Floryda - historie nieopowiedziane


Nie ma zimy, podczas której nie tęsknię za słońcem, delikatną bryzą oceanu, złotym piaskiem parzącym w stopy…

… i za ludźmi, którzy stali się częścią mojej amerykańskiej podróży.

Usiądźcie wygodnie. Kawy? Herbaty? Zabieram was na Florydę, przez miejsca, historie, które nigdy nie miały być opowiedziane i garstkę zdjęć, które nigdy nie miały być opublikowane.

co zobaczyć na Florydzie | Orlando | Tampa | Fort Lauderdale
Clearwater

Długo zastanawiałam się, o czym powinnam wam opowiedzieć. O zapaśniku, który został zakonnikiem? O polsko-wenezuelskiej miłości, która przetrzymała pięć lat dziewięciotysięczno-kilometrowej odległości? O road tripie po zachodnim wybrzeżu, Muzeum Dali i miejscu, w którym huragan roztrzaskał kawałek wyspy?

Nie. Wybrałam pięć historii, pięć doświadczeń, które stworzyły najpiękniejsze wakacje mojego życia.

Catalina Magdalena

Musiały minąć dwadzieścia dwa lata, żebym poznała Catalinę. Przepiękną mieszankę polsko-wenezuelskich genów. Czy to możliwe, że dwie osoby, oddzielone murem oceanu, może w gruncie rzeczy tak wiele łączyć? Na zmianę prześcigałyśmy się w faktach, przerzucały rzeczami, które były takie same. Nie wspominając o tym, że tuż przed moim przyjazdem Catalina usłyszała okropną piosenkę o dziecięcym potworze Catalina Magdalena (!).

Wszystko wskazywało na to, że musiałyśmy się spotkać. A co to było za spotkanie!

Z Cataliną i Seanem spędziłam kilka dni w gorącym Orlando. Zwiedzaliśmy miasto, łapaliśmy słońce na plaży St. Augustine, karmiłyśmy łabędzie nad jeziorem Eola, a jedzenie nigdy nie smakowało lepiej niż to dopełnione historiami o słynnym sorority house i własnej firmie Seana. Z Cataliną buszowałyśmy po outletach w poszukiwaniu idealnej torebki, a Sean pozwolił mi potrzymać prawdziwą, ponad metrową spluwę.

Lake Eola Park, Orlando
Lake Eola Park


Lake Eola Park, Orlando

Lake Eola Park, Orlando

Kolacja w amerykańskim domu

Szczególnie miło zapamiętałam kolację, na którą zaprosili nas rodzice Seana. Nigdy wcześniej dwójka zupełnie obcych, dorosłych ludzi nie przyjęła mnie z tak szeroko otwartymi rękoma. Przygotowali paellę, bo lubię paellę, a tata Seana specjalnie dla mnie nauczył się robić miętowe mojito. Achhh, okropnie mocne cholerstwo! ;)

Myślę, że to jedna z tych rzeczy, które najbardziej zszokowały mnie z Stanach. Skrócony dystans pomiędzy pokoleniami. Bo skoro się przytulamy i mówimy sobie po imieniu, po co narzucać sztywne konwenanse? To zadziwiające jak wiele może zmienić zwykła forma grzecznościowa.

Po kolacji rozmowa zeszła na polskie korzenie taty Seana (a jakby!). Zupełnie przez przypadek, googlując panieńskie nazwisko babci, znaleźliśmy wzmiankę o ślubie w lokalnej gazecie. Nigdy nie zapomnę łez wzruszenia, które w tamtej chwili opanowały oczy taty Seana. To najpiękniejsze wspomnienie, które przywiozłam ze sobą z Ameryki. Pomyśleć, że wszystko zaczęło się od małej Polki, dla której odkurzono przepis na hiszpańską paellę… 

St. Augustine
St. Augustine


The Briarpatch
The Briarpatch

A skoro jesteśmy w temacie Orlando…

Kremowe piwo w wiosce Hogsmeade

Z czego słynie Orlando? Z ogromnych parków rozrywki, które królują na przedmieściach miasta. Znajdziemy tu wodne aquaparki, oceanaria, słynny Disneyland i Universal Studio. Będąc tak blisko, nie mogłam sobie odmówić wizyty w wiosce Harry’ego Pottera i kremowego piwa w Hogsmeade.

The Wizarding World of Harry Potter jest magicznym miejscem, pierwszym punktem na liście must see każdego fana przygód młodego czarodzieja. Twórcy parku odwalili kawał dobrej roboty. Czego tu nie ma! Są mroczne skrytki Banku Gringotta, smok ziejący ogniem, komnaty Hogwartu i latające miotły na meczu Quidditcha. Zimne kremowe piwo, czekoladowe żabki z kartami czarodziejów i fasolki o wszystkich smakach Bertiego Botta, a różdżka Ollivandera sama wskazuje swojego właściciela.

Co tu dużo mówić, w Universal dzieje się magia!

