50 twarzy San Francisco





Jak zapamiętałam San Francisco?

Kompaktowe miasto


Z Ameryką kojarzy mi się pusta droga i ja, spacerującą pomiędzy cichymi, śpiącymi budynkami. Coś w tym jest, że przeciętny Amerykanin spędza połowę życia w aucie, kursując między domem, pracą a drive-thru. Czemu się dziwić? Odległości pomiędzy punktami są duże, a publiczny transport to kiepski żart.

Dwa lata temu doceniłam Nowy Jork, cuchnącą, idealnie splątaną sieć kolejek i podziemne metro. Dzisiaj zachwyciłam się San Francisco. Przechodziłam całe San Fran, po cichu podglądając jak żyje to piękne, niewzruszone miasto.

San Francisco, w odróżnieniu od innych dużych miast Ameryki, jest skupione na niewielkiej powierzchni (120 km2, gdzie Los Angeles - 1302 km2). Po względem turystycznym bardziej interesująca wydaje się północ miasta, a odległości pomiędzy poszczególnymi punktami wahają się od 20 do 60 jednostek spacerowych.

Ponoć komunikacja miejska funkcjonuje tu całkiem nieźle (kolejki Bart, miejskie autobusy Muni, pociągi Caltrain czy turystyczne Cable Car’y). Tym razem postawiliśmy na własne nogi i ubera, za którego płaciliśmy niewiele więcej niż za dwa bilety na autobus (2x $2,75).

Słowem wyjaśnienia, uwielbiam chodzić i na nogach poznawać nowe miasta. Nie uznaję przyklejonego nosa do szyby busa (co zdają się praktykować niektóre biura podróży), zdjęć przez okna, a jazda samochodem od punktu do punktu nigdy nie da mi takiej frajdy jak dwugodzinny, leniwy spacer.


Kalejdoskop San Francisco


Tak więc chodziliśmy i chodziliśmy, odwiedzając jedną dzielnicę po drugiej. A trzeba przyznać, że jest tu ich całe mnóstwo: chińska, włoska, japońska, wietnamska, dzielnica homoseksualistów i turystyczna North Beach. Do wyboru do koloru, małe ekosystemy zamknięte w milionowym mieście.

Zresztą zobaczcie sami.

North Beach i Fisherman’s Wharf


North Beach jest jedną z najbardziej turystycznych dzielnic San Francisco. Turyści skupiają się tu głównie w okolicach Fisherman’s Wharf i Pier 39, które od 89’ zamieszkują lwy morskie. Na co dzień zwierzaki wylegują się na drewnianych platformach, a ich charakterystyczny śpiew rozbrzmiewa w całym porcie. Znajdziemy tu również masę restauracji, barów i sklepów z pamiątkami, a jeśli masz szczęście, załapiesz się na cykliczny Pier’owski event. Przykładowo, w piątek trafiliśmy na darmową dyskotekę na wrotkach, nieźle!

Co urzekło mnie w North Beach? Pierwsze spojrzenie na zamglone Alcatraz, słynne więzienie, w którym siedział sam Al Capone.








North Beach stało się naszym domem na 5 dni, które spędziliśmy w San Francisco. Wynajęliśmy materac w salonie apartamentu przy Taylor Street (airbnb). Cena była wyższa niż za dwuosobowy pokój w najtańszych hotelach (które i tak są horrendalnie drogie!), ale lokalizacja + standard mieszkania rekompensowały dodatkowe koszta.

W pakiecie z materacem dostaliśmy chińską rodzinę - małą dziewczynkę, która z ciekawością zaglądała nam w buzie i starszą panią, która codziennie rano na migi proponowała nam sadzone jajka.

Chinatown


Chińskie akcenty towarzyszyły nam przez cały pobyt w San Francisco. Budziliśmy się i zasypialiśmy przy chińskich dźwiękach, a chińską dzielnicę odwiedziliśmy przynajmniej cztery razy.







