Wzdłuż wybrzeża Kalifornii


Michael Kiwanuka – Cold Little Heart


Dźwięki piosenki dobiegają z głośnika. Zamykam oczy i delikatnie kręcę kierownicą. Wjeżdżam w zakręt, zza którego powoli wyłania się najpiękniejszy odcinek zachodniego wybrzeża USA. Słoneczne niebo i góry, które gwałtownie nikną w białych falach Pacyfiku.

Znowu tu jestem. W miejscu, w którym spełniły się marzenia.


Big sur | West Coast | Kalifornia


Big Sur

Już od kilku lat wiedziałam, że to Big Sur będzie jednym z tych miejsc, które muszę zobaczyć w Kalifornii. A jednak… ze smutkiem godziłam się z myślą, że na kilka tygodni przed planowanym wyjazdem zamknięto Pacific Coast Highway (CA-1). Nagła burza, która tamtego lata nawiedziła Kalifornię, przykryła toną ziemi najpiękniejszą trasę USA.

Do końca września nie wiedziałam, że fragment jedynki, Big Sur jest wciąż dostępny od strony Monterey.
Ale był i całe lato wyciągał do mnie przyjazne ręce.

We wrześniu 2017 od północy dojechaliśmy aż do Bixby Bridge – mostu z pocztówki, przerzuconego nad przepaścią, w miejscu, w którym ocean spotyka się z ziemią.






         




         




      





Big Sur szybko podbiło moje serce. Nic dziwnego; nie ma piękniejszego miejsca w całej Kalifornii.
Tak pięknego, że w ciągu naszej podróży wracałam tam dwa razy.

Na skraj przepaści; do śnieżnobiałych mew i delfinów, które raz po raz wyskakiwały ponad taflę wody.


Monterey

W Monterey byliśmy tylko przejazdem, zjeść krewetki w Bubba Gump’ie.
I odżałować nie mogę.

Dzisiaj wróciłabym do Monterey i odwiedziła jak należy – we wrześniu, zahaczając o festiwal jazzowy i 7 miejsc z serialu Big Little Lies.



         





Davenport

A dalej?

Pewnego dnia poprosiłam Jose, żeby pokazał mi najpiękniejsze miejsce w okolicy Santa Cruz. Pojechaliśmy tam rankiem, 21 sierpnia, w dniu, w którym księżyc całkowicie przysłonił słońce. Z niecierpliwością patrzyłam w niebo, ale szare chmury szczelnie objęły wybrzeże przy Davenport.

Ten dzień nie dostarczył nam kosmicznych wrażeń, ale pocieszył spokojem i dostojnością Davenport.
 
Czasami zastanawiam się, dlaczego tak bardzo lubię klify i fale, które z wściekłością ciskają o skały. Gniewny oddech oceanu i białą pianę, która rozbryzga na wszystkie strony. Agresywną walkę, starcie tytanów, od którego nie potrafię oderwać wzroku.










Capitola

To prawda, że Kalifornia jest pełna pięknych plaż.
Tylko, że te najbardziej urokliwe z nich są zupełnie niepozorne.

Spójrzcie na Capitolę, niewielkie miasteczko schowane w cieniu Santa Cruz.





Do Capitoli pojechałam sama.
Spakowałam aparat i wsiadłam w autobus, po prostu.

Godzinę później byłam już na plaży. Spacerowałam wąskimi uliczkami i dotykałam kolorowych domków, które wyrosły tuż przy złotym piasku. Turkusowych, zielonych, żółtych i różowych – jaskrawej tęczy nad brzegiem oceanu.

Słynne Venetians – symbol Capitoli – są prywatną posiadłością, która latem wynajmuje się turystom. Pomyśl – to trochę jak w bajce – zamieszkać w pastelowym, kalifornijskim domku.








         






Morro Bay

Kropka nad i.

Objeżdżając zamknięty odcinek Santa Lucia, trafiliśmy do Morro Bay, w samą porę, żeby złapać ostatnie promienie zachodzącego słońca.

Zatoka tonęła w różowym świetle, a tam – na samym jej środku – pluskała się radośnie mała wydra. O, zobacz! jest i druga. Pływa na plecach, mocno ściskając się za rączki. Chlup, wywinęła ogonem, burząc spokojną taflę wody.

Rybackie miasto właśnie układało się do snu.






I love going up the West Coast of the U.S. 
because it’s one of my favorite parts of the world to tour. (Colin Hay)