Tam, gdzie lądują anioły / Zion NP


Na Zion NP miałam właściwie tylko jeden pomysł – założyć wygodne buty i powędrować hen do nieba – tam, gdzie lądują anioły.

Angels Landing jest jednym z najsłynniejszych szlaków Ameryki Północnej. Przyciąga pięknymi widokami i stromą, oplecioną łańcuchami ścieżką, która mrozi krew w żyłach. Jedni nazywają go najbardziej wymagającym trekkingiem w USA, trzęsą nogami, a zdobycie szczytu wpisują w rubrykę „Jedna niesamowita rzecz, którą zrobiłem (-am)” na Couchsurfingu. Drudzy machają ręką i z uśmiechem wspinają się na skałę. Trzeci zamykają oczy i rezygnują zanim jeszcze trafią na właściwą ścieżkę. Są jeszcze inni - ci, którzy opłakują ofiary Angels Landing.

Nieoficjalnie na Angels Landing zginęło przynajmniej 15 osób. Ostatnia z nich, 13-letnia dziewczynka, spadła ze skały i zmarła kilka tygodni temu, w lutym 2018.


Zion NP | Angels Landing | trekking


Szlak na Angels Landing dzieli się na dwie części. Pierwszy fragment jest odcinkiem dłuższego pasma West Rim Trail i prowadzi do miejsca, w którym zaczyna się właściwy trekking na skałę. West Rim Trail już od pierwszych chwil ostro pnie się w górę. Podejście, szczególnie w pełnym słońcu, jest wymagające. Przyjemnie wymagające, szczególnie jeśli na szlaku wygrzewają się małe, białe węże i ogromne pająki. Brr!

Druga część, wbrew pozorom, nie jest taka trudna. Co prawda są łańcuchy, a stroma, wąska ścieżka niebezpiecznie oscyluje nad przepaścią. Czasami się ślizgasz, czasem potykasz, podciągasz na łańcuchu, ale sprawnie, kamień po kamieniu, przesuwasz się do góry. Szybko przyzwyczajasz się do wysokości i widoku przepaści, który towarzyszy ci na każdym kroku. Największa trudność wynika z faktu, że droga w górę i w dół to ta sama ścieżka, co wymaga zwinnego lawirowania między ludźmi. Tego przepuścisz, tego wyminiesz, a dla tamtego zejdziesz ze szlaku, kurczowo przytrzymując łańcuch. Ale warto, no.

Najgorszy fragment znajduje się na samym początku drugiej, właściwej części Angels Landing. Gromadzi się tu sporo ludzi, jedni wracają, drudzy cofają, inni na chama prą do przodu. Wyobraź sobie korek na stromo nachylonej ścianie. Auć. Nic dziwnego, że wiele osób kapituluje już po pierwszej próbie. Warto zacisnąć zęby. Z każdym kolejnym krokiem robi się luźniej. Jest czym oddychać.

A satysfakcją, którą czujesz na górze? Nie do opisania.


Kanab, pokój z widokiem na Utah




Słyszałam wiele dobrego i złego na temat Angels Landing, a jednak całą wspinaczkę wspominam z przyjemnością. Byłam szczerze zdziwiona, że szlak aniołów pokonałam szybko i sprawnie, z pewną lekkością (a przypomnę, że zazwyczaj nie chodzę po górach). Adrenalina zrobiła swoje. Cóż, niecodziennie wybiera się na trekking, na którym do tej pory zginęło kilkanaście osób.

Dzisiaj Zion NP i Angels Landing to jedno z ulubionych wspomnień, które przywiozłam ze sobą z podróży po zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych.

Bo to nie wszystko.

W drodze powrotnej nagle zrobiło się cicho. Ktoś zawył, a Paulina krzyknęła moje imię. Na niebie pojawił się wielki ptak, czarny kondor, który skrzydłami przysłonił pobliskie szczyty. Zatoczył koło i zniknął gdzieś pomiędzy skałami.

Słowem wyjaśnienia, kondor kalifornijski jest zjawiskowym ptakiem zagrożonym wyginięciem, który zamieszkuje północną Kalifornię i pobliskie stany. Często można go spotkać w okolicach Wielkiego Kanionu, tak więc… Od kilku dni usilnie wypatrywałam kondora i widziałam go w każdym czarnym przelatującym kruku. Zobaczyć go później, schodząc z najbardziej wymagającego szlaku USA, jedną ręką trzymając łańcuch – to jest życie.





