Teneryfa: wąwóz Masca

Po krótkim wprowadzeniu do Wysp Kanaryjskich i wielorybim szale przyszedł czas na największą atrakcję Teneryfy - wąwóz Masca.

Masca | jak dojechać | co zobaczyć | porady praktyczne

Masca to malutka wioska położona pomiędzy górami w Parku Krajobrazowym Teno na północno-zachodnim brzegu wyspy. Przed laty, odcięta od świata, stała się doskonałą kryjówką dla piratów łupiących wody Atlantyku. Od wioski odbiega 5-kilometrowy kamienisty szlak. Ścieżka biegnie do niewielkiej czarnej plaży, skrzętnie skrytej w cieniu masywnych Los Gigantes.

W wycieczce do Masci podobało mi się wszystko. Rollercoaster na krętej, wąskiej drodze, na której brawurowo wyprzedzaliśmy autobusy. Górskie punkty widokowe, na których świeży podmuch wiatru omiatał nam buzie, a widoki kręciły łzę w oku. W końcu pierwsze spotkanie z Mascą – obrazek, którego nie sposób wyrzucić z głowy. Słodka opuncja, która rozpływała się w ustach. Skakanie po kamieniach i niefortunne ślizganie się wprost do zimnej wody. Dżungla, palmy i zachwyt na ścieżce wciśniętej w górską szczelinę. Szum oceanu i ostre promienie słońce, które wybiegły nam na spotkanie po trzygodzinnym marszu. Czarny piasek, pierwsza kąpiel w oceanie i fale bijące dwa razy silniej.

Nie bez powodu Masca, niepozorna wieś w górach, jest nazywana Machu Picchu Teneryfy. W zestawie z wąwozem ląduje na pierwszym miejscu listy Must do na Teneryfie. Ale - wbrew pozorom - wyprawa do dżungli wymaga odpalenia zakurzonych zmysłów logistyki i poskładania w całość kilku elementów układanki.

Teneryfa, góry Teno | w drodze do Masci

rząd kaktusów przy drodze prowadzącej do Masci na Teneryfie

Jak dotrzeć do Masci?

Jest kilka opcji.

Opcja 1. Jeśli chcecie tylko zobaczyć wioskę, najłatwiejszym sposobem jest przyjazd i powrót własnym, wynajętym samochodem. Już sama droga do Masci sprawia, że serce skacze do gardła, a widok, który wyłania się po ostatnim zakręcie - istna wisienka na torcie. Problem pojawia się, gdy na waszej liście znalazł się również trekking wąwozem Masca. 3 godziny w dół plus kolejne 3-4 godziny w górę tą samą ścieżką nie brzmią zachęcająco. Zwłaszcza że o ile przebrnięcie kamienistego szlaku jawi się jak niezapomniana przygoda, zapewniam - na końcu drogi marzy się jedynie o plaży i falach oceanu. Nie o powrocie i (kolejnej) wspinaczce po śliskich kamieniach.

Opcja 2. Z zatoki Masca co chwilę odpływają małe statki, które zabierają wędrowników do Puerto de los Gigantes. Miejsce na łódce można wykupić od razu po dotarciu na czarną plażę lub zarezerwować z wyprzedzeniem w porcie. Z polecenia zadbaliśmy o statek wcześniej. Jeśli morze jest niespokojne, kursy zostają odwołane. Lepiej, żeby ktoś o was pamiętał i przekazał wiadomość o zmianie planów.

Koszt: 10 euro

Jak w takim wypadku dojechać do wioski? Komunikacją miejską z przesiadką w Santiago del Teide, która kursuje średnio dwa, trzy razy dziennie LUB taksówką z okolic Puerto de los Gigantes. Po rozbiciu na cztery osoby, koszt zamyka się w 5-6 euro/os. W pakiecie miły taksówkarz zatrzyma się przy punktach widokowych i wyśmieję cię, gdy zapytasz o polecenie mniej turystycznych miejsc na wyspie. Hej, Teneryfa i nieturystyczne! To się nie klei.

Masca, Teneryfa | zdjęcie pionowe

turyści i budynki w czerwonej cegły w sercu miasteczka Masca

palma w centrum kadru | zejście wąwozem Masca

kaktusy i jadalne opuncje | zejście wąwozem Masca

Zabawa dla średnio-zaawansowanych? 

