Październik: pasta masta i pizza na wieczór

Zanim zdążyłam się obejrzeć, minął ostatni październikowy wieczór. Za oknem zrobiło się szaro-buro, zacierając ślady niedawnych promyków letniego słońca. Proszę państwa, jesień. Kraków otula się białym pyłem i tylko złote Planty przypominają, ile radości i piękna kryje się w kupie zgniłych liści.



Kolejne dni ciekną mi przez palce – dzień i noc, dzień i noc. Wpadam w trans i coraz ciężej odróżnić mi wtorek od środy. Godziny uciekają, minuty parują, a sekund po prostu nie ma. Chyba odkryłam sekret, który za dziecka tłukła mi mama i wiem, dlaczego z wiekiem czas nabiera szybszego tempa. Odpowiedź jest jedna – praca i monotonia. W październiku większość dni wyglądała podobnie – wstaję, praca, pasta masta, praca, serial i mięta przed spaniem. Większość dni, która zbiła się w jedną całość. Czasami wpadła pizza, hawajska a jakby. Nawet studia i kalifornijskie palmy w 90210 (a puszczałam je w kółko i w kółko) nie potrafiły wytrwać mnie z jesiennego letargu. Zrozumiałam modę na slow life’y i celebrowanie każdej chwili. Stawiam kropkę, zaciskam garstki – tak mało czasu, a tyle jeszcze przede mną!

Pod koniec października zaliczyłam króciutki, bo jednodniowy, wypad do Łodzi. Po ciężkiej i karkołomnej fb-konwersjacji udało się nam dopiąć wieczór, a raczej dzień panieński mojej kuzynki, Kasi. Swoją drogą, pierwszy na jakim byłam! Łódź przywitała mnie jesiennym słońcem i pyszną, prywatną kawą w piotrowskiej Coście. To nie był typowy, szalony wieczór – raczej spokojny meeting przy dobrej pizzy i grzanym winie. Do pierwszych razów dorzucę spijaną szampanem lekcję pole dance. I wiecie co? Nie takie złe te rurki ;)

Swoją drogą, byłam mile zaskoczona, że z Krakowa do Łodzi dojedzie się w zaledwie 2,5 godziny (w porównaniu z 5-godzinnym busem). Intercity i 50% studenckiej zniżki, tralala



Do rzeczy, co (lub kto) skradł moje serce w październiku?


# kosmetyki

Palm tree view to ostatnie miejsce, które typowałabym na urodowego bloga. Nie używam podkładów, baz, pudrów i nie mam kolorowej palety cieni. Nie zapuszczam paznokci i czasem pojawię się w pracy bez krzty make-up’u. A mimo to jestem dziewczęca, wpinam spinki we włosy i noszę wysokie buty. Wbrew pozorom, stosuję kosmetyki. A przynajmniej zaczynam – najwyższy czas.

Coraz bardziej zwracam uwagę na cerę i wychwytuję pierwsze, nieśmiałe zmarszczki. A cery nie mam wcale tak łatwej – jest wiecznie sucha i nadwrażliwa. W październiku na tapecie znalazło się nawilżenie i poszukiwanie dobrego kremu. Dzielę się tym, co znalazłam - a nuż wam się przyda.


1) #zpolecenianiamaluje odkryłam markę Miya i postawiłam na intensywnie nawilżający krem do twarzy z olejkiem kokosowym. Już od pierwszej aplikacji byłam oczarowana jego delikatnym, kokosowym zapachem. A nawilżenie? Pokuszę się o stwierdzenie, że to jeden z lepszych kremów, które używałam i będę używać całą jesień/zimę! Krem jest lekki, wielofunkcyjny (do buzi, rąk, całego ciała) i szybko się wchłania. Marka Miya ma w swoim portfolio tylko 4 kremy, a przez to - przemyślane, wypielęgnowane i wymuskane. Wada? Do kupienia wyłącznie przez Internet.

2) W Rossmanie zaopatrzyłam się w maseczkę ultra nawilżającą firmy Bielenda. Jedno opakowanie starcza mi na średnio cztery aplikacje. Maseczka jest przyjemna, hydrożelowa i natychmiast poprawia komfort skóry. Nie jest to typowa zastygająca maska, raczej eliksir, który wchłania się i głęboko nawilża buzię.

