Jedziemy do Kalifornii!

Rok temu pisałam o marzeniach - o tym, że się spełniają, bo mówi się o nich głośno. Pisałam „jadę do Ameryki”, chociaż nic nie dopięłam na ostatni guzik.

Wczoraj zamknęłam ważny rozdział w życiu. Pożegnałam się z pracą, która pozwoliła mi realizować marzenie i krzyczeć dziś jeszcze głośniej. Mam paszport z wizą, bilet do Kalifornii i pracę nad oceanem. Za miesiąc jadę do Ameryki.

work and travel | kalifornia | santa cruz beach boardwalk


Jak to się zaczęło?

Zanim zdecydowałam się na wyjazd, wielokrotnie słyszałam o pomyśle podróżowania po Stanach w ramach programu Work & Travel. Słyszałam i spychałam w tył głowy. Cała idea jawiła się tak nierealnie i niemożliwe, że nigdy nie pomyślałam, że sama mogłabym wziąć w niej udział. Pamiętam, że gdzieś na drugim roku studiów przejrzałam pobieżnie warunki programu, a wypunktowane koszty szybko sprowadziły mnie na ziemię. Lata mijały, a w moim otoczeniu coraz więcej osób wyjeżdżało do Ameryki. Jak oni to robią?

W moim życiu musiała pojawić się Natalia – współlokatorka na Kapelance - żebym uwierzyła, że ja też tak mogę. Zajadając się kolejną porcją spaghetti, z ciekawością słuchałam o jej przygodzie w Stanach. Widziałam ten błysk w oku za każdym razem, gdy znów podejmowałyśmy temat. Kelnerowanie w Ameryce pozwoliło jej spełnić marzenia – objechać zachodnie wybrzeże, obkupić się za wszystkie czasy (łącznie z samochodem w Stanach!) i przeżyć przygodę życia.

Druga była Angelika – studentka z Krakowa, którą do tej pory znam tylko z pięknych, instagramowych kadrów. Całe ubiegłoroczne wakacje spędziłam, przeglądając i wyczekując kolejnego zdjęcia z Cedar Point’u. Wysokie palmy Kalifornii, wyczekiwany road trip i smutek po powrocie do Polski – jej relacja stała się kroplą, która przechyliła szalę. Ja też chcę jechać. 


Dlaczego Work & Travel?

Osoby, które czytają mnie od dłuższego czasu, wiedzą, że pierwszą, dłuższą wizytę w Stanach mam już za sobą. Dwa lata temu sama poleciałam za wielką wodę, żeby spełnić swoje amerykańskie marzenie i objechać wschodnie wybrzeże – od Nowego Jorku, przez Waszyngton D.C., po wilgotną Florydę i roztańczone Miami. Mam w życiu wiele szczęścia i mówię to otwarcie, bo moja podróż nigdy nie byłaby możliwa bez pomocy rodziny, która ugościła mnie na drugim końcu świata.

W trzy i pół tygodnia zachwyciłam się Ameryką, a w dniu powrotu do Polski postanowiłam: jeszcze tam wrócę. Musiałam wrócić – niedosyt świata po drugiej stronie globu tłukł się niespokojnie. Chciałam zobaczyć więcej, nic dziwnego, że za kolejny cel obrałam słoneczną Kalifornię i zachodnie wybrzeże.

Po dwóch latach oszczędzania być może mogłabym pojechać tam na własną rękę – na krótki road trip po najważniejszych parkach narodowych. Tyle że… nie rajcuje mnie idea zobaczenia, odhaczenia i powrotu do kraju. Wybrałam program Work & Travel, bo tylko w taki sposób mogę zamieszkać w Kalifornii na +3 miesiące i liznąć życia w amerykańskim raju. Wybrałam Work & Travel, bo tylko w taki sposób mogę podzielić się tym marzeniem z G.


Work & Travel – co, gdzie i za ile?

Work & Travel USA jest programem studenckiej wymiany międzykulturowej, który umożliwia podjęcie pracy i podróżowanie po Stanach Zjednoczonych. Jeżeli interesują was szczegóły, w jaki sposób zorganizować taki wyjazd i ile to wszystko kosztuje, odsyłam do wpisu Angeliki, która zgrabnie opisała cały proces rekrutacyjny.

Biuro The Best Way z Poznania wybraliśmy z dwóch powodów – cieszą się świetną opinią, ale co ważniejsze - dysponują ofertą pracy nad oceanem w słonecznej Kalifornii. Od początku wiedziałam, że to właśnie tam chcę jechać i nie rozważałam innych opcji. I stało się… najbliższe lato spędzimy w Santa Cruz Beach Boardwalk, w malutkim miasteczku tuż pod San Francisco.


Dlaczego teraz?

Na Work & Travel chciałam jechać już w zeszłym roku, ale – głównie ze względu na G. i jego studia – przełożyliśmy wyjazd na 2017. I, prawdę mówiąc, nie mogliśmy zdecydować lepiej.

Dopiero w tym roku zdobyłam pewną niezależność i, najzwyczajniej w świecie, stać mnie na taką podróż. Jestem na ostatnim roku studiów i bez konsekwencji mogę żyć w myśl zasady: rzuć wszystko i jedź do Kalifornii. Stoję na progu dorosłego życia i kiedy, jeśli nie teraz, jest najlepszy czas na takie decyzje? Po powrocie nie muszę wracać na uczelnię/do pracy, która definiuje moje życie/do wysokich rat kredytu.

Wszyscy wkoło pytają mnie: co potem? Wzruszam ramionami i odpowiadam: nie wiem. O potem zatroszczę się później. Bo teraz bardziej niż kiedykolwiek czuję, że chcę żyć i z tego życia korzystać.


Co z blogiem?

Bardzo chciałabym powiedzieć, że będę tu wpadać regularnie i na bieżąco dawać znać co u mnie, ale doskonale wiem, że nie mogę. Najbliższe trzy miesiące (lipiec-wrzesień) będą bardzo intensywne i mam nadzieję wycisnąć je jak słodką pomarańczę! Czas na blogowanie i czytanie waszych blogów jeszcze przyjdzie – najpewniej w październiku ;)

A jeśli nie tutaj, to prędzej znajdziecie mnie na Instagramie i Facebook’u.


* * *


Do wylotu został jeszcze miesiąc, ale już oplatam głowę wiankiem i nucę …




Trzymajcie się, M. !



blog comments powered by Disqus