W Internetach straszą jak bardzo trudny i niebezpieczny jest trekking wąwozem Masca. Jest w tym ziarno prawdy. Nie znajdziecie tu wysokogórskich wspinaczek i przepaści, które mrożą krew w żyłach. Szlak zaczyna się spokojnie, a ścieżka wesoło dryfuje między dużymi kaktusami. Cała zabawa zaczyna się gdzieś w połowie drogi i kończy na ostatnim kamieniu ścieżki. Jeśli o ścieżce można tu w ogóle mówić. Problem w wąwozem jest jeden – droga jest kiepsko oznaczona, a jej rytm wyznaczają porozrzucane niedbale głazy. Większe, mniejsze, usypane w kupki i ciśnięte w rozlane jeziorka.

Wyobraźcie sobie małą rzekę i pięć kamieni w poprzek nurtu, które tworzą jedyną dróżkę na drugą stronę. A potem – wyschnięte koryto wypełnione kamieniami, które piętrzą się na kilka metrów w górę. Tak wygląda wąwóz Masca.

Przyznaję – co chwila dopadały mnie wątpliwości, czy idziemy w dobrą stronę i czy nikt z naszej grupy nie pomylił ścieżki. A jednak, nie polecam zatrudniać przewodnika. Trekking wąwozem jest świetną zabawą pod warunkiem, że zdobywasz go własnymi siłami. Ile śmiechu i przekleństw pod nosem, gdy noga zsunie się do rzeki, a przez pół godziny nie spotkasz żywej duszy.

I w końcu… nie ma nic piękniejszego niż czarna plaża i turkusowa woda Masca Bay, która wyłania się zza ostatniego zakrętu. Wiesz, że sam tego dokonałeś. I było warto, cholernie warto.

chłopak schodzący w dół wąwozu Masca, kaktusy na pierwszym planie

dziewczyna w wąwozie Masca patrzące na wznoszące się ogromne skały

chłopak przeskakujący kamienie na ścieżce w wąwozie Masca

chłopak przeciskający się pomiędzy głazami w wąwozie Masca

Jak przygotować się do trekkingu?

  • Do walizki spakuj porządne (najlepiej górskie) buty, a przynajmniej adidasy z grubą podeszwą.
  • Zaopatrz się w butelkę wody i drobne przekąski. Nic nie smakuje lepiej niż kanapka z hiszpańskim chorizo jedzona na czarnym piasku.
  • Spakuj strój kąpielowy lub ubierz go na siebie. Kąpiel w oceanie jest najlepszą nagrodą po trzygodzinnym marszu!
  • Nie polecam zabierać małych dzieci. Po drodze mijaliśmy parę z niemowlęciem na plecach i kilkuletnią dziewczynką za rękę. Wąwóz Masca nie nadaje się na rodzinny spacer. Chyba, że chcecie zgubić dzieci po drodze i, jak śmiał się G., złożyć je w wulkanicznej ofierze. Z drugiej strony… Hiszpanie śmigali tam z psami na smyczy. Da się? Da się.
  • Odpuście wąwóz, jeśli wcześniej padał deszcz.
  • Trekking trwa od 2,5 do 4 godzin w zależności od tego, ile zdjęć będziesz robił na trasie ;)


dziewczyna spacerująca po czarnej plaży w Masca Bay na Teneryfie

ślady stóp na czarnym piasku w Masca Bay, Teneryfa

Masca i trekking wąwozem to najpiękniejsze wspomnienia, które przywiozłam ze sobą z wyspy. Nie - plażowanie i leniwe wygrzewanie się na słońcu. Pot, odciski na stopach i spieczona buzia.

A wy co wolicie?

Trzymajcie się ciepło, M.

Inne z tej serii:

Teneryfa: Los Gigantes i wieloryby

I would walk 500 miles
and I would walk 500 more

whale watching | atrakcje Teneryfy | co zobaczyć na Teneryfie

Zaledwie kilka tygodni temu na mojej liście must do & see zapisałam punkt Zobaczyć wieloryba. Nie przypuszczałam, że tak szybko odhaczę kolejne życzenie. Pisałam już, że o marzeniach trzeba mówić głośno. Dzisiaj dorzucam – trzeba też o nich pisać. Bo słowa mają ogromną moc.

