Q&A: ostatni odcinek telenoweli USA


Co robiłeś rok temu dokładnie o tej porze? Siedziałeś przy biurku czy odpoczywałeś, korzystając z uroków leniwych wakacji? Bo ja odpalałam kolejny serial - wciśnięta za ladą hotelowego lobby w Santa Cruz, stanie Kalifornia, tysiące kilometrów stąd.

Aż serce się kraja.


road trip USA | zachodnie wybrzeże | Stany Zjednoczone


W ciągu ostatniego roku nie było dnia, żebym na nowo nie przeżywała przygód i miejsc, które kolejno odwiedzaliśmy na mapie USA. Golden Gate, Wielki Kanion czy kojoty, które koncertowały o trzeciej w nocy, 3 metry od naszego namiotu. To była niesamowita podróż i wciąż nie potrafię (nie chcę?) wyszeptać tych kilku pożegnalnych słów.

Więc może inaczej. Przed wami 12 pytań i odpowiedzi, które stały się swoistym podsumowaniem naszego tripa po zachodnim wybrzeżu USA.


1. Najlepsze miejsce w USA?

Bardzo ciężko wskazać na jedno najlepsze miejsce, które odwiedziliśmy w czasie tej podróży. Podobało mi się wiele parków i miast, szczególnie tych, które odwiedzaliśmy na początku tripa - wtedy, kiedy jeszcze wszystko było nowe i wszystko było wow. Z biegiem czasu kolejne miejsca robiły na mnie coraz mniejsze wrażenie. W końcu, ile razy możesz się zachwycać kolorowymi skałami i dziurami w ziemi? Kto by pomyślał, że kolejność na planie zwiedzania może mieć takie znaczenie!

Ale. Chciałabym wyróżnić Zion i szlak Angels Landing, którego pokonanie dało mi ogromną satysfakcję. A że kiedy schodziłam ze skały, jedną ręką podtrzymując się o łańcuch, nad głową przeleciał mi ogromny, czarny kondor? Ten sam kondor, którego od kilku dni usilnie starałam się wypatrzyć na niebie? To jest życie!


widok z Angels Landing | Park Narodowy Zion


2. Najsłabszy punkt wycieczki?

Za mało czasu! Na Zion zabrakło nam co najmniej jednego dnia, a pobyt w LA do tej pory wspominam jak wyścig z czasem: niemożliwy wybór pomiędzy zwiedzaniem, szybkimi zakupami i pakowaniem. Zobaczyliśmy taaak wiele, a równocześnie mam wrażenie, że ledwie liznęliśmy czubek góry lodowej.

3. Żałuję, że nie zobaczyliśmy/zrobiliśmy:

Kalifornijskiej “jedynki” (Pacific Coast Highway), która ciągnie się wzdłuż wybrzeża Pacyfiku. Droga nr 1 została zamknięta tuż przed naszym wyjazdem do Stanów i nie została otworzona już do końca września. Udało nam się jedynie liznąć jej fragment, dojeżdżając do słynnego mostu Bixby Bridge od Monterey i później - nadrabiając drogę, żeby zobaczyć zachód słońca nad Moro Bay.

I jeszcze - trochę mi szkoda, że nie wybrałam się na whale watching w Monterey.


Big Sur, widok z mostu Bixby Bridge


4. Czego brakuje teraz w Polsce?

Road tripu! Spędzania każdego dnia w innym miejscu i prostej drogi, która kilometrami ciągnie się wgłąb kontynentu. Tej swobody w podejmowaniu decyzji i zbaczania ze szlaku w poszukiwaniu miejsca na nocleg.

No i tak... Zarabiania 10 dolców/godz. za oglądanie seriali w hotelowym lobby ;)

5. Nigdy nie zapomnę widoku…

Doliny Śmierci podczas zachodu słońca, który obserwowaliśmy na Dante’s View.

Po prawej stronie za horyzontem chowała się pomarańczowa kula ognia, złocąc pobliskie szczyty i rozległe pola soli. Z lