Kalifornia, historie nieopowiedziane


Historie nieopowiedziane to moja ulubiona seria postów (poza)podróżniczych. Bo w końcu, czym byłaby podróż bez tych drobnych historii, opowiastek, które dopełniają skały i widok na kanion warty miliony dolarów?

Bez przedłużania – zerknijcie niżej; na drugi plan i za kurtynę słonecznej Kalifornii.

 
Joshua Tree National Park


Jak zacząć, to z przytupem

Do San Jose poleciałam przygotowana. Miałam zabookowany pokój na Airbnb i notatki z instrukcją, jak dotrzeć na miejsce. Host polecił nam zgarnąć ubera – nic dziwnego, w końcu mało kto podróżuje tu autobusem. Niech będzie, tylko że… nie przewidziałam, że po wylądowaniu nie podłączę się do Internetu. Trochę na oślep zaczęłam szukać busów; miałam wydrukowane mapki, spisane ulice, to przecież nie mogło być takie trudne. Rozmieniłam pieniądze w lotniskowym kiosku, wsiadłam w shuttle bus i nagle zalała mnie fala ciepła.

Zostawiłam na lotnisku plik kartek, w a nim mapki i notatki z dokładnym adresem hosta. Ba, z narysowaną drogą i kodem dostępu do kluczy. Na wypadek gdyby ktoś chciał się włamać – wszystko napisałam w języku angielskim.


Cholla Cactus Garden
Cholla Cactus Garden
Cholla Cactus Garden 2


Koniec końców, wszystko skończyło się (chyba) dobrze. Dotarłam na miejsce, poinformowałam hosta o przypuszczalnej potrzebie wymiany zamka i dostałam wzorowe 5 gwiazdek na Airbnb.

Jak było nas stać na nocleg w Dolinie Krzemowej? Dzięki Airbnb i kredytom, które zgromadziłam na koncie przez okrągły rok. Muszę przyznać, że uwielbiam program lojalnościowy Airbnb. Polecając portal i oferując zniżkę znajomym, dostajesz dodatkowe środki na kolejne podróże. W tym układzie zyskują dwie strony: twoi znajomi i ty. Po wykorzystaniu zniżki na pierwszy nocleg, możesz polecić serwis dalej i zacząć odkładać na kolejną podróż ;)



zniżna na Airbnb


Ballada o telefonach, czyli co tu się podziało

Wymownym milczeniem pominę to, jak załatwiając amerykański numer, skończyliśmy z nowymi telefonami. Darmowymi telefonami, których nie chcieliśmy i za które uśmiechnięta pani podliczyła nam podatek +$20 sztuka.

Ale, fakt faktem, sam pakiet był fajny - $40 / miesiąc i nielimitowane wszystko (sms, rozmowy, Internet). I, nie zapominajmy, dwa telefony.

Na odchodne dostaliśmy uśmiech nr 2 i naklejkę z numerem telefonu, którą pani starannie nakleiła na opakowanie telefonu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że to powrocie do domu rozpakowałam nowe cacka i stwierdziłam, że czas wypróbować to darmowe wszystko. Wykręciłam nowy numer Geriego i NIC. W słuchawce usłyszałam komendę „Podaj hasło” i zdębiałam. Geri, zadzwoń do mnie! „Podaj hasło”… co jest grane? Po kilku próbach doszliśmy do wniosku, że wszystko działa tak jak powinno. Z jednym wyjątkiem: nie mogliśmy zadzwonić do siebie nawzajem, a głupi telefon wołał o tajemnicze hasło!

Dwie linie zostały kupione w rodzinnym pakiecie, więc hipoteza, że telefony są w jakiś magiczny sposób połączone nie wydawała się taką głupią myślą.

Spędziłam godzinę na infolinii, próbując dociec, w czym może tkwić problem. Bezradni konsultanci nagminnie trzymali mnie na holdzie i rozłączali, gdy zaproponowane rozwiązanie nie przynosiło żadnego skutku. Zresztą… jesteście ciekawi, jak wygląda typowa rozmowa z Obsługą Klienta w USA?

OK: Proszę podać datę urodzenia.
MT: 2 czerwca…
OK: Oh, niedawno obchodziłaś urodziny!
MT: (konsternacja) Tak… jakiś miesiąc temu?
OK: Haaaappy Birthdaaaay!
-.-

Wiszę na słuchawce, ze zrezygnowaniem wpatruję się w telefony i wtedy PSTRYK! olśniło mnie. Ukochana pani z salonu pomyliła naklejki, mój numer nakleiła na pudełko Gerarda i vice versa. Przez godzinę wstukiwałam własny numer, próbowałam dodzwonić się sama do siebie, a tajemnicze hasło okazało się zwyczajną skrzynką głosową.

Ech, czy takie rzeczy dzieją się tylko mnie?