 

        



Tego dnia nie zrobiliśmy nic więcej. Zmęczenie (fizyczne i emocjonalne) wzięło górę i po 5 godzinach wyjechaliśmy z parku. Dzisiaj nie mogę odżałować, że nie wróciliśmy do Ziona. Jeszcze tyle zostało do zobaczenia! 

Czasami jest mi tak bardzo szkoda, że nie mogę od nowa zaplanować tripa i przeznaczyć dwóch dni na najpiękniejszy park Utah.

Było koło 15, kiedy ruszyliśmy w kierunku Bryce. W promieniach popołudniowego słońca dojechaliśmy na camping i rozbiliśmy namioty. Ognisko, duże piwa i polska kiełbasa – czego chcieć więcej?

(Chyba tylko prysznica.)

Praktyczne. W okolicach Bryce NP jest wiele fajnych, darmowych campingów. Standardowo polecę freecampsites.net i camping Tom's Best Spring z miejscem na ognisko.

Nikt nie spodziewał się zwierząt, które tej nocy napędzą nam wielkiego stracha.




Clickbait a SEO, czyli słowo o mocnych tytułach


Krótko i na temat. Clickbait to mocny, często kontrowersyjny tytuł wykorzystywany w dziennikarstwie (tabloidy!) , a teraz coraz częściej również przez mniejszych twórców internetowych. Ma proste zadanie – przykuć uwagę i spowodować, że ty, potencjalny czytelnik, klikniesz w link i przeczytasz artykuł. Z definicji jest to określenie pejoratywne, ponieważ głośny clickbait ma tylko przykryć bezwartościowe treści. Ale czy rzeczywiście?

Kilka przykładów z najbliższego podwórka:




Zaintrygowany?


jak wybrać tytuł | jak nadać tytuł | podwójne tytułowanie | Google Top10


„Clickbait” może być dobrym rozwiązaniem, jeśli stoi za nim wysoka jakość, ciekawy i angażujący tekst. Nie ma nic gorszego, niż clickbait, który zapowiada rewolucję, a serwuje rozczarowanie z płaską puentą na deser. Wróciłbyś na taki portal? Obstawiam, że nie.

Stworzenie dobrego tytułu to sztuka, którą opanowują tylko nieliczni. Kreatywność to jedno, ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że trzeba w tym wszystkim być trochę bezczelnym.


Okej, tytuł tytułem, ale co z SEO?


Clickbait dobrze się klika, ma wirusową, ale krótką żywotność. Nic dziwnego, bo kto będzie szukał przepisu na przekąskę z boczkiem w odniesieniu do seksualności i słów tabu? I tutaj wchodzi w grę kwestia podwójnego tytułowania tekstu.

Analizując fajne i mocne tytuły, które przyciągają oko, można zauważyć ciekawą właściwość. Artykuły są często podwójnie tytułowane. Clickbait znacząco różni się od docelowego tytułu tekstu, zamkniętego w standardowym linku. I tak np. Typy komentujących: jesteś Dyktatorem czy Klasyczną idiotką to komentarze-w-sieci. Drugi tytuł jest precyzyjny, dopasowany pod wyszukiwarkę i w prostych słowach wskazuje, o czym jest tekst.

Podwójny tytuł z łatwością ustawisz na wordpressie i bloggerze:





O ile clickbait jest dziełem twórczej inwencji, o tyle drugi, klasyczny tytuł powinien wprost odnosić się do tego, co polubi Google. Innymi słowami, powinien zawierać słowa kluczowe, frazy, które są wklepywane i faktycznie wyszukiwanie przez ludzi. Skąd wiedzieć, o co pytają wujka Google nasi czytelnicy?

Lubicie narzędzia, które ułatwiają pracę? Poznajcie http://answerthepublic.com. Prześledźmy razem, jak je użyć i wyciągnąć z niego jak najwięcej:

  • Wybierz słowo-klucz. Przykładowo, pisząc artykuł o wprowadzeniu do zwiedzania Teneryfy, moją podstawową frazą była „Teneryfa”. Ustawiam język na PL i wpisuję słowo:




  • Po kliknięciu w przycisk „Get Questions” i przejściu dalej, otrzymuję rysunek z najczęstszymi tzw. długimi ogonami w Google. Są one podzielone na pytania i frazy połączone przyimkami.






