Nie odlajkuję cię

Od kilku tygodni obserwuję spadek zaangażowania życiem w blogosferze. Moim własnym, a także tym ze strony osób, do których raz po raz zaglądałam. Postów jest jakby mniej, a coraz więcej blogów, bezczelnie porzuconych, zaczyna oblekać się szaro-burym kurzem. Trochę jeszcze czytam, a trochę nie, łapiąc się na przewijaniu wpisów w poszukiwaniu wyboldowanych, tłustych słów-kluczy.

Czasami zastanawiam się, w czym może tkwić problem. W monotonii i zmęczeniu po-studenckim życiem? W blogowym sukcesie, rozdmuchanym, idealnym życiu, które nigdy nie nadchodzi? Czy w oszustwie, które rządzi dzisiaj blogosferą?


follow za follow | wypalenie blogosferą | follow train


Plastikowe blogi


Zawsze lubiłam świat Instagrama - tablicę pełną inspiracji zamkniętych w kwadratowych kadrach. I nigdy nie lubiłam follow za follow, sztucznego pozyskiwania fanów, którym szczyciły się podejrzane konta. Niestety, szemrane akcje i puste lajki szybko stały się przykrą codziennością Instagrama. Każdego dnia widziałam dziesiątki kont, które obserwowały mnie tylko po to, żeby za chwilę zapomnieć o moich zdjęciach.

Tolerowałam to, bo co mi z botów, które lubiły mnie tylko po to, żebym odkliknęła im follow? Wierzyłam, że są ludzie, prawdziwi ludzi, którzy lubią mnie i moje zdjęcia, a nie to, czy ja też ich odlubię. Długo sama szerzyłam ideę no-follow. Obserwowałam tych, których chciałam, ludzi inspiratorów, którzy dostarczali mi piękne treści. Nie obserwowałam ludzi - znajomych, których wypadało lubić i nie odwdzięczałam się follow za follow.

Boty botami, ale gdy podobną strategię stosują DOBRZY blogerzy, chcę głośno krzyczeć NIE.

Zastanów się, jak działa ten mechanizm.

Dostajesz powiadomienie, że właśnie zaobserwował cię, dajmy na to, twój ulubiony bloger. Rozpiera cię duma, czujesz się ważny, bo KTOŚ taki potrafił docenić twoją pracę. Trochę pod presją, trochę bo też go przecież lubisz jesteś zobowiązany odwzajemnić tę dobroć i, nim się obejrzysz, wpadasz w sidła efektu wzajemności.
Na czym polega reguła wzajemności? To psychologiczny mechanizm, doskonale wykorzystywany w marketingu i sprzedaży. Jeśli ktoś wyświadczy nam przysługę, podaruje nam prezent (nawet mały jak follow na Insta), czujemy się zobowiązani do odwdzięczenia się.

A później wchodzisz na konto ulubionego blogera i z podejrzeniem odczytujesz liczbę osób w rubryczce obserwowani. Kilka tysięcy, kiedy jeszcze wczoraj była blisko setki? Zerkasz za kilka dni, wzrosła o 3 tysiące! Lukasz za tydzień, dwa, miesiąc i trochę ze smutkiem patrzysz, jak liczba wraca do wyjściowego punktu. W tych usuniętych i wywalonych na śmieci byłeś też ty.

A bloger, jak to DOBRY bloger, ma teraz +10 tys. oczek.



Follow train, czyli przepis na sukces?


Ze smutkiem obserwuję w Polsce obsesję follow za follow, ale to, co dzieje się dalej przerosło moje oczekiwania. A żyłabym sobie - spokojna i nieświadoma - gdybym nie podjęła rzuconej rękawicy influencer marketing na rynku UK.

Tam wszyscy followują wszystkich, a gonitwa o followersów przypomina korporacyjny wyścig szczurów. 
Jeszcze 10 obserwatorów, żeby osiągnąć mój cel na czerwiec! 



gonitwa o followersów


Znacie zjawisko follow train, które króluje na niebieskim Twitterze? Wygląda to mniej więcej w ten sposób: skomentuj, zretwittuj i follow’uj wszystkich, którzy lubią ten post. A potem odwdzięcz się za okazaną miłość. Follow trainy są tematyczne, w komentarzu możesz wrzucić bloga, twittera lub profil na Instagramie. 


Blogger Follow Train


Są jeszcze grupy… bo dzisiaj ludzie zrzeszają się, żeby lajkować sobie wzajemnie posty i walczyć z algorytmami, zostawiając pod zdjęciem tysiąc serduszek.

W taki sposób rodzą się dzisiaj blogi, konta +5 tysięcy z oczek z zerowym zaangażowaniem. Ale czemu się dziwić, skoro dzisiaj tym, co najważniejsze są właśnie puste cyferki. Masz 5-tkę? Dostaniesz od firmy szminkę. Dyszkę? Wow, zasłużyłaś na cienie w proszku.



*    *     *


Nie lubię blogosfery, którą rozlicza się w suchych liczbach; w której się oszukuje i sztucznie pompuje swoją publikę; w której ty - czytelnik - jesteś sprowadzony do kolejnego lajka. Masz robić tłum i nie wyrażać kontrowersyjnego zdania.

Ale kto dzisiaj ją jeszcze lubi?

Problem blogosfery jest wielowarstwowy. Jesteśmy zmęczeni życiem online, życiem-iluzją wykreowaną przez piękne social media. Wypalamy się, tworząc kolejne ważne i wartościowe teksty, których nikt już nie czyta. Opowiadamy o swoich wzlotach, płaczemy o błędach, tworząc przezroczyste i neonowe życie. Uzależniamy się od serduszek i ciskamy sprzętem ze złością, widząc działanie algorytmów. Ścigamy się w poszukiwaniu raju - miliona obserwatorów i firm z PR-owymi paczkami.

Męczy nas sztuczność, to, że ktoś lubi i czyta nas tylko po to, by podbić swoje statystyki. / M.

Do poduszki polecam też zerknąć do innych. Zreflektować się i ze smutkiem popatrzyć na płonącą blogosferę.