3) Każdej jesieni doświadczam ten sam problem wypadających włosów. Pół biedy, jeśli masz piękne i gęste pukle. Problem przybiera na sile, gdy natura zostawiła ci na głowie kilka cienkich, rzadkich kłaczków. W październiku po raz pierwszy postanowiłam, że nie będę stać i biernie przyglądać się włosom, które zostają na szczotce każdego ranka. Na pierwszy ogień poszła jedna z ponoć najlepszych wcierek do włosów dostępna na naszym rynku – wcierka Jantar. Aplikowałam sumiennie przez cały miesiąc. Jaki efekt? Włosy nie przestały wypadać, ale zauważyłam przyspieszony wzrost licznych baby hair. Wiadomo, nie jest to efekt spektakularny, ale każdy mały włosek przywitałam z wielką miłością ;) Odżywka pięknie pachnie, nie przetłuszcza włosów i wbrew pozorom, bardzo prosto się aplikuje. Podsumowując, jestem zadowolona i zaufam jej kolejny raz.

4) Mus Nivea pod prysznic pojawia się w tym zestawieniu tylko dlatego, że wygrałam go w konkursie. A że wygrywać lubię… Ogólnie, bez szału, ale ma śmieszną postać ala’ pianka do włosów. Wstrząśnięty, niemieszany. 



# zdrowie

W październiku obiecałam sobie, że będę ćwiczyć. Cały dzień na tyłku przed ekranem komputera nie wpływa dobrze na moją formę. A już na pewno nie na plecy, które nigdy wcześniej nie doskwierały mi tak bardzo. Moje ciało, od 10 roku życia przyzwyczajone do ciągłego ruchu, zaczęło strajkować. Brakuje mi dobrego, energetycznego kopa. Brakuje siłowni, muzyki w uszach i koszulek mokrych od potu. Brakuje mi sportu, o!

Wrzuciłam drugi bieg i wyciągnęłam stare, miesięczne wyzwania. Nie powinno być trudno – przysiady i planki, coraz więcej i intensywniej każdego dnia. Skończyłam w połowie, zwijając się z bólu podczas trzyminutowej deski. Może nie wszystkie rzeczy powinno się robić samej w domu? Ale na plecy pomogło, pstryk! W listopadzie zostanę przy wchodzeniu po schodach…

Sumiennie realizuję też swoje postanowienie comiesięcznej wizyty u jednego lekarza. Po trochu kontrolnie, po trochu nadrabiając nagromadzone zaległości. W końcu raz na trzy lata można, prawda?

# filmy

Październik to bez dwóch zdań miesiąc seriali. Obejrzałam wszystkie sezony 90210. Dla swojego usprawiedliwienia powiem tylko, że połowa odcinków była z angielskimi napisami! Jakimś cudem, gdzieś pomiędzy jednym serialem a drugim, znalazłam czas na kilka dobrych, jesiennych filmów. Wybrałam dwa, które spodobały mi się najbardziej.

1) Spotlight. Cały czas zachodzę w głowę, jak to możliwe, że dopiero teraz odpaliłam tegorocznego zwycięzcę Oscara. Spotlight już od lutego wisiał na mojej liście do obejrzenia. To film oparty na faktach, który porusza (całkiem niedawną) historię pedofilskiego skandalu w Kościele katolickim. Pracownicy bostońskiej gazety tropią ślady, które układają się w szokującą opowieść. Spotlight to obraz, którego zakończenie znasz od pierwszej minuty filmu, a jednak siedzisz i z napięciem śledzisz kolejne losy bohaterów. Ocena: 8/10




2) Za jakie grzechy, dobry Boże? obejrzałam z waszego polecenia. Historia jest prosta – Claude i Marie, francuskie małżeństwo, ciężko znosi kolejne śluby córek z mężczyznami odmiennego pochodzenia i odmiennej religii. Miarka przebiera się, kiedy najmłodsza Laure przyprowadza do domu czarnego narzeczonego. Zabawna i lekka komedia na jesienny, pochmurny wieczór. Nie przepadam za francuskim kinem, a ten film polubiłam! Ocena: 7/10 

# blogosfera

W październiku na blogu pojawiły się trzy teksty. Strasznie tu life styl’owo ostatnimi czasy… Oby do grudnia!




Na wasze teksty zapraszam na Fanpage i poniedziałkowy cykl blogowych inspiracji. Na deser podrzucę najbardziej pozytywną i zwariowaną reklamę perfum, jaką widział świat. Co tu dużo mówić, Kenzo umie robić marketing.



W listopadzie stawiam sobie jeden cel. Zacząć pisać magisterkę.

A jak minął wasz październik?
M.
blog comments powered by Disqus