The Wizarding World of Harry Potter
The Wizarding World of Harry Potter

Korzystając ze zniżki pracowniczej wujka, kupiłam 4-dniowy (w cenie 2-dniowego) karnet do obu parków Universal Studio. Jak widać, nie tylko polskie korpo mają dobry program benefitów. Bawiłam się świetnie, a będąc sama, korzystałam z ekspresowych ścieżek i omijałam kolejki do największych atrakcji parku. I tylko czasami – w wagoniku Spidermana czy w fabryce Minionków – było mi smutno, że nie ma nikogo, z kim mogę dzielić się moim szczęściem.

W Universal spędziłam tylko dwa dni, a że karnet był imienny, do wykorzystania w ciągu dwóch tygodni, pojawiło się pytanie – co zrobić z pozostałymi dwoma dniami? Machnąć ręką i wywalić bilet? Drugiego dnia znalazłam się w Punkcie Obsługi, próbując przepisać karnet na Catalinę. Nic z tego. Zaczęłam kombinować, bo przecież jest mi tak bardzo przykro, chciałam wykorzystać wszystkie 4 dni, ale zmieniono rozkład busów (???), muszę jechać wcześniejszym, bo nie zdążę na samolot do Polski. Do tej pory nie rozumiem, jak zmiękło serce chłopaka za ladą. Bo przecież nie ruszyła go bajka o przełożonym busie? Koniec końców, otrzymałam dodatkowe dwa dni do wykorzystania bez limitu czasowego: jutro, za dwa, pięć czy dziesięć lat.

To jak, wracamy na kremowe piwo?

The Wizarding World of Harry Potter

Zjeść hot doga na meczu baseball’a

Co to byłby ze mnie za podróżnik bez typowego amerykańskiego zdjęcia z hot dogiem w ręku, cieknącą musztardą i czapką New York Yankees wciśniętą na głowę? W przerwie meczu baseball’a, rzecz jasna.

Cały poprzedni wieczór spędziłam, cierpliwie słuchając i ucząc się zasad gry. Na stadionie St. Petesburg zobaczyłam ogromne boisko i małe białe uniformy, które częściej pudłowały niż faktycznie uderzały w piłkę. Ciekawa rzecz, bejsbol jest przede wszystkim grą miotacza. Wynik drużyny w największej mierze zależy od jego celnych bądź niecelnych rzutów.



Cóż, a ja – najbardziej zapalony kibic – najlepiej bawiłam się w osobnej sali. Wiedzieliście, że płaszczki należy głaskać tylko dwoma placami?

Skąd płaszczki na meczu bejsbola? Zawodnicy Tampy nie bez powodu noszą nazwę Rays.


Oświadczyny na plaży Fort Lauderdale

Ostatni dzień na Florydzie spędziłam na plaży Fort Lauderdale. Po trzech tygodniach podróży miałam już dość zwiedzania, nowych atrakcji i zdjęć pstrykanych jedno za drugim. Dziwne niedziwne, nawet Stanami można się przejeść. W tamtej chwili potrzebowałam spokoju, chwili wytchnienia przy szumie fal groźnego oceanu. Rozłożyłam ręcznik, wysmarowałam się 50-tką i otworzyłam Plotkarę, pierwszą anglojęzyczną książkę, którą w Phili podarowała mi Paula.

Josh przysiadł się do mnie bez pytania. Wysoki chłopak z burzą ciemnych loków na głowie. Rzucił krótkie Hi! i poprawił okulary, które zsunęły mu się z nosa. Ot tak, po prostu. W Stanach nauczyłam się jednego – samotna dziewczyna działa jak magnez. Każdym swoim ruchem krzyczy Porozmawiaj ze mną, przywitaj się, zapytaj co słychać. Josh opowiadał o sobie, o polskich korzeniach (a jakby!), o filmowej karierze na Zachodnim Wybrzeżu i powrocie do domu, bo nigdzie nie ma tak pięknych plaż jak w Fort Lauderdale. Mówił o rekinach, których pełno jest tutaj o piątej rano i rybich zębach wyrzuconych na brzeg oceanu. Pytał i cierpliwie słuchał. Ale jak to: ostatni dzień w Stanach? W śmiechu rzucił – możemy się hajtnąć i zgarniesz Zieloną Kartę. Zostaniesz tak długo, jak zechcesz. 

Fort Lauderdale


Josh wrócił do swoich znajomych, a ja po ostatniej kąpieli w oceanie, ruszyłam wzdłuż plaży w kierunku niewielkich nadmorskich knajpek. Przyznam się w sekrecie. Na Florydzie zostawiłam serce w dwóch miejscach:

1. w lodziarni Cold Stone, gdzie lody miesza się z dodatkami na tzw. zimnej płycie

2. we wszystkich jogurciarniach

O mamo, nie ma nic lepszego niż mrożony jogurt polany hot fudge, białą czekoladą, posypany ciasteczkami oreo, piankami marshmallow, truskawkami i... wszystkim. Miliony kalorii. Tylko w Stanach widziałam TYLE przeróżnych jogurtów. Samoobsługa, podchodzisz i małą dźwignią nakładasz sobie dokładnie tyle i co chcesz. Nie muszę mówić, co znalazłam i gdzie zniknęłam na plaży Fort Lauderdale?

Clearwater


Johnpass
Johnpass

Johnpass

To były najpiękniejsze wakacje mojego życia. Przebijemy je w tym roku?

M.
blog comments powered by Disqus