Pobyt na Teneryfie zaplanowałam z wyprzedzeniem. Już w kwietniu (!) zaczęłam wertować pierwsze blogi, a dzień przed wyjazdem powstał misterny plan zdobycia wyspy. Dzień po dniu, krok po kroku, ułożyłam sześciodniową, spójną całość. Nie było w niej miejsca na wieloryby. Dlaczego? Obserwację wielorybów i skaczących delfinów wrzuciłam do worka kolejnej łapanki na turystów. Po pierwsze, koszty. Po drugie, nikt nie zapłaci zwierzakom, by radośnie rzucały się po falach. Zobaczysz?  Masz szczęście. Nie zobaczysz? Sorry, co mogę zrobić. Obejrzyj na youtube.

Wystarczył jeden dzień na wyspie, bym zmieniła zdanie. Bo w końcu, co jeśli zobaczę wieloryba? Teneryfa omiotła mnie swoim czarem. Czarne plaże, potężne klify, rozłożyste palmy i słodkie opuncje prosto z kaktusa. Chciałam więcej. Chciałam tego wszystkiego więcej.

widok na Los Gigantes, niebieski teleobiektyw na pierwszym planie
Los Gigantes

Białe statki wypływają na whale watching z Puerto de los Gigantes, małego portu tuż przy ogromnych klifach. Swoją drogą, Los Gigantes są jedną z największych atrakcji Teneryfy – czarne olbrzymy mierzące po 300-600 metrów. Najlepsze punkty widokowe znajdują się przy głównej drodze ponad miastem.

I… na małej czarnej plaży Playa de los Guíos. Ale nie wiem, nie byłam (smutno).

W porcie znajdziemy kilka firm, które organizują morskie wyprawy. Jest w czym wybierać – wycieczki dwugodzinne, trzygodzinne z lunchem na pokładzie. Przekąski i piwo w cenie. Chcesz zobaczyć delfiny? A może czarne klify z bliska? Skoczyć do wody z pokładu? Czemu nie. Za dodatkowe euro przepłyniesz się nawet pirackim statkiem.

Koszt: od 15 euro

białe budynki na tle Los Gigantes, Teneryfa

Los Gigantes, zdjęcie ze statku od strony oceanu

dziewczyna tyłem na statku, w tle wulkan Teide

Wieloryby i delfiny ulubiły sobie rejon między Teneryfą a La Gomerą. I to tutaj zabiera nas statek - prosto na trasę wędrówek tych niesamowitych ssaków. Jest całkiem przyjemnie, z lewej uderza w nas bryza, z góry przygrzewa słońce, a wokół roztacza się bajkowy obraz – turkusowy ocean u nóg dumnego Teide. Na łódce jest tylko garstka osób.

Płyniemy i płyniemy. Jesteśmy już daleko od brzegu i wtedy się zaczyna. Ciemna płetwa majaczy na tle błękitnego nieba. Zanurza się i wynurza kilka metrów bliżej. Bliżej i jeszcze bliżej. Gasimy silnik, by nie spłoszyć zwierzęcia. Podpływa tak blisko, na wyciągnięcie ręki, i wypuszcza nosem morską pianę. Jest piękny. Przepływa pod łajbą i dołącza do drugiego wieloryba. Płyną  razem, ramię w ramię, i znikają na tle wulkanicznej wyspy.

Zobaczyłam wieloryba. I nie ważne, że mały. Nie ważne, że to nie płetwal. Zobaczyłam i schwytałam chwilę.

I wiecie co? Żadne oceanarium, nawet najlepsze w świecie, nie dostarczy takich przeżyć.

wieloryb wynurzający się z oceanu, Teneryfa

płetwy wielorybów wynurzające się z oceanu, w tle wulkan Teide

wieloryb w wodach Teneryfy, ujęcie z bliska

Dwie godziny rejsu minęły nie wiadomo kiedy. Po powrocie do portu trafiliśmy do pobliskiej knajpy, prosto na gorącą zupę kanaryjską. Na stół podano nam żółty, kremowy wywar z warzywami, kukurydzą i ciecierzycą. Zaraz za zupą pojawił się kelner i położył na stole mały pojemniczek z gofio – tradycyjną mąką z Wysp Kanaryjskich. Ciemnobrązową, a jakby! Ziarna zbóż są prażone przed zmieleniem, co nadaje im specyficzny smak i kolor.