Każde duże miasto USA ma swoje Chinatown. Królują tu skośnookie twarze, czerwone lampiony nad ulicami, krzaczki na każdej knajpie i bazary z tanimi pamiątkami.

Pierwszy wieczór w San Francisco spędziliśmy w Chinatown. Zupełnie bez planu biegaliśmy po ulicach i przeglądali się w witrynach przypadkowych barów. Trafiliśmy do restauracji, gdzie podano nam talerz chińskich przystawek, boskie dimsumy i złoty napar. To właśnie wtedy, po pierwszym pierożku z krewetką, odkryłam w sobie miłość do chińskiej kuchni.

Bardzo chciałabym polecić to miejsce, tylko że… nie zapisałam nazwy! Szukajcie wiszących kurczaków i wielkiego kraba, który groźnie łypie okiem na wchodzących gości.



Financial District i Embarcadero


Podnieś głowę. Spójrz wyżej, na chmury, które kłębią się na szczycie piramidy - najwyższego i najbardziej charakterystycznego budynku w San Francisco.


Transamerica Pyramid

Jeśli czujesz się przytłoczony masywnymi, szklanymi olbrzymami, a wkoło ciebie biegają ludzie w garniturach z teczką wciśniętą gdzieś pod pachę, wiesz, że znalazłeś się w Financial District. To tutaj, w cieniu drapaczy chmur, kwitnie food truckowy biznes, a właściciele małych knajpek z napięciem wyczekują przerwy na lunch.

Kawałek dalej, tuż za Market Street, rozpościera się widok na drugi z wielkich mostów San Fran, Oakland Bay Bridge.







Przez Mission do Castro


Mission jest barwną dzielnicą w centrum San Francisco, ulubionym miejscem spotkań młodych ludzi. Jest tu mnóstwo hipsterskich knajpek, a po bread pudding w Tartine Bakery codziennie ustawiają się tłumy. W cieniu głównych ulic skrzętnie poukrywano dzieła sztuki, kolorowe murale z ważnym przesłaniem.

I w końcu Castro - dzielnica homoseksualistów - poobwieszana flagami i tęczowymi pasami na przejściach dla pieszych. Po drodze minęliśmy kino, gdzie publiczność wesoło nuciła piosenki do Małej Syrenki i czerwony sklepik z czekoladowymi ciastkami-genitaliami.






Painted Ladies przy Alamo Square


Wszyscy wiedzą, że w San Francisco są ładne domki, ale te siedem najładniejszych znajduje się w wyjątkowym miejscu, przy jednej z ulic oplatających Alamo Square.








W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Saffron Grill przy Fulton Street. Indyjskie curry na ostatni posiłek w San Francisco? Nie mogliśmy wybrać lepiej.

I gdzie ci bezdomni?


Mówi się, że San Francisco przepełnione jest bezdomnymi - ludźmi, którzy owinięci w koce z kolejnym skrętem w dłoni stali się symbolem i czarną owcą przemysłowego miasta.

Trochę anegdotek. Ponoć pewnego dnia burmistrz Nowego Jorku wręczył każdemu bezdomnemu bilet w jedną stronę do San Francisco. Nie musiał ich nawet prosić. Darmowa opieka medyczna w mieście, w którym nie modli się o przetrwanie zimy? Panie!

Czasami dumam, że chciałabym zamieszkać w San Fran, na co Geri-inżynier zawsze burczy: Co oni tam produkują? Chyba bezdomnych.

Prawdą jest, że na palcach jednej ręki mogę policzyć bezdomnych, których widziałam w ciągu tych 5 dni w San Francisco. Być może nie było mi dane doświadczyć skali tego problemu. Świadomie zrezygnowałam z hotelu, który mieści się przy owianej złą sławą 6th Street. Omijałam ulice, którymi straszą w internetach, a w North Beach nigdy nie spotkało nas nic złego.

Ba, nawet turystów nie było tak wielu. Ale to pewnie wrzesień i mój ulubiony czas na wakacje w nie-wakacje.


                           


M.
blog comments powered by Disqus