Samochodem po USA, jak wynająć auto bez karty kredytowej?

Kwestią wynajmu auta w USA zaczęłam interesować się na długo przed wylotem. Szukałam informacji w sieci, śledziłam relacje i wertowałam fora. W maju zrobiłam pierwszą rezerwację, którą modyfikowałam i koniec końców, anulowałam kilka tygodni przez rozpoczęciem tripa. Nadgorliwość gorsza od faszyzmu? ;)

Wbrew pozorom, wypożyczenie samochodu w USA nie jest takie trudne. W końcu, ile tysięcy / milionów osób wynajmuje auta każdego dnia? Robi się ciut goręcej, gdy nie posiadasz karty kredytowej.


jak wypożyczyć samochód w USA | z kartą debetową | praktyczne rady


Jak wypożyczyć samochód w USA?


1.    Wypożyczalnia


Prosta sprawa - nie mam i nie chcę mieć karty kredytowej.

Z wiadomych racji, w kręgu moich zainteresowań znalazły się wypożyczalnie, które zezwalają na wynajem auta przy użyciu karty debetowej. W Stanach należą do nich: Alamo, Fox, Sixt i Thrifty. Postawiłam na Alamo - dużą, globalną firmę, którą polecało wiele osób.

Praktyczne. Popularną praktyką jest wynajęcie auta przez pośrednika. Jedną z najpopularniejszych stron tego typu jest rentalcars.com, która pozwala zaoszczędzić sporo pieniędzy. Przed podjęciem ostatecznej decyzji, warto sprawdzić, co dokładnie wchodzi w skład oferowanego deal’u (np. ubezpieczenie).

Przewrotnie, wynajęłam auto przez międzynarodową serwer vipcars.com. Ciężko znaleźć wartościowe informacje na temat funkcjonowania strony, a jednak zaryzykowałam. Dlaczego? Konkurencyjna cena, dwa najważniejsze ubezpieczenia w pakiecie (Collision Damage Waiver* i Extended Protection) i brak dodatkowych opłat za oddanie auta w innej lokalizacji. Strona pobiera opłatę rezerwacyjną, ale pieniądze bez problemu zostają zwrócone na konto w przypadku anulowania rezerwacji (sprawdziłam, 2 razy).

*Ważne: W skład CDW wchodzi ubezpieczenie na szyby i opony, które często jest wykluczone z podstawowej ochrony w innych wypożyczalniach.

Praktyczne. Stany Zjednoczone to świat kuponów i zniżek. Warto zapisać się do newslettera / polubić w kanałach social media profil firmy, w której chcemy wypożyczyć auto. Na Facebook’u VipCars znalazłam kod, który obniżył finalną cenę naszej rezerwacji.

2. Samochód


Po pierwsze wypożyczalnia, po drugie samochód.

W miarę jak zmieniały się nasze plany podróży, zmieniałam zdanie o samochodzie, który powinien towarzyszyć nam w trasie. Ostatecznie wybór padł na Toyotę Camry (full size) - ekonomiczną, a równocześnie (jak sądziłam) dość dużą, żeby pomieścić naszą czwórkę.

Samochód był piękny - pachnący nowością, czarny, z automatyczną skrzynią biegów, a największą radość sprawiła mi jazda na tempomacie. Cudo! Toyota sprawdziła się w każdych warunkach, ale… W rzeczywistości zabrakło nam sporo miejsca. Bagaże ledwie zmieściły się w bagażniku, ba!, wchodziły wyłącznie w jednym ułożeniu, a i tak wiele rzeczy (karimaty, śpiwory, przenośne drewno) musieliśmy upchnąć we wnętrzu auta.

Praktyczne. W Alamo wybierasz klasę, a nie konkretny samochód. Żaden pośrednik nie może zagwarantować ci określonej marki i modelu auta. W praktyce dostajesz samochód z danej klasy, który jest aktualnie dostępny na parkingu wypożyczalni.

3. Koszty


Ile kosztowało nas wynajęcie samochodu w USA?

Za samochód w klasie FULL SIZE na 22 dni wynajmu w wariancie pełny bak do pełnego zapłaciliśmy $670 (przy 4 osobach = ok. $8 /os./dzień). W cenę wliczono ubezpieczenie (CDW, EP), opłatę za oddanie auta w innej lokalizacji (SFO - LAX) i 2 kierowcę* (ponoć, niestety nie mogliśmy skorzystać z tej opcji, bo nikt inny nie miał ukończonych 25 lat).

+ Alamo nie pobrało żadnego depozytu za wypożyczenie auta!

Miesiąc przed wylotem do USA skończyłam 25 lat i złapałam Pana Boga za nogi. Ominęła mnie dodatkowa (bardzo wysoka) opłata za niepełnoletniego kierowcę. Świetnie, tylko że… średnio idzie mi jazda autem. Rozwiązaliśmy ten problem nieoficjalnie.

*Ważne: Jeśli wypożyczasz auto w Kalifornii, drugiego kierowcę otrzymasz w pakiecie. Kwestię reguluje prawo stanowe.




4. I co z tą kartą kredytową?


Kiedy ja spokojnie siedziałam w Santa Cruz i szykowałam się na podróż marzeń, w sieci pojawiło się wiele sprzecznych informacji, czy w Alamo faktycznie wynajmiesz auto bez karty kredytowej. Podrzucane informacje sprowadzały się do jednego wniosku, wszystko zależy od osoby w okienku, wóz albo przewóz. Panie na infolinii nie pomagały.

Zaczęłam się bardzo denerwować, bo przecież nie było opcji, żebyśmy zostali bez samochodu.

+ jeśli nie dostanę auta od Alamo, nie odzyskam opłaty rezerwacyjnej od Vipcars!

Co nas uratowało? Automatyka. Wiele wypożyczalni (w tym ta na lotnisku w San Francisco) oferuje opcję self-service check in. Co ciekawe, kiedy przy ladzie ustawiały się długie kolejki, w okolicy kiosków nie było żywego ducha. Automatyczne kioski do samodzielnej odprawy nie tylko pozwoliły nam ominąć tłum ludzi i zaoszczędzić kupę czasu, ale również sprawnie przejść proces potwierdzenia rezerwacji.

Kiosk bez słowa sprzeciwu przyjął moją walutową kartę debetową, pobrał kasę i wypluł świstek, z którym chwilę później otrzymałam klucze do Toyoty. Podczas wyjazdu z parkingu poproszono mnie o okazanie karty i powrotnego biletu lotniczego.

Praktyczne. Nasze standardowe karty walutowe są wypukłe i przez większość systemów w Ameryce są traktowane jako kredytowe. Zdarza się wręcz, że nie chcą działać jako debetowe i należy wprowadzać je odgórnie jako kredytowe.

5. Zwrot samochodu


Po 22 dniach podróży nadszedł dzień, w którym musieliśmy zwrócić auto.

W jakim stanie oddaliśmy Toyotę? Właściwie, w całkiem niezłym, tylko że… Burza w Dolinie Śmierci zostawiła nam głęboki odprysk na przedniej szybie. Czystość auta (mimo że dwa dni wcześniej zaliczyliśmy ręczną myjnię) też pozostawiała wiele do życzenia.

Warto podkreślić, że Alamo nie naliczyło nam żadnych dodatkowych kosztów z tej racji. Zapłaciliśmy jedynie + $12 za przejazd płatną autostradą. Wypożyczalnia pobrała określoną kwotę z karty bez horrendalnych opłat za usługę.


Czyli generalnie…


… nastresowałam się za wszystkie czasy i wszystko na nic ;)

Przez całą podróż martwiłam się o samochód. Najpierw o jego wynajem, później o swoją jazdę, a koniec końców, o jego bezpieczny powrót do LA. Samochód był wynajęty na moje nazwisko. Nigdy wcześniej nie byłam odpowiedzialna za coś tak wartościowego i ta myśl dręczyła mnie każdego dnia.

Zupełnie nie pomagało to, że miałam nieoficjalną pomoc, notorycznie robiliśmy głupie rzeczy (a to ja zostawiałam telefon przyczepiony do szyby, a to Maria zapomniała zamknąć okno), a często gęsto śmiało szusowaliśmy na trasie, przekraczając dozwoloną prędkość.

Mimo tysiąca czarnych scenariuszy w głowie, wszystko skończyło się po prostu dobrze.

I wiecie co? Bez karty kredytowej też da się przeżyć w Stanach.