Za kelnerem przybłąkali się również inni, właścicielka restauracji i garstka gapiów. Wiecie, jak to jest. W pakiecie z zupą dostaliśmy cały wykład - czym jest gofio, z czym to się je i w jaki sposób. Właścicielka wyrwała mamie łyżkę z dłoni, wsypała kapkę gofio do zupy i energicznie wymieszała. Wszyscy zamilkli i z napięciem oczekiwali reakcji - będzie smakować czy nie będzie? Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Tyle presji. Biedna mama.

Ach, ci Hiszpanie! ;)

Zupka z gofio pierwsza klasa, ale to lokalna sangria skradła moje serce. Z truskawkami i bananami! Mniam. Koniec z klasyczną pomarańczą.

dziewczyna pijąca sangrię z truskawkami i wyjadająca owoce łyżeczką

Sleeping at last – I’m Gonna Be

A Wy widzieliście kiedyś wieloryba?
M.

Inne z tej serii:

Teneryfa w grudniu

Od kilku lat staram się oszukać zimę i spędzić garstkę ostatnich, słonecznych dni daleko od mrozu i białego puchu. Uciekam na południe - do Hiszpanii, Włoch i tropikalnych wysp przy afrykańskim brzegu. Pracuję w lato, a swoje wakacje odkładam na nie-wakacje, na bury listopad i pierwszy podmuch zimy. Od kilku lat planuję, kombinuję i wiem jedno. Nie ma lepszej zimy niż ta urozmaicona pięcioma dniami w grudniowym raju.

W tym roku polecieliśmy na Teneryfę. Bilety w promocyjnym szale kupiłam już w kwietniu - 300 zł w dwie strony - i od tego czasu z napięciem czekałam na 30 listopada. Wiecie jak to jest z promocjami. Zobaczyłam i kupiłam. Pomyślałam później.

- Cześć, mam świetną wiadomość. Lecimy na Kanary!

Zobacz również: Jak znaleźć tanie bilety?

Teneryfa w grudniu | co zobaczyć | road trip | praktyczne rady
Playa de las Teresitas

Wyspy Kanaryjskie są najdalej wysuniętym na południe skrawkiem Hiszpanii. Leżą na wodach Atlantyku, tuż przy zachodnim wybrzeżu Maroko. Zagadka świata, jak to jest – jeszcze Europa czy już Afryka? W ich skład wchodzi siedem wysp głównych: Gran Canaria, Lanzarote, Fuerteventura, Gomera, La Palma, El Hierro i w końcu Teneryfa – największa i najbardziej turystyczna część archipelagu. Kanary to wyspy wulkaniczne = wystające nad poziom wody elementy podwodnych wulkanów. Ich cechą rozpoznawczą jest czarny, wulkaniczny piasek.

Ciekawostka. Na Teneryfie znajdziemy tylko jedną złotą plażę. Playa de las Teresitas została usypana z piasków Sahary, by konkurować o tytuł najładniejszej plaży z Gran Canarią.

Symbolem Wysp Kanaryjskich jest kanarek i palma daktylowa. Co ciekawe, nazwa archipelagu wcale nie wywodzi się od złotego ptaszka – jest wręcz odwrotnie. Kanarek, bo pochodzi z Kanarów. Niegdyś wyspy zamieszkiwały ogromne stada psów (łac. canis) i to im Kanary zawdzięczają dziś swoją nazwę.

Wyspy są świetnym miejscem na wypad o każdej porze roku. Panuje tu klimat subtropikalny, co w praktyce oznacza +20 stopni zarówno latem i zimą. Warto pamiętać, że w najwyższych partiach pogoda jest jak kobieta – gwałtowna i szybko zmienia zdanie. Przygrzeje słońcem, dmuchnie mroźnym wiatrem, a jutro przypudruje nosek śniegiem. W grudniu nie wybierałabym się na Teide (najwyższy wulkan Teneryfy) bez kurtki i ciepłej czapki.

czarna plaża w Puerto de la Cruz, w tle wulkan Teide
Puerto de la Cruz
fale uderzające o wybrzeże w Puerto de la Cruz, uliczna lampa na pierwszym planie

charakterystyczna skała i lazurowa zatoka w Las Roques
Las Roques
Teide dzieli Teneryfę na dwie części – północną i południową. Na północy jest tropikalnie, bardziej zielono, ale zimniej niż na południu wyspy. Raz po raz lubi tu chlasnąć deszczem. Południe jest surowe i suche, ale to tu znajdziemy ukryte promienie słońca.

