2017 - co za rok!

Mój 2017? Dwa lata zamknięte w 12 miesiącach.


posumowanie | plany na 2018 | postanowienia noworoczne
Best nine @ instagram

Rok nr 1

Od stycznia do 14 czerwca wiodłam spokojnie i ustabilizowane życie. Codziennie wsiadałam w tramwaj nr 4, by wysiąść na Karmelickiej i po 3 minutach zniknąć w bramie na Sobieskiego, gdzie mieściło się nasze biuro. Uczyłam się marketingu, stawiając pierwsze kroki w zadziwiającym i dynamicznym świecie IT. Z jednej pracy biegłam do drugiej, zaciskałam zęby i oszczędzałam na przyszłe marzenia. Weekendami w pocie czoła tworzyłam magisterkę – słowo po słowie, zdanie po zdaniu, byle dobić do minimalnej liczby znaków. Chyba nigdy nie byłam tak zniechęcona do uczelnianej pracy!

Wieczorami piłyśmy Fresco i z pizzą w ręku ogłupiałyśmy się kolejnym typowo-babskim filmem. Trochę mi za tym tęskno.


       


 Podróżniczo było słabo. W marcu odwiedziłam Bergamo, jezioro Como i o mały włos nie poleciałam do Australii.

W czerwcu pożegnałam się z pracą i rozpoczęłam maraton kucia do obrony magisterki. To było 7 najgorszych dni tego roku. 14 czerwca z hukiem zamknęłam pewien rozdział – z piątką na dyplomie zostałam psychologiem. Dzień później rzuciłam wszystko i pojechałam nad polskie morze.


Rok nr 2

Od 14 czerwca moje życie wielokrotnie wywracało się do góry nogami. Jak to możliwe, że te wszystkie piękne rzeczy wydarzyły się w ciągu jednego, krótkiego roku?

25 czerwca wsiadłam na pokład samolotu i po 11-godzinnym locie wylądowałam w Kalifornii. Zamieszkałam w Santa Cruz, malutkim surferskim miasteczku nad brzegiem oceanu. Za oknem falowały palmy, a od najbliższej plaży dzielił mnie 3-minutowy spacer. Poważną pracę w Krakowie zamieniłam na brzydki uniform i wesołe miasteczko. Ale wiecie co? Właśnie wtedy byłam najszczęśliwsza.


       


 6 września ruszyliśmy w przygodę życia – miesięczną podróż po zachodzie USA. Każdego dnia od nowa zakochiwałam się w kanionach, pomarańczowych skałach i wysokich falach, które w gniewie rozbijały się o wystające klify. Nie skłamię, mówiąc, że ten wrzesień był najbardziej intensywnym miesiącem mojego życia.

Zresztą, zobaczycie sami. Relacja z Work & Travel będzie królować na blogu przez kolejny rok.

W październiku wróciłam do rodzinnego miasta. Kolejna przeprowadzka i poszukiwania nowej pracy – tak minęła mi tegoroczna jesień. Oto więc jestem, w Rzeszowie i na etacie. Nowa przygoda dopiero się zaczyna.


A 2018?

To był piękny rok! Czy to możliwe, by 2018 był jeszcze lepszy?

2018 to czas przede wszystkim dla mnie. Czas na odnalezienie się w nowej rzeczywistości i podjęcie ważnych decyzji. Czas, by na nowo ułożyć i wymyślić swoje życie.


       


/spojler/ Przemyślenia chciałabym zakończyć na północy Hiszpanii, na drodze św. Jakuba. Plany są bardzo wstępne, dopiero się kreślą, ale nie boję się o nich mówić. Marzenia są po to, by krzyczeć je głośno.

W mojej głowie rysują się małe i duże podróże. W 2018 roku odwiedzę kilka europejskich stolic i coraz śmielej marzę o kolejnym nieosiągalnym celu. Inny kontynent, a może powrót do Stanów?

Wiem jedno, to będzie dobry rok.


Co tam na blogu?

Pisanie bloga było ratunkiem i oderwaniem od monotonii pierwszej połowy roku. Im więcej pisałam, tym większą sprawiało mi to radość. Czasem myślę, że bez tej odskoczni nie wytrzymałabym nawet 2 miesięcy poprzedniego roku. Dodałam nowe kategorie, robiłam więcej zdjęć i zupełnie zmieniłam wizualną stronę bloga. W 2018 chciałabym publikować więcej i dalej, krok po kroku rozwijać palm tree view.

Trochę cyferek.

W 2017 odwiedziło mnie ponad 3,5 tysiąca UU, a każdy wpis był szeroko komentowany przez czytelników (20-50 reakcji na post). Później pojechałam do Stanów i odrobinę zapuściłam bloga.

  • Fanpage: +180 obserwatorów
  • Instagram: +800 obserwatorów


Najpopularniejsze wpisy:


Na uwagę zasługuje również Teneryfa: wąwóz Masca (+1300), który dziwnym trafem doskonale wypozycjonował się w Google.




*   *   *

Robicie podsumowanie ? Jak minął Wasz 2017?

M.
blog comments powered by Disqus