Nie jesteś dwójką

Na zajęciach z Psychologii społecznej przeprowadziliśmy ciekawy eksperyment. Każdy z nas założył papierową czapkę z numerem 1-10. Czapki były losowane i nikt nie wiedział, jaki numer finalnie znalazł się nad jego czołem. Zadanie było proste – dobierzcie się w pary z jak największym zyskiem. Im wyższa cyfra na czapce partnera, tym lepiej.

3, 2, 1… wianuszek adoratorów w mgnieniu oka otoczył najwyższe liczby. Dziewiątki z gracją przebierały wśród najlepszych partii. Dalej poszło już sprawnie - ósemki z siódemkami i nawet piątka złapała za rękę szóstkę. Do smutnych trójek, kolejno odrzucanych przez dumne, aspirujące czwórki, nieśmiało podbijały dwójki.

Wyobraź sobie. Podchodzisz do dziesiątki. Kosz. Jak nie dziesiątka, to osiem. Kosz. Szóstka? Kosz. Markotniejesz, bo nikt nie chce być z tobą w parze. I w głębi duszy już wiesz – jesteś dwójką. A dla dwójki to dobry pierwszy lepszy ochłap w misce. Jedynka – w myśl zasady lepszy rydz niż nic, a może trochę z litości – jest przecież wcale całkiem niezła.

Jak budować | zwiększyć atrakcyjność | być atrakcyjnym I pięknym

Eksperyment na społecznej w przerysowanym stylu zobrazował proces dobierania się w pary i to, w jaki sposób oceniamy naszą atrakcyjność. Każdy z nas startuje z podobnej pozycji. Szukamy ładnych ludzi, na widok których mocniej zabije nam serce. Rynek weryfikuje nasze szanse, naszą prezencję i niewidzialnym marketem maluje nam na czole cyfrę. Osoba wielokrotnie odrzucona przez wysokie partie, obniża swoje standardy, po cichu przełykając gorzką pigułkę rozczarowania. Nie jestem nawet siódemką.

Jak w zabawie, w prawdziwym życiu również posługujemy się kilkustopniową skalą. Powiedz, ile razy słyszałeś (w komediach czy głupich przechwałkach kumpli) o niedoścignionych ideale, wymuskanej dziesięć na dziesięć?

Dzisiaj odbijam piłeczkę i skreślam zasady, którymi rządzi się giełda atrakcyjności. Życie nauczyło mnie jednej, ważnej rzeczy – sama kreuję swój wizerunek i sama decyduję, którą liczbę z dumą posadzę na głowie. Nikt mi nie wmówi, że jestem dwójką.

I nie pozwól, żeby ktokolwiek wmówił to tobie.


Krok pierwszy - ulokuj swoją wartość

Praca nad własną atrakcyjnością jest skomplikowaną sprawą. Wkoło osaczają nas hasła, które nawołują do walki o swoje piękno. Schudnij 5 kilo! Rób przysiady i pompuj tyłek! Kup magiczne kredki i wykonturuj buzię! Wymień usta, uszy, nos… najlepiej cały mózg! Całą naszą wartość osadzamy w pozorach i w zewnętrznym świecie. Bombardowani standardami piękna zapominamy, że nie tędy droga, a w perspektywie czasu obsesja na punkcie płaskiego brzucha nie jest warta złamanego grosza.

Ładna buzia szybko się nudzi, a plastikowe maski skrywające pustkę bez pardonu wylądują w śmieciach. Poznałam kiedyś chłopaka. Wiecie, dziewięć na dziesięć, wysoki brunet i te sprawy. A później otworzył usta i bańka prysła. Już po jednej rozmowie wiedziałam, że nie chcę go więcej widzieć. Zupełnie nieważne, jak ładne byłyby jego oczy.

Jasne - dbanie o siebie i życie w zdrowym stylu jest ważne, ale prowadzi donikąd, jeśli zapominamy o własnym wnętrzu. Rozwój duchowy, intelektualny, podążanie w kierunku pasji i dystans do siebie – czego chcesz więcej do doświadczenia piękna? Człowiek, który jest szczęśliwy sam ze sobą, realizuje się i robi to, co kocha jest piękny. Dziesięć na dziesięć.


Krok drugi - pokochaj nieidealnego siebie

Trochę mi zeszło zanim zrozumiałam jedno. Kluczem do atrakcyjności jest akceptacja siebie. Pewnych rzeczy nie przeskoczę. Nie będę wyższa i nie wyeliminuję okrągłej buzi. Mogę głodować i ćwiczyć z Ewką, ale nie zrobię 60’ w talii. Taka jestem i nauczyłam się to lubić. Akceptuję swoje słabości i idę dalej.

Jasne, mogłabym nie jeść piątkowej pizzy, ale jak smutne byłoby moje życie bez ananasa i roztopionego sera! Znam swoją wartość i wiem, że nie zależy ona od kilku dodatkowych kilo w biodrach.

Twoja atrakcyjność nie siedzi w odbiciu w lustrze. Nie zależy od rozdrapanego pryszcza i poplamionej bluzki. Piękno to uśmiech, gdy jesteś szczęśliwy; to iskry w oczach, gdy opowiadasz fascynujące rzeczy; piękno to wypieki na buzi, gdy trzecią godzinę obrabiasz zdjęcia; to słowa, którymi bawisz ludzi; to w końcu bijąca łuna, gdy swoim życiem każdego dnia spełniasz marzenia.

I jeszcze...

Na twojej drodze pojawią się ludzie, którzy zjadą cię wzrokiem i bez zająknięcia wlepią ci dwóję. Nie raz, nie dwa, to klasyk. To nigdy nie jest miłe, ale zastanów się, czy opinia randomowych ludzi, którzy nie wykazali krzty zainteresowania, by poznać cię lepiej, jest czegoś warta. Obstawiam, że nie. Odwróć się na pięcie i wystaw im środkowy palec. Tylko na tyle zasługują.

Życzę wam w życiu ludzi, dla których będziecie piękni. Dla których na dziesięciostopniowej skali będziecie jedenastką, nawet w pidżamie i pryszczem na nosie. Którzy jednym słowem poprawią wam humor i sprawią, że poczujecie się atrakcyjni. Takich szukajcie i tylko takich trzymajcie blisko.

Miłego dnia, M.
blog comments powered by Disqus