Gdzie mieszkać?

Największe turystyczne kurorty, Playa de las Americas i Costa Adeje, leżą tuż nad oceanem w cieplejszej, południowej części wyspy. O ile nie jesteś fanem imprez do rana, białych (a raczej: różowych) nocy i sieciówki na sieciówce, polecam omijać je szerokim łukiem. Wynajęliśmy mieszkanie w cichym i spokojnym Puerto de Santiago, rzut beretem od słynnych klifów Los Gigantes. Codziennie budził nas widok na ocean i niedaleką La Gomerę.

widok z okna na Gomerę, Teneryfa

dziewczyna wyglądająca przez okno i rozsuwająca zasłony w Puerto de Santiago

Mieszkanie w bardzo okazyjnej cenie (40zł/noc/os.) znalazłam przez Airbnb. Korzystając z mojego zaproszenia przy wynajmie za min. 300 zł, otrzymasz zniżkę w wysokości 20 euro. Dokładnie tyle samo dostanę w prezencie na kolejną podróż. Win-win.

Jak poruszać się po wyspie?

Samochodem, koniec i kropka. Co prawda, na Teneryfie funkcjonuje (ponoć całkiem niezła) komunikacja miejska, ale decydując się na autobus, tracimy wiele z uroku wyspy. Autobus nie skręci na żądanie w boczną uliczkę, nie zatrzyma się przy punkcie widokowym i nie dociśnie gazu na autostradzie. Na jedną z największych atrakcji wyspy autobus dojeżdża dwa (!) razy dziennie. Z przesiadką. Zaryzykujesz?

Teneryfa, chociaż największa wśród Wysp Kanaryjskich, jest stosunkową niewielką wyspą. W pięć dni zjeździliśmy całą wzdłuż i wszerz. Drogi są dobre, zabezpieczone, a jednak co drugi odcinek przyprawia o szybsze bicie serca. Z zachwytu, ze strachu, bo tuż za szybą rozciąga się kilometrowa przepaść. Już sama jazda to fajna przygoda, która gwarantuję! dostarczy niezapomnianych wrażeń.

Pierwszy raz zdecydowałam się na wynajem samochodu i nie żałuję. Tylko auto da ci wolność i swobodę, której potrzebujesz na Teneryfie. Przy wypożyczeniu kierowałam się Poradnikiem dla początkujących Oli z bloga Duże Podróże.

brązowe skały i biała wieżyczka kościoła w Garachico, na północy Teneryfy
Garachico
dziewczyna w sukience pomiędzy skałami w Garachico

białe rzeźby w porcie Garachico, brązowe skały na pierwszym planie

naturalne baseny skalne w Garachico
Naturalne baseny w Garachico
chłopak uciekający przed falami w małym miasteczku Garachico

Co jeść?

Na Teneryfie kuchnia jest prosta i obfituje w owoce morze. Uwielbiam Hiszpanię i hiszpańską kuchnię, nic dziwnego, że na wyspie smakowało mi prawie wszystko. Od pomarszczonych ziemniaków gotowanych w ogromnej ilości soli (patatas arrugadas) podawanych z czerwonym i zielonym sosem mojo, przez kanaryjską warzywną zupkę z gofio (specyficznym rodzajem mąki), po świeże ryby i krewetki z czosnkiem i pietruszką we wrzącej oliwie (gambas al ajillo). Jak wielbię klasyczną sangrię, to przyznaję - nic nie zachwyciło mnie bardziej niż sangria z truskawkami i świeżymi bananami!

A dobry obiad popija się rumem z miodem (ron miel). Basta.

