Error fare, czyli Australia, której nie będzie

Za trzy tygodnie miałam ruszyć na trip życia – polecieć do Irlandii i trzy przesiadki później lądować w australijskim Brisbane. No właśnie, miałam. Szybko skreśliłam majowe plany, a w ręku został mi bilet do Belfastu. W jedną stronę.

błąd taryfowy | błąd cenowy | co robić

Ale od początku…

Błażej poleciał do Australii i w ramach stypendium studiuje w tropikalnym raju. Zwiedza Gold Coast na rolkach, surfuje, a pod okno podlatują mu rozgadane papugi. Wiecie jak to jest - mieć swojego człowieka na drugim końcu świata i nie skorzystać z okazji?! Nie powiem - kusiło, a jednak doskonale wiedziałam, z jakimi kosztami wiąże się tak poważna podróż. Bilet, to raz. Utrzymanie w Australii i zabawa w podróżnika, to dwa. Z drugiej strony, pytanie – kiedy powtórzy się taka opcja? – nie dawało mi spokoju.

Pomyślałam – ryzyk fizyk. Pojawią się fajne (czyt. super tanie) bilety to kupię i pojadę. O koszty pomartwię się później.

I pojawiły się. Tamtej niedzieli siedziałam przed komputerem i nie mogłam uwierzyć. Cena? Świetna. Termin? Idealny. Miasto? Dokładnie to, które chciałam. Tylko ten wylot z Irlandii. G. machnął ręką – jedź. Będziesz żałować, jeśli nie pojedziesz. Ryzyk fizyk. Obiecałam, więc kupiłam. Nigdy wcześniej nie podjęłam tak impulsywnej decyzji. Kupiłam bilety do Australii.

Decyzja o zakupie wywarła na mnie dziwny wpływ. Jasne, cieszyłam się jak głupia, a równocześnie stresowałam i plułam sobie w twarz. Bo taka podróż, bo sama, bo praca, bo magisterka, bo nie mam na to pieniędzy. Powoli oswajałam się z myślą, że spędzę majówkę na drugim końcu świata. Pochwaliłam się tylko garstce osób – tak nierealnie jawiły się te plany. Po tygodniu zaczęłam wdrażać małe, kolejne kroki – dolot do Irlandii, powrót z Londynu.


A potem przyszedł wtorek i wiadomość w skrzynce ze spamem:

We regret to inform you that, due to a fare filing error, your ticket was advertised and issued at an undeniable and recognisably erroneous fare and the airline has therefore annulled it. As a result of this, we regret to inform you that your booking has been cancelled.

Anulowano mój bilet do Australii. Bańka mydlana prysła. I znów - byłam przybita, a równocześnie odetchnęłam z ulgą. Nie pójdę z torbami i może nawet kupię nowy aparat.

Dlaczego cofnięto moją rezerwację? Dlaczego straciłam prawie pół tysiąca złotych? Z własnej woli stałam się ofiarą error fare. Nie zaczekałam, chciałam mieć już, teraz wszystko dograne. Cóż, byłam głupia, a za głupotę się płaci.

Error fare, co to takiego?

Error fare to termin świetnie znany miłośnikom tanich lotów. To „błąd taryfowy” spowodowany awarią lub czynnikiem ludzkim, a po polsku – błędna cena biletu lotniczego, którą ktoś omyłkowo wprowadził do systemu. Z perspektywy podróżnego to nie lada gratka - trafić na error fare i za pół darmo polecieć na drugi koniec świata. Stany za 700 zł, Karaiby za pół koła, Nowa Zelandia za 300 funtów? To wcale nie bajka. Wbrew pozorom takie błędy występują dość często, ale ciężko przewidzieć, kiedy i gdzie się pojawią. Warto być na bieżąco i śledzić portale (fly4free, MlecznePodróże, Tanie Loty), które zajmują się wyszukiwaniem dziur w systemach.

Musisz zdawać sobie sprawę, że kupując bilet w niesamowitej okazji, możesz mieć do czynienia z typowym error fare. Dlaczego? Wóz, przewóz. Przewoźnik, który zorientował się o błędzie może zrobić dwie rzeczy: schylić głowę i zaakceptować bilet lub anulować transakcję, narażając się na złą reputację. W teorii nic nie tracisz - po oficjalnej informacji o błędzie (nawet do dwóch tygodni po zakupie!) firma lotnicza zwróci cały koszt biletu.


O czym należy pamiętać, kupując błędny bilet?

  • Błędy taryfowe pojawiają się i znikają jeszcze szybciej. Jeśli chcesz zaryzykować, musisz zrobić to równie szybko. Płacąc kartą debetową / kredytową, masz większe szanse, że otrzymasz i co ważniejsze, utrzymasz faktyczny bilet elektroniczny (to ten z 13 cyframi).

  • Nie informuj nikogo o napotkanym błędzie, a tym bardziej nie dzwoń do przewoźnika i nie pytaj o anormalną cenę. Im firma szybciej zorientuje się o awarii, tym prędzej wycofa ofertę i anuluje twoją transakcję.

  • Aby skorzystać z error fare, musisz być elastyczny. Nie możesz wybrać dowolnych dat lotu, czasu trwania, ilości przesiadek ani lotniska, z którego rozpoczniesz swoją podróż (i nie, najczęściej nie jest to Polska). Do Australii miałam lecieć przez Belfast, Londyn i Dubaj, w sumie dwie doby.

  • Kupując bilet z błędem, ryzykujesz. Miej to z tyłu głowy i nie popełnij mojego błędu. Wstrzymaj się z zakupem kolejnych biletów (szczególnie takich, których nie możesz zwrócić), rezerwacją noclegów, wynajmem samochodu, aplikacją o wizę itd. Kontroluj i często sprawdzaj status transakcji. Nawet otrzymanie biletu elektronicznego nie gwarantuje utrzymania rezerwacji!

  • Wiele linii zabezpiecza się przed error fare i zastrzega sobie możliwość anulacji biletu. To znaczy, że w przypadku cofnięcia transakcji, nie przysługuje ci żadne odszkodowanie. Możesz próbować, może ci się uda. Najwyżej dostaniesz szczere przeprosiny i wyrazy współczucia „za cały stres, który spowodowała sytuacja”.

  • Co tracisz, gdy linia anuluje twój bilet? W teorii nic. W praktyce koszty przewalutowania (zależy od banku – przez podwójną transakcję walutową w mBanku straciłam ok. 200 zł) + dodatkowe koszty jak drugi bilet, którego nie możesz zwrócisz (ach, ten Ryanair!) czy procent od rezerwacji noclegu.

  • Co zyskasz, gdy linia uhonoruje twój bilet? Niezapomnianą przygodę na końcu świata. Od ciebie zależy, czy zaryzykujesz ;)


A wy podjęlibyście wyzwanie error fare? 

Cześć! M.

blog comments powered by Disqus