Kilka rozterek foto-amatora

Od kilku tygodni irytowały mnie długie włosy. Umówiłam się do fryzjera i ścięłam dziesięć centów. Jak ręką odjął.

Od kilku tygodni irytował mnie dziurawy portfel, w którym gubiłam wszystkie drobne. Wczoraj znalazłam nowy model - duży, pojemny, czarny ze złotym sercem. Jak ciężar z głowy.

Od kilku dni irytowały mnie zimowe, poobdzierane buty. Zapakowałam je w worek i wyrzuciłam na śmietnik. Jak kamień z serca.

Od kilku tygodni irytuje mnie fotografia. I, do cholery, nie wiem co mogę z nią zrobić. 


Czym robić zdjęcia?

Im więcej robię zdjęć, tym więcej wad i niedociągnięć dostrzegam w moim sprzęcie. Od kilku lat fotografuję Nikonem D90 (body obecnie wycofane z rynku) z obiektywem Sigma 18-200 mm. Aparat przeleżał pięć lat w szafie, zbierając kurz i powoli zapominając, jak robić dobre zdjęcia. Dwa lata temu otrzymał nowe życie i zaczął zamykać świat w kadrach. A jednak. Z zachwytów jaki on niesamowity przeszłam w tryb wiecznej irytacji i narzekania. Czy to już czas, by zmienić lustro?

Największy problem mam z obiektywem. Moja sigma jest typowym zoom’em – świetnym towarzystwem w podróży i w każdym wypadzie za miasto. To niedrogi sprzęt - jeden z najtańszym zoom’ów, co szybko przełożyło się na jakość zdjęć. Jest za duży, za ciężki, a im bardziej nim kręcę, tym gorszy obraz dostaję w zamian.

Im bardziej się irytuję, tym szybciej zdaję sobie sprawę, że potrzebuję nowego sprzętu. Chcę więcej.

Powoli wprowadziłam was w rozważania lustrzanka vs. bezlusterkowiec. Dziękuję za każdą opinię i każdą radę w komentarzach. Dzisiaj coraz częściej rozglądam się za małym szkrabem z wymienną optyką, który spakuję w torebkę i wywiozę na drugi koniec świata. Jednocześnie oglądam obiektywy - jasne stałki 30mm, 50mm i trochę większe 24-70mm f2.8, które pozwolą mi w pełni rozwinąć skrzydła.

Jak żyć, co wybrać? Czym fotografujecie? Jesteście zadowoleni? 





Kiedy robić zdjęcia?

Dobry aparat to nie wszystko. Kluczowe jest światło, która pada na fotografowany obiekt. Gdzie i kiedy go szukać? W godzinach pełnoetatowej pracy ;)

Nawet jeśli chciałabym zwyczajnie pójść na zdjęcia, mój tryb życia przekreśla fotografię grubą kreską. Wychodzę z domu, gdy światło ledwie wychyli się zza horyzontu, wracam, gdy ulice płoną czerwono-złotym światłem. Od kiedy pamiętam, brzydzę się wbudowaną lampą. Nie robię zdjęć z ostrym flashem, który kradnie mi całą magię. Nie robię zdjęć na wysokim iso, które zalewa mi zdjęcie gęstym ziarnem. Nie robię zdjęć z długim czasem naświetlania, bo mój aparat nie wytrzymuje takich atrakcji. Nie robię zdjęć przy sztucznym świetlne, które uwydatnia cienie i pociąga mi kadry pożółkłą barwą.

Idealnie czuję się na zewnątrz. Ale to już dobrze wiecie. Fotografia w pomieszczeniu, gdy za oknem szaleje zima jest dla mnie dużym wyzwaniem. Nerwy puszczają za każdym razem, gdy widzę nieostre zdjęcie.

Jak żyć, co wybrać? Kiedy robicie zdjęcia?




Na czym obrabiać zdjęcia?

W ostatnim czasie żadna kwestia nie dostarczyła mi takich lawin frustracji jak właśnie obróbka zdjęć. Dopóki nie zobaczyłam, jak może wyglądać DOBRE zdjęcie, z DOBRYM odwzorowaniem kolorów na monitorze, miałam zbyt spokojne i radosne życie.

Najpierw przyszedł Iphone i kilka zdjęć po obróbce, które przesłałam z komputera na telefon. Drugi punkt, który chlusnął mnie wiadrem irytacji to MacBook, na którym pracuję w biurze. Jak, no jak, zdjęcie może być jednocześnie wyblakłe, lekko niebieskie i tonąć w żywych barwach? Jedno zdjęcie oglądam w trzech różnych miejscach i za każdym razem jest inne! Tu za żółte, tam za niebieskie, tu za duży kontrast, tam za mała saturacja.

Bądź tu mądry. Gdzie leży prawda?

Denerwuję się za każdym razem, gdy zaczynam pracować nad zdjęciem. Awww. Jest idealne, dopóki nie włączę drugiego komputera ;)

Znacie problem? Co zrobić?




Im więcej robię zdjęć, tym więcej od siebie wymagam. Chcę więcej i wiem, że mogę więcej. Ale co, jeśli nie wszystko zależy ode mnie?

Trzymajcie się ciepło, M.


Modeluje: @ochonska
blog comments powered by Disqus