Z knajpami na Teneryfie jest pewien zasadniczy problem. Większość z nich tworzy się pod turystów, z menu w pięciu językach, wygórowanymi cenami i małymi porcjami. Tylko raz, zapuszczając się do malutkiej wioski, trafiliśmy na (wyłącznie) hiszpańskojęzyczną restaurację. Z cenami o połowę w dół.

ryba na talerzu z limonkami w El Marino, Buenavista del Norte
El Marino w Buenavista del Norte
słynne danie kanaryjskie - miska patatas arrugadas z sosami mojo rojo
Patatas arrugadas z mojos

Czego się spodziewać?

Teneryfa to piękna wyspa, na której każdy odnajdzie kawałek siebie. Czarne plaże i spienione fale Atlantyku. Kręte ścieżki w górach i wąwozy wysypane kamieniami. Miasta i zabytki pociągnięte pędzlem czasu. Wulkan, który wciąż na górze bucha siarką. Małe, zapomniane wioski tuż nad brzegiem oceanu. Wyciskany sok ze świeżych pomarańczy. I słońce, słońce, słońce.

Ciekawostka. Po 6 dniach na wyspie, wróciłam do Polski z dodatkową obserwacją. Wnioskiem, którego nie znalazłam w żadnym przewodniku. Teneryfa w moich oczach to wyspa… starszych ludzi, emerytów z Niemiec i Wielkiej Brytanii. Gdzie okiem sięgnąć, wszędzie siwo. Z uśmiechem na ustach wspominam kolację z muzyką na żywo (tańcami i karaoke!) w gronie +65.

Ale wiecie, ma to swój urok. Kapitan, który wywijał tyłkiem lepiej niż niejeden dwudziestolatek i tamta biała pani w repertuarze Sinatry I love you baby.

W kolejnym odcinku zapraszam na największe atrakcje Must see Teneryfy. Trzymajcie się ciepło!
M.

kamyki poukładane w stożki na plaży w Puerto de la Cruz, Teneryfa

budynki na klifie w Puerto de la Cruz, Teneryfa

dziewczyna siedząca tyłem na murku, w tle czarna plaża i wulkan Teide

Moja przygoda z fotografią

Chodzą plotki, że ludzie dzielą się na dwie grupy. Są tacy, którzy o!, ledwie musną aparat, a każde ich zdjęcie przypomina dzieło sztuki. Utalentowani, geniusze, bogowie świata! Do drugiego worka wrzuca się resztę. Całą resztę, która bardzo chce, a nigdy nie dogoni mistrzów. Mówią - talentu, a raczej jego braku, nie przeskoczysz. Po co truć głowę czymś, co zupełnie ci nie leży? Plują w twarz - znajdź swoją niszę gdzie indziej. Plotka na plotce. Prawda leży przecież zupełnie gdzie indziej.

W czasie swojej przygody z fotografią wiele razy słyszałam: Piękne zdjęcia, masz talent! Miód na moje serce i podwójny zastrzyk motywacji. Dzisiaj nie wierzę już w talent. Wierzę w ciężką pracę, serce włożone w pasję i metodę małych kroków. Ludzie nie dzielą się na tych, których mają i nie mają talentu do fotografii. Ludzie dzielą się na tych, którzy na ten talent zapracowali. Czy uważasz, że najlepszy fotograf złapał aparat i magiczny pstryk!, od razu zaczął robić piękne zdjęcia? Nie. Poświęcił lata na ciężką pracę, naukę, obserwację, uczenie się na błędach i poszukiwanie własnego stylu.

Pokuszę się o śmiałą tezę: Nie ma czegoś takiego jak talent. A raczej: Jeśli czegoś bardzo chcesz i pracujesz na swój sukces, talent przestaje mieć znaczenie.

Jak zacząć fotografować | Jak zacząć robić zdjęcia

Moja przygoda z fotografią zaczęła się 8 lat temu. Założyłam fotobloga, a tak, z czystego kaprysu. Spodobał mi się pomysł dzielenia się urywkami codzienności. Inna sprawa, że osiem lat temu fotoblogi były szczytem mody. Wkroczyłam w świat fotografii zupełnie nieświadoma tego, co czeka mnie po drugiej stronie. Tego, że odnajdę tu swoją pasję, a fotografia taka niepozorna na stałe rozgości się w moim życiu. Moja przygoda z fotografią jest idealnym przykładem metody małych kroków. Od zera do bohatera. Zapraszam, zobaczcie sami.

