Work & Travel, czy to się opłaca?

Przed wyjazdem do Stanów słyszałam wiele negatywnych opinii o Work & Travel USA. Głosy krytyki rozbijały się o wysoką cenę, złe warunki i kiepską organizację pobytu. Rzeczywiście, uczestnictwo w programie łączy się z ryzykiem. Koszty uczestnictwa są spore, a nikt nie poręczy, że pieniądze zwrócą się już po kilku tygodniach pracy.

Jeśli, notabene, w ogóle się zwrócą.

Nie odpowiem na wszystkie zarzuty w sieci. Przedstawię moją wersję wydarzeń. Każdy wyjazd / program jest inny i to, czy do Polski wrócisz z tarczą zależy w dużej mierze tylko od ciebie.

koszty programu | work&travel | santa cruz | kalifornia

Kwestia pierwsza, ile to kosztuje?

Podstawowe koszty:

    opłata organizacyjna 700-900 zł
    uczestnictwo w programie (wersja full) $1000
    wiza J-1 $160
    bilety lotnicze (cena zależy od dat i docelowego miejsca podróży) ok. 2-3,5 tys. zł
    „kieszonkowe” na pierwsze tygodnie w Stanach + $500



Wybieraj z głową

Decydując się na Work & Travel, rzucisz się w wir pytań, na które nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Które biuro wybrać? Jaką ofertę pracy? Gdzie wyjechać? Internet, relacje obcych i znajomych są nieocenione, ale koniec końców, warto kierować się własnym rozsądkiem i preferencjami.




Biuro: Na moje Work & Travel pojechałam z poznańskim biurem The Best Way, które współpracuje z amerykańską fundacją CIEE. TBW cieszy się dobrą opinią, pracownicy są profesjonalni i zawsze gotowi, by rozwiązać twój najmniejszy problem. Wszystkie etapy rekrutacji przeszłam zdalnie, dzięki czemu ani razu nie musiałam stawiać się w Poznaniu.

W sumie, szkoda (:

Praca: Im wcześniej zapiszesz się na program, tym więcej ofert pracy, do których otrzymasz dostęp. Przeanalizuj je wszystkie. Ogłoszenia różnią się destynacją, stanowiskiem pracy, stawką i oferowaną liczbą godzin. Warto zwrócić uwagę, czy pracodawca zapewnia housing i czy podjęcie pracy nie wiąże się z dodatkowymi opłatami.
Od początku wiedziałam, że chcę pojechać do Kalifornii i zamieszkać tuż nad brzegiem oceanu. W Kalifornii stawki są najwyższe, ale przekłada się to również na wysokie koszty utrzymania. No i stało się - wybrałam pracę na wesołym miasteczku na plaży w Santa Cruz. Beach Boardwalk zapewniał mieszkanie ($75/tydzień odliczane z pensji), 32 godziny tygodniowo (mało!) i $10,75/h. Przydział pracy otrzymałam dopiero po przybyciu do Santa Cruz.




 Boardwalk w Santa Cruz, jak było naprawdę?

Kilka dni po przyjeździe do Santa Cruz zostałam Ride Operatorem. Codziennie wciskałam magiczne guziki i sterowałam karuzelami na wesołym miasteczku. W zależności od przydziału do konkretnej atrakcji, byłam odpowiedzialna za nieco inny zakres zadań - od sprawdzania biletów, zagadywania gości przez zapinanie pasów i dociskanie zabezpieczeń na zbyt dużych brzuchach po kierowanie całą maszynerią i awaryjne hamowanie, gdy ktoś zwymiotował na kolejce.


To była typowa wakacyjna praca - łatwa, hałaśliwa, odrobinę nudna i monotonna. Każdy dzień był loterią, mogłeś trafić dobrze i testować rollercoaster bądź źle i spędzić 6 godzin, użerając się z małymi, płaczącymi i sikającymi dziećmi. Były też długie dni, kiedy siedziałeś na tyłku i oglądałeś filmy w training room’ie. Tak długo, dopóki nie padła ci bateria w telefonie.

Chciałabym powiedzieć, że czasami byłam (bardzo!) zirytowana i wkurzona na tę pracę, ale… ciężko wybrzydzać, gdy ktoś płaci ci 4 dychy za godzinę.

