Piekielne miejsce, żeby zgubić krowę



Uwaga! Będzie bardzo intensywnie i pomarańczowo. Wjechaliśmy do Bryce.


Kanion Bryce | Bryce Canyon | Utah | zwiedzanie


Tej nocy spałam jak dziecko. W środku lasu, na cienkiej karimacie, utulona w dwie bluzy i ciepły śpiwór. Nie przypuszczałam, że zdobycie Angels Landing i dotychczasowe 13 dni w podróży wycisną mnie jak gąbkę.

Budzik zadzwonił punktualnie o ósmej. Leniwie przetarłam oczy i zaczęłam wkładać buty. Z drugiego namiotu wychyliły się dwie zaspane, blade buzie.

- Słyszałaś, co działo się w nocy?

Hm?

Tej nocy spałam spokojnie i nie przypuszczałam, że w tej samej chwili, dwa metry dalej ktoś może bać się o własne życie. A bał się i to panicznie. 
Co się stało?

Dziewczyny przebudziły się w środku nocy zaalarmowane dziwnymi odgłosami. Coś wyraźnie stąpało tuż obok namiotu. Puff, puff, puff. Ciężkie kopyta raz po raz uderzały o wyschniętą ziemię. Coś stanęło koło namiotu. Wciągnęło i wypuściło potężny haust powietrza. Płachta zadrgała, odbijając nagły wydech. W oddali zamuczała krowa. Stado krów, na których drodze znalazł się nasz mały camping.

Przed oczami mignęła mi katastroficzna scena. Szalone krowy tratujące namioty i my, zmiażdżeni we śnie, zgruchotani pod kopytami ogromnej amerykańskiej krowy. Auć.

Dziewczyny nie rozłożyły już namiotu. Do końca podróży spały zamknięte w bezpiecznym aucie.





        




A skoro już o krowach mowa...


Wjechaliśmy do Parku Narodowego Bryce. Do „piekielnego miejsca, żeby zgubić krowę”, jak podobno krzyknął niegdyś Ebenezer Bryce, mormoński farmer, od nazwiska którego nazwano kanion.

Spójrzcie sami, znaleźlibyście tu krowę?







Bryce jest niewielkim, ale jednym z najbardziej popularnych parków narodowych Utah. Co ciekawe, wbrew pozorom, Bryce nie jest prawdziwym (definicyjnym) kanionem, ponieważ nie przepływa przez niego rzeka. Charakterystyczna niecka, która tworzy coś na kształt amfiteatru, jest wynikiem erozji chemicznej i termicznej, dwóch sił, które od wieków ścierają się w parku.

Bryce jest pomarańczowy, to raz. Dwa, jego znakiem rozpoznawczym są smukłe, pionowe formacje skalne hoodoo. Wapienne skały tworzą morze przeróżnych kształtów, wśród których największą sławą cieszy się Młot Thora i Królowa Wiktoria.


Co można robić w Bryce?


  • Podziwiać piękne panoramy na punktach widokowych: Sunrise, Sunset i Inspiration Point







  • Zgubić się pomiędzy hoodoo na szlaku Queen Garden Trail



        




  • Przejść przez wąskie, głębokie szczeliny Wall Street (nawet do 60m głębokości) na pętli Navajo Loop Trail       



           



  • NIE karmić chipmunków (pol. pręgowców) psst, pamiętacie kreskówkę Chip i Dale?

Praktyczne. Na kanion Bryce warto poświęcić pół dnia (maksymalnie jeden, jeżeli – zgodnie z nazwą – chcecie zobaczyć wschód i zachód słońca w odpowiednich punktach widokowych).




Zmęczeni kanapkami z dżemem, zjedliśmy małe tortille i ruszyliśmy dalej – 3 godziny przez pola i rancza otoczone drutem pełne grubych, tłuściutkich krów. Nasz cel? Green River, gdzie czekał już na nas prysznic i ciepłe łóżka.

Praktyczne. Na trasie pomiędzy Bryce i Arches NP zatrzymaliśmy się w hotelu Knights Inn Green River. Wynajęcie 4-osobowego pokoju z dwoma łóżkami Queen to koszt ok. $60-70/noc. 

W cenie dostaliśmy 10% rabatu na kolację w pobliskiej restauracji. W sumie, dlaczego nie?

Do tej pory śmieję się w myślach na wspomnienie Green River.

Zamówiłam zupę dnia i grzankę z serem. Jakie było moje zdziwienie, gdy słynna Barley Soup okazała się tradycyjnym polskim daniem. Nie - zupą Barley’a, a zupą z kaszy (ang. barley - jęczmień).

Cóż, być w Utah i zamówić krupnik? Bezcenne ;)




blog comments powered by Disqus