Dziewczyna w Cholla Cactus Garden


Czerwone buty i to, jak Geri (prawie) został gangsterem

Ale cofnijmy się w czasie do pierwszego dnia w Santa Cruz, kiedy byliśmy jeszcze niewinni i nie myśleliśmy o narkotykach pod mostem przy San Lorenzo River.

Już pierwszego dnia, kiedy z bagażami wędrowaliśmy w kierunku plaży zaczepiła nas jedna z tamtejszych bezdomnych. I nie, nie chciała pieniędzy / jedzenia / dolara na zimne piwo. Mamrotała pod nosem i wskazywała na buty Geriego. „Jesteś z gangu?” zapytała i znów zerknęła na czerwone adidasy. „Lepiej nie noś tych butów”.

Sprawa tajemniczych butów rozwiązała się kilka dni później. Otóż - proszę państwa - w okolicach Santa Cruz ścierają się ze sobą dwa gangi, czerwoni i niebiescy. Jak rozpoznać ich członków? Czerwoni noszą minimum dwa czerwone elementy odzieży i analogicznie, Niebiescy – niebieskie. Kreśląc przyjemną atmosferę Santa Cruz, zacytuję za Urban Dictionary definicję gangów: „dumb motherfuckers who can’t seem to get along. They are gangs: bloods wear red and crips wear blue. They are always killing each other.”

Tak więc… zastanówcie się, zanim jeszcze raz włożycie czerwone buty w Santa Cruz.


Kiedy niebo się pali nad Salton Sea

Pamiętacie scenę z Dinozaura (Disney), w której z nieba spada ogromny meteor? Nigdy nie przypuszczałam, że coś podobnego może mnie spotkać tysiące kilometrów stąd.




W drodze do Salvation Mountain rozbiliśmy się przy Salton Sea. Podłoże było suche, a prowizoryczny kamping z trudem osłaniał nas przed mocnym wiatrem. Siłowaliśmy się z śledziami, kiedy na niebie pojawiła się płonąca kula. Ciężko nazwać to spadającą gwiazdą, jeśli jej rozmiary były setki razy większe. Zamarliśmy całą czwórką, w napięciu śledząc lot ogromnej bryły.

To był Dinozaur, a ja przez chwilę stałam się Suri, małym lemurem, który jak zaczarowany wpatruje się w niebo, nieskłonny do żadnej refleksji ani gwałtownego ruchu.

Czar prysnął, a kula zgasła na niebie. Tej nocy, zamiast spać, wsłuchiwałam się w wycie kojotów i googlowałam o meteorze, który spłonął w atmosferze. Był 23 września 2017, a Internet huczał o końcu świata i asteroidzie Nibiru, która tego dnia miała uderzyć w Ziemię. Czy, chcąc nie chcąc, (prawie) staliśmy się świadkami katastrofalnej przepowiedni?

Ale wiecie, co było w tym wszystkim najgorsze? Że tuż przed pojawieniem się meteoru zdjęłam soczewki i widziałam tylko łunę ognia, rozmazany zarys spadającej kuli.


Salvation Mountain
Salvation Mountain


Telefony raz jeszcze, czyli jak oszukałam system

Co zrobić, jeśli pakiet na nielimitowane wszystko kończy ci się dwa dni przed wyjazdem do Polski, a potrzebujesz Internetu chociażby po to, żeby trafić na lotnisko? Masz dwie opcje:

  • Po bożemu przedłużyć pakiet i zapłacić kolejne $40
  • Zadzwonić na infolinię i zastosować pewną sztuczkę

A skoro byłam już za pan brat z obsługą klienta, jak myślicie – który wariant wybrałam?

Sztuczkę nieoficjalnie zdradziła mi pani w lokalnym oddziale linii MetroPCS. Aby za darmo przedłużyć pakiet, należy… zadzwonić na infolinię i grzecznie o to poprosić. Można napomknąć o chwilowym braku dolarów i że bardzo, ale to bardzo, zależy ci na usłudze. Każdy klient ma prawo do jednorazowego bezpłatnego przedłużenia abonamentu na 24h, pod warunkiem, że będzie kontynuował korzystanie z usługi. A że nikt tego później nie sprawdza, to już inna sprawa.

Swoją drogą, swój pakiet przedłużyłam w tej sposób dwa razy, korzystając z automatycznej sekretarki. Czy chcesz skorzystać z jednorazowego przedłużenia abonamentu? Tak, dwa razy.

Droga w Joshua Tree NP
Joshua Tree National Park
Joshua Tree


Historie nieopowiedziane mają to do siebie, że lubią mnożyć się na pęczki. Mam nadzieję, że pięć, które dzisiaj wybrałam będzie dla was trochę przydatne, a trochę nie. Korzystajcie i strzeżcie się moich błędów ;)

To jak, która historia podobała wam się najbardziej?


*     *     *

Na zdjęciach: Joshua Tree NP
Przeczytaj również: Floryda, historie nieopowiedziane