Helios nie dla każdego? Pierwsze wrażenia z testów

Idea doczepiania analogowego obiektywu do cyfrowego body kusi, nie powiem. Stare Heliosy nęcą jakością wykonania, solidnością i plastycznością kadrów. W Wielki Piątek znalazłam Zenit w szafce. Ucieszyłam się jak małe dziecko, które odkryło, gdzie ukryte są czekoladowe jajka. Nigdy wcześniej nie używałam manualnych stałek, moim zdjęciom zawsze brakowało głębi, a o wartości przysłony poniżej f/3 mogłam tylko marzyć. Z entuzjazmem przykręciłam szkiełko… i odbiłam się od ściany.

Dlaczego?

Zenit | test | opinie

Słowem wstępu…

Helios heliosowi nierówny. Obiektyw, który znalazłam w szafie to radzieckie szkło Helios-44 58mm f/2, często używane na Zenitach. Podobne (a nawet lepsze) można dziś znaleźć za grosze (100-200 złotych) na portalach aukcyjnych lub w komisach fotograficznych.

Jak podpiąć je do cyfrowego body? Obiektyw to jedno. Jeśli chcesz, by pracował z twoim body, musisz zaopatrzyć się w przejściówkę. W moim przypadku dokupiłam M42 do Nikona z blokadą bolca przysłony + adapter redukcyjny M42-M39. Nowe szkło kosztowało mnie 25 złotych.

Na rynku można znaleźć kilka rodzajów adapterów: z*/bez blokady bolca przysłony, z/bez* potwierdzenia ostrości, z/bez* soczewki. O rodzaju przejściówki powinien zdecydować typ obiektywu. Gwiazdką zaznaczyłam swoje typy.





Największe bolączki Heliosa

# Wąski kadr

58mm przy nieprofesjonalnym sprzęcie (czytaj: crop/ niepełna klatka) daje w rzeczywistości ponad 90mm ogniskowej. Co to oznacza? Przede wszystkim to, że taki obiektyw będzie nam mocno przybliżał fotografowany obiekt. Chcąc objąć szerszy kadr, fotograf jest zmuszony zrobić kilka kroków w tył, co przy małych, wąskich pomieszczeniach jest awykonalne. Okej, zgoda – po to mamy nogi, żeby chodzić. Ale! Sprawa robi się bardziej skomplikowana, jeśli twoje szkło…

# Nie ostrzy na nieskończoność

Masz dwie opcje. Kupisz adapter z soczewką i kosztem jakości, wyostrzysz na nieskończoność lub - bez soczewki i pogodzisz się z niedogodnością. Nie testowałam przejściówki z soczewką, ale na większości forów powtarza się zgodna opinia: soczewka psuje obraz. Mój Helios nie będzie ostrzył na nieskończoność, co oznacza, że otrzymam ostry obraz, fotografując wyłącznie obiekty, które znajdują się w odległości do kilku metrów od obiektywu.

Połączenie wąskiej ogniskowej z nieostrzeniem na nieskończoność  może sprawiać wiele problemów, a co więcej… to nie wszystko!

# Ręczne ustawianie ostrości

Oczywiście, stary Helios nie posiada autofocusa i nie wyostrzy za ciebie zdjęcia. Cały proces ostrzenia odbywa się manualnie za pomocą ruchomych obręczy na obiektywie. Zabawa jest przednia i pozwoli na wspaniały efekt. Pod jednym warunkiem! Musisz mieć sokoli wzrok i dokładnie sczytać obraz – precyzyjnie wiedzieć, gdzie i kiedy twój obiekt stał się ostry.

Zabawa z ostrością przypomina grę w ruletkę – strzeli czy nie strzeli? Szczególnie wtedy, gdy jest ciemno, a twój wzrok zaczyna szwankować. Masz szczęście, jeśli twój aparat posiada sprawny wizjer elektroniczny. Ostrzenie na ekranie jest łatwiejsze i o wiele przyjemniejsze.

Szczęście to... chłopak, który robi ci hamburgery


Z drugiej strony…

# Małe wartości przysłony

Na Heliosie-44 minimalna wartość przysłony wynosi f/2. Co to oznacza? Obiektyw jest jasny i pozwala na uzyskanie dużej głębi ostrości. Jeszcze prościej: pierwszy plan będzie wyraźny czy jednoczesnym dużym rozmyciu tła. A jak już ostrzy to robi to naprawdę dobrze. 

Tylko niskie wartości pozwalają na uzyskanie pięknego bokeh, a jeśli chodzi o bokeh - Helios jest mistrzem. Co więcej, f/2 pozwala na jasne kadry nawet w mrocznym pomieszczeniach (bez użycia lampy, rzecz jasna).

Jako ciekawostkę dorzucę, że ustawienie przysłony również odbywa się ręcznie poprzez bezpośrednie pokrętło na obiektywie. Wymusza to fotografowanie wyłącznie w trybie manualnym – dla mnie duży plus, innego trybu nie uznaję ;)

# Jakość zdjęcia

Porównując Helios do jednego z podstawowych, elektrycznych obiektywów, przechylam szalę zwycięstwa na stronę analoga. Manualne szkło sprawi, że staniesz się panem swojego zdjęcia. Helios wyostrzy dokładnie tam, gdzie tego chcesz (nawet jeśli to tylko mały element przedmiotu/ pręciki w kielichach kwiatów). A ostrzy jak niebo, pozostawiając resztę elementów pięknie rozmytą. No i ten bokeh!

Na dużą pochwałę zasługują również kolory kadrów. Zgaszone, odrobinę retro przy niskim ISO i wyciszonych szumach. Lubię to! Podbijając parametr ISO, uzyskasz efekt starej, analogowej fotografii.


Szczęście to... wino musujące z musem truskawkowym

Dla kogo Helios?

Po pierwszych testach największe zastosowanie Heliosa znajduję w fotografii makro. Jeśli lubisz fotografować kwiaty, jedzenie lub zwyczajnie – przedmioty z bliska i nie przeszkadza ci manualne wszystko, analogowy obiektyw jest dla Ciebie. Wielbiciele portretów również odnajdą tu coś dla siebie.

A dla mnie? Fajna zabawka, ale bez funkcji ostrzenia na nieskończoność – zupełnie nieprzydatna. Chcę robić pejzaże, fotografować miasta i krajobrazy, które zapierają dech w piersiach, szukać szerokich kadrów i obejmować sylwetki ludzi. Na tym polu się nie dogadamy ;)   

Podsumowując, Helios zamyka w sobie magię analogu, przy zachowaniu zalet nowoczesnego sprzętu. Jest idealny do eksperymentów i jestem zdania, że bawiąc się fotografią, musisz (po prostu musisz!) dać mu szansę.

Szczęście to... menu szparagowe w Trattoria Cyklop


Szczęście to... zachód słońca w kieliszku białego wina

Miłego dnia, M.
blog comments powered by Disqus