Pozostali uczestnicy Work & Travel pracowali z jedzeniem (moim zdaniem, najlepsza fucha - darmowe żarcie i możliwość robienia dodatkowych godzin), byli operatorami gier na terenie parku, sprzedawali bilety bądź dostali rolę parkingowych chłopców. Przydział był losowy, więc… mocno dyskusyjne czy sprawiedliwy (:

     

Praca była jaka była, ale housing, który zapewniła nam firma w Santa Cruz… marzenie!

Mieszkać przy plaży, gdy za oknem figlarnie kołyszą się palmy? This is life!

Na 2-miesięczny okres pracy otrzymaliśmy własne (2-os.), kompletnie wyposażone mieszkanie. Była więc kuchnia z jadalnią, niewielka łazienka i pokój z długim korytarzem, który stał się naszą garderobą. Otrzymaliśmy nową pościel, masę naczyń, sztućców i wszystkie najważniejsze środki czystości. A co najważniejsze, - jak na standardy kalifornijskie - płaciliśmy za nie grosze.

Porównajmy. Wynajem pokoju w San Francisco to koszt ok. $50/dzień/os. Za całe (!) mieszkanie w Santa Cruz wydawaliśmy $75/os. tygodniowo.


A codzienne życie? To obszerny temat, który zasługuje na osobny wpis (:


Bez drugiej pracy ani rusz

Boardwalk zapewniał nam 32 godziny pracy tygodniowo. I tu zaczynały się schody. Dwumiesięczna praca w takich warunkach pozwoliłaby pokryć koszty wyjazdu i uczestnictwa w programie. A gdzie miejsce na podróże i miesięczny road trip po drogach Kalifornii?

Przecież po to tu przyjechaliśmy.

Potrzebowaliśmy drugiej pracy. Kłopot w tym, że w takiej samej sytuacji znalazła się większość uczestników Work & Travel, ponad 230 osób!, a Santa Cruz jest niewielkim miasteczkiem, w którym żyje zaledwie 65 tys. ludzi. Warto dodać, że do Kalifornii dotarliśmy pod koniec czerwca - jako jedni z ostatnich - w momencie, w którym większość second jobs była już zajęta.


Mieliśmy sporo szczęścia, bo drugą pracę znaleźliśmy już pierwszego dnia poszukiwań. Weszliśmy do hotelu i zostaliśmy do września. Za $10,25/h robiłam check iny, check outy, odbierałam telefony i podjadałam słodkie bułki z bufetu śniadaniowego. Być może mogliśmy trafić lepiej, ale… lepszy rydz niż nic (:

A zatem, pięć dni w tygodniu dociskałam pasy na wesołym miasteczku, a po godzinach siedziałam w hotelowej recepcji i nadrabiałam zaległości w serialach. Pracowałam 50-55 godzin / tydzień i odkładałam pieniądze na wymarzony wrzesień.


     

Najważniejsze pytanie, ile zarobiłam w Santa Cruz?

W Santa Cruz spędziłam dwa miesiące i pracowałam 50-55 godzin w tygodniu. Na części work programu Work & Travel zarobiłam ok. $4000 (+zwrot podatku, który otrzymam w przyszłym roku).

Dużo, mało? Możliwe, że gdybym przyjechała miesiąc wcześniej / gdybym brała więcej godzin w drugiej pracy / gdybym bardziej zaciskała pasa, pieniędzy byłoby więcej. Mogę tak gdybać, ale… pieniądze, które zarobiłam w Kalifornii pokryły koszty programu, miesięczną podróż po zachodnim wybrzeżu USA, wypady do restauracji, nowy telefon i zakupy w Victoria’s Secret.

Wyszłam na zero, czyli de facto, wakacje w stanach spędziłam za darmo.



Work & Travel jest studenckim programem wymiany kulturowej i z ręką na sercu - w tej funkcji sprawdził się znakomicie. Z drugiej strony, odrzucam tę opcję jako pomysł na szybki, wakacyjny zarobek. Więcej szczęścia i pieniędzy znajdziesz w Holandii na polu truskawek.

To co, jacyś chętni? (:


M.
blog comments powered by Disqus