Pierwsze zdjęcia robiłam kiepską cyfrówką. Byłam mistrzem Photoshopa, słodkich minek i nad wyraz ubóstwiałam fiolet. Fotoblog stał się oazą i zbiorem dziwacznych pomysłów, które szalały mi w głowie. Kadry bez ostrości, prześwietlone, przejaskrawione, poucinane w dowolnych miejscach – nikt nie powiedziałby, że miałam wtedy talent.



 

Powoli zaczynałam się wkręcać. Dostałam pierwszy, trochę lepszy aparat – zielony sony t77. Ładnie ostrzył, więc chodziłam i fotografowałam z bliska kwiatki. Odkryłam, że Internet pęka w szwach od graficznych tutoriali. Tego roku zrobiłam pierwsze artystyczne zdjęcia, rozlewałam lakier i wycinałam wzorki w skórkach pomarańczy. Nigdy wcześniej nie wyszedł mi tak dobry portret, jak ten małego brata.









Kiedy pod choinką znalazłam pierwsze lustro Nikona D60, kariera fotografa nabrała szybszego tempa. Nie było dnia, weekendu bez fotografii. Zawsze był dobry czas na zdjęcia. Po uwiecznieniu wszystkiego wokół, przed obiektywem stanęły koleżanki. Jedna za drugą. Ba, prawdziwe profesjonalne sesje! Miałam zeszyt z pomysłami i wenę, która budziła mnie w środku nocy.












Pewnego dnia wynajęłyśmy prawdziwe studio. Czarne tło, profesjonalne oświetlenie, prawdziwy makijaż i sukienki z worków na śmieci. Moje zdjęcie z workowej sesji zostało wyróżnione w Polecanych na fotoblogu. Byłam wtedy najdumniejsza na świecie!


Idea studyjnych zdjęć wkradła się w moje łaski i postanowiłam zbudować malutką atrapę studia w moim pokoju. Kupiłam trzy rurki i białe tło. Jak przystało na pokój na poddaszu, oświetlenie było zmorą, a każde zdjęcie - walką z ostrym flash’owym cieniem.





Pstrykałam dalej. Z każdym zdjęciem stawałam się coraz bardziej świadoma swoich umiejętności i możliwości, które otwierało przede mną lustro. Zaczęłam używać pół-automatycznego trybu, wymieniłam obiektyw i zdecydowałam się na nowe body (D90).

Zobaczcie 3 najlepsze sesje, które wciąż wspominam z sentymentem:

#3 Sesja z Anią i Mańkiem




#2 Sesja z Jagodą




#1 Sesja z Asią




Na studiach zgubiłam swoją pasję. Nie będę się rozwodzić. Jeśli kogoś interesuje, odsyłam do wpisu Do it with passion. Czasami tak tylko dumam, jak dzisiaj wyglądałby mój talent, gdybym nie przespała okresu studiów.

Kilka lat temu wyciągnęłam lustro z szafy. Zatęskniłam za światem oglądanym przez wizjer aparatu. Dzisiaj nie fotografuję już ludzi. Nie biegam z lustrem w domowym ogródku. Aparat towarzyszy mi głównie w podróży i to tę działkę fotografii ulubiłam sobie najbardziej. Pstrykam w RAWach, a odkąd przerzuciłam się na tryb manualny, za nic w świecie nie chcę wrócić do automatycznego bydła. Aktualne i obszerne portfolio znajdziecie w ostatnim poście Jak robić zdjęcia w podróży?


Juzcar, Hiszpania

Juzcar, Hiszpania

Ronda, Hiszpania

W mojej przygodzie z fotografią przebyłam długą, wyboistą drogę. Nauczyłam się sporo, ale wiem, że to tylko mały wycinek góry, którą pewnego dnia zdobędę. Fotografia jest i będzie moją pasją. Co dalej? Wciąż będę robić zdjęcia. Oby więcej i więcej. Od dłuższego czasu czaję się na zakup nowych obiektywów. A może zamiast szkła – mały, wygodny bezlusterkowiec?

Cóż, jestem ograniczona wyłącznie czasem i finansami.

Jaką ścieżką biegła wasza przygoda z fotografią?
M.

Do stworzenia wpisu Moja przygoda z fotografią zainspirowała mnie vlogowa twórczość: