Teneryfa: Los Gigantes i wieloryby

I would walk 500 miles
and I would walk 500 more

whale watching | atrakcje Teneryfy | co zobaczyć na Teneryfie

Zaledwie kilka tygodni temu na mojej liście must do & see zapisałam punkt Zobaczyć wieloryba. Nie przypuszczałam, że tak szybko odhaczę kolejne życzenie. Pisałam już, że o marzeniach trzeba mówić głośno. Dzisiaj dorzucam – trzeba też o nich pisać. Bo słowa mają ogromną moc.

Pobyt na Teneryfie zaplanowałam z wyprzedzeniem. Już w kwietniu (!) zaczęłam wertować pierwsze blogi, a dzień przed wyjazdem powstał misterny plan zdobycia wyspy. Dzień po dniu, krok po kroku, ułożyłam sześciodniową, spójną całość. Nie było w niej miejsca na wieloryby. Dlaczego? Obserwację wielorybów i skaczących delfinów wrzuciłam do worka kolejnej łapanki na turystów. Po pierwsze, koszty. Po drugie, nikt nie zapłaci zwierzakom, by radośnie rzucały się po falach. Zobaczysz?  Masz szczęście. Nie zobaczysz? Sorry, co mogę zrobić. Obejrzyj na youtube.

Wystarczył jeden dzień na wyspie, bym zmieniła zdanie. Bo w końcu, co jeśli zobaczę wieloryba? Teneryfa omiotła mnie swoim czarem. Czarne plaże, potężne klify, rozłożyste palmy i słodkie opuncje prosto z kaktusa. Chciałam więcej. Chciałam tego wszystkiego więcej.

Los Gigantes

Białe statki wypływają na whale watching z Puerto de los Gigantes, małego portu tuż przy ogromnych klifach. Swoją drogą, Los Gigantes są jedną z największych atrakcji Teneryfy – czarne olbrzymy mierzące po 300-600 metrów. Najlepsze punkty widokowe znajdują się przy głównej drodze ponad miastem.

I… na małej czarnej plaży Playa de los Guíos. Ale nie wiem, nie byłam (smutno).

W porcie znajdziemy kilka firm, które organizują morskie wyprawy. Jest w czym wybierać – wycieczki dwugodzinne, trzygodzinne z lunchem na pokładzie. Przekąski i piwo w cenie. Chcesz zobaczyć delfiny? A może czarne klify z bliska? Skoczyć do wody z pokładu? Czemu nie. Za dodatkowe euro przepłyniesz się nawet pirackim statkiem.

Koszt: od 15 euro




Wieloryby i delfiny ulubiły sobie rejon między Teneryfa a La Gomerą. I to tutaj zabiera nas statek - prosto na trasę wędrówek tych niesamowitych ssaków. Jest całkiem przyjemnie, z lewej uderza w nas bryza, z góry przygrzewa słońce, a wokół roztacza się bajkowy obraz – turkusowy ocean u nóg dumnego Teide. Na łódce jest tylko garstka osób.

Płyniemy i płyniemy. Jesteśmy już daleko od brzegu i wtedy się zaczyna. Ciemna płetwa majaczy na tle błękitnego nieba. Zanurza się i wynurza kilka metrów bliżej. Bliżej i jeszcze bliżej. Gasimy silnik, by nie spłoszyć zwierzęcia. Podpływa tak blisko, na wyciągnięcie ręki, i wypuszcza nosem morską pianę. Jest piękny. Przepływa pod łajbą i dołącza do drugiego wieloryba. Płyną  razem, ramię w ramię, i znikają na tle wulkanicznej wyspy.

Zobaczyłam wieloryba. I nie ważne, że mały. Nie ważne, że to nie płetwal. Zobaczyłam i schwytałam chwilę.

I wiecie co? Żadne oceanarium, nawet najlepsze w świecie, nie dostarczy takich przeżyć.




Dwie godziny rejsu minęły nie wiadomo kiedy. Po powrocie do portu trafiliśmy do pobliskiej knajpy, prosto na gorącą zupę kanaryjską. Na stół podano nam żółty, kremowy wywar z warzywami, kukurydzą i ciecierzycą. Zaraz za zupą pojawił się kelner i położył na stole mały pojemniczek z gofio – tradycyjną mąką z Wysp Kanaryjskich. Ciemnobrązową, a jakby! Ziarna zbóż są prażone przed zmieleniem, co nadaje im specyficzny smak i kolor.

Za kelnerem przybłąkali się również inni, właścicielka restauracji i garstka gapiów. Wiecie, jak to jest. W pakiecie z zupą dostaliśmy cały wykład - czym jest gofio, z czym to się je i w jaki sposób. Właścicielka wyrwała mamie łyżkę z dłoni, wsypała kapkę gofio do zupy i energicznie wymieszała. Wszyscy zamilkli i z napięciem oczekiwali reakcji - będzie smakować czy nie będzie? Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Tyle presji. Biedna mama.

Ach, ci Hiszpanie! ;)

Zupka z gofio pierwsza klasa, ale to lokalna sangria skradła moje serce. Z truskawkami i bananami! Mniam. Koniec z klasyczną pomarańczą.


Sleeping at last – I’m Gonna Be

A Wy widzieliście kiedyś wieloryba?
M.

Inne z tej serii:
blog comments powered by Disqus