  • Analizujemy słowa i wybieramy to, które najlepiej pasuje do naszych treści. Do URL-a należy wstawić dokładną długą frazę, aby zwiększyć prawdopodobieństwo, że nasz artykuł pojawi się w Google w TOP10.

Oczywiście, narzędzia http://answerthepublic.com można używać również w drugą stronę – szukając pomysłu na nowy tekst. Chcesz napisać artykuł o Teneryfie, ale potrzebujesz inspiracji, co najbardziej zaciekawi twoich odbiorców? Nic prostszego.

Warto zauważyć, że im ogólniejsze słowo-klucz, tym więcej wyników otrzymamy w Answer the public. Do wyboru, które z nim będzie najbardziej optymalne i o której kwestii napisać w pierwszej kolejności służą bardziej zaawansowane narzędzia, np. Planer Słów Kluczowych w GoogleAdwords. Na początek polecam wybrać precyzyjną frazę i zawęzić ilość potencjalnych opcji  (czyli nie Teneryfa, a Wulkan Teide).

Powyższe narzędzie jest niezastąpione w pracy twórców treści i content marketerów. Jeśli interesuje cię temat i chcesz dowiedzieć się, jak używać planera GoogleAdwords, daj mi znać (mailowo lub w wiadomości na FB), a podrzucę Ci kilka dodatkowych informacji.




*     *     *

Pomagajmy sobie, dzielmy się wiedzą i twórzmy lepsze blogi ;’)

M.

W cyklu Narzędzia do blogowania również:

Bloglovin, dlaczego powinieneś go mieć? (czyli jak obskoczyć spadające zasięgi na FB)


Kanion Antylopy, wiele krzyku o nic?


Kanion Antylopy za każdym razem przyprawiał mnie o dreszcze. Powykręcane formy skalne i soczysty pomarańcz, który zalewał wszystkie zdjęcia. Na planie zakreślałam antylopę w serca, podkreślałam grubą kreską i dygotałam na samą myśl, że wkrótce zobaczę to wszystko sama…

… a jednak oczekiwania trzasnęły z hukiem o rzeczywistość. Pół roku później nieśmiało twierdzę, że Kanion Antylopy był jednym z największych rozczarowań naszego tripa. Wait, what?


Lower Antelope Canyon | zwiedzanie


Ale od początku.

Z Arizoną zawsze kojarzyły mi się dwie rzeczy - Wielki Kanion i Kanion Antylopy. Cuda świata, prawda? Grand Canyon jest jednym z najsłynniejszych parków narodowych USA, wielkie wgłębienie w ziemi, starannie wyrzeźbione przez rzekę Kolorado. Na wschodzie, na terenie rezerwatu Navajo leży tajemnicza Antylopa - od wielu lat najchętniej odwiedzany i fotografowany park plemienny USA.

Praktyczne. Karta America the Beautiful pozwala na wstęp do wszystkich parków narodowych Stanów Zjednoczonych. Kanion Antylopy jest parkiem plemiennym Navajo, w związku z czym jego zwiedzanie wiąże się z dodatkową opłatą.

Należy wiedzieć, że Antylopy są właściwie dwie - górna i dolna. Górna jest większa, droższa i zdecydowanie bardziej oblegana. Decydując się na opcję nr 1, należy z dużym wyprzedzeniem rezerwować sobie miejsce. Z racji tego, że ograniczał nasz budżet i czas rezerwacji, postawiliśmy na mniejszy kanion. Chodzą słuchy, że oba miejsca są porównywalne, więc… po co przepłacać?

Dwa. Żadnego z kanionów nie można zwiedzać na własną rękę. Musisz wykupić przewodnika i dołączyć do wycieczki. Ponoć jest to związane z zagrożeniem wystąpienia zjawiska powodzi błyskawicznej. W przypadku nagłej ulewy kanion bardzo szybko napełnia się wodą, co w przeszłości było przyczyną śmierci jedenastu turystów.

Wstęp do Lower Antelope Canyon (2017): $25 + $8 Navajo permit

Lower Antelope Canyon

Lion head | Kanion Antylopy
Lion head
Dolny Kanion Antylopy


Ten dzień zaczął się po prostu źle.

W drodze do Antylopy nieoczekiwanie wjechaliśmy w inną strefę czasową. Zegarki przeskoczyły do przodu, a godzina zapasu, którą zakładałam nagle gdzieś wyparowała. Według instrukcji, na zaplanowaną wycieczkę należy się zgłosić z pół godzinnym wyprzedzeniem, czyli… przejedziemy kawał drogi i odbijemy się od drzwi?

Geri docisnął gazu.

Do tej pory wciąż nie wiem, jak to się stało. Gdy dojechaliśmy na miejsce, zegarek grzecznie odskoczył do tyłu. 
Wciąż była 10 i wciąż mieliśmy godzinę to go.

Drugi raz zamarzłam w kolejce do kasy. W całym tym ferworze zapomniałam potwierdzić rezerwację! (Słowem wyjaśnienia, rezerwacja jest free, ale należy ją potwierdzić do 24h przed planowanym wejściem.) Szczęśliwie, pani machnęła ręką i wpisała nas na listę. Za pół godziny widzimy się przed głównym wyjściem ;)

pomarańczowe skały w Kanionie Antylopy

pomarańczowe skały w Lower Antelope Canyon       dziewczyna w białej bluzce pośród skał w Antelope Canyon

Dolny Kanion Antylopy 2


Kanion Antylopy był taki jaki, sobie wymarzyłam. Wysoki, poskręcany, miejscami cieśniawy, pofalowany.

To prawda, Kanion Antylopy jest piękny, ale …

Wiecie, że tuż przed zejściem przewodnik dokładnie tłumaczy, jak zmienić ustawienia w aparacie, żeby wyszły naprawdę piękne zdjęcia? Ekspozycja do góry, iso do góry, balans na cienie itd. (sic!)

Wiecie, że po odczekaniu swojego wewnątrz budynku ustawiasz się do następnej 40-minutowej kolejki do zejścia w głąb ziemi?

Wiecie, że całe zwiedzanie polega na przeciskaniu się z miejsca na miejsce, które właśnie opuściła poprzednia grupa? Nie daj boże, ktoś zechce zrobić sobie zdjęcie i blokuje całe przejście. A wkoło wyciągnięte ręce i wystawione aparaty. Zdjęcie za zdjęciem.

Wiecie, że płacicie za przewodnika, który nie mówi NIC, tylko bacznie pilnuje, żeby nie zrobić sobie krzywdy przy selfie na schodach?


Kanion Antylopy jest piękny, ale mam słodko - gorzką refleksję, że jest to jedno z nielicznych miejsc w Stanach, które ładniej wygląda na zdjęciach niż w rzeczywistości.

Cała wycieczka trwała ok. 2 godzin. W czasie tych dwóch godzin czekania i przeciskania się przez szczelinę kanionu (+opłaty za przewodnika) nie dowiedziałam się NIC.

Fajnie tam być, zobaczyć na własne oczy, ale… waham się, czy warto wydać te $25. Internety mówią, że 2018 jest dwa razy droższy ($40 za lower antelope canyon?), więc na tym etapie ocenę zostawiam w waszych rękach.


grupa przyjaciół pośród skał w Kanionie Antylopy


Na dobicie skręciliśmy w lewo i kilkanaście minut później zaparkowaliśmy pod Horseshoe Bend.

Co to jest? Horsheshoe Bend to zakole kanionu Glen (swoista podkowa), otoczone przez rzekę Colorado. Słynny meander, który każdego roku przyciąga tysiące / miliony turystów. Ponoć największe tłumy zjeżdżają się tu na zachód słońca. My, strategicznie, wysiedliśmy z auta koło 14. Nic z tego. Raz, uderzyła nas fala gorąca. Dwa, fala ludzi, która zmierzała do obranego punktu.

Wszystko pięknie, wszystko ładnie (ale zakole!), tylko te tłumy turystów…
…. i każda osoba, które chce zrobić sobie idealne zdjęcie nad przepaścią.

Krótko mówiąc, nie polecam (tak jak my) wybierać się tam w niedzielę!

2018 przyniesie dodatkowe zabezpieczenia i rurki. Horseshoe Bend już nigdy nie będzie taki sam.


widok na Horseshoe bend

Horseshoe bend | zdjęcie pioniowe

dziewczyna siedząca nad przepaścią Horseshoe Bend

Horsheshoe bend | zdjęcie poziome


*    *   *

Mam cichą nadzieję, że nie zniechęciłam was do odwiedzenia Antelope Canyon.
To piękne i niesamowite miejsce, tylko organizacyjnie leży i kwiczy. Co myślicie?


Trzymajcie się ciepło, M.