronę.

# blogowo

Na blogu nie zmieniło się dużo. Do końca dopięłam nowy wystrój wraz ze zmianą głównej czcionki. Zauważyliście? Na obecną chwilę znalazłam to, czego szukałam i powiem krótko - jestem zadowolona. Jest biało-szaro, są większe zdjęcia, jest prosto i minimalistycznie. Mam nadzieję, że odbiór jest pozytywny, bo nowy design szybko nie zniknie ;’) Nie piszę już tylko o podróżach. Tematyka bloga się zmienia, bo ja się zmieniam i mam coraz to inne potrzeby. Choćby dzisiaj - potrzebuję się zwyczajnie wygadać. Będzie więcej przemyśleń, lifestyle’u i tego, co siedzi mi w głowie. Zapowiada się sucho-podróżniczy rok, coś trzeba zaradzić.

W międzyczasie zapraszam was na palmowy Fanpage. Od dłuższego czasu nosiłam się z pomysłem stworzenia serii comiesięcznych inspirujących wpisów - dzielenia się tym, co lubię i co wpada w moją estetykę. Osobiście bardzo lubię ten cykl na innych blogach, dlaczego nie wdrożyć go też u siebie? Ciężko mi zbierać wszystko w jednym, miesięcznym wpisie. Zrobię więc inaczej. Od października, w każdy poniedziałek na Fanpage’u pojawi się mała dawka inspiracji. Tekst, który wpadł mi w oko, piosenka, która nie chce wyjść z głowy, słowa, które budzą mnie do działania.

Zapraszam, polubcie, może któregoś dnia znajdziecie tam sami siebie?


Zmiany i zmiany. Do dopiero początek rewolucji, bo w końcu… there is nothing as stable as change.

Co słychać u Was? Jakieś zmiany na horyzoncie?
M.


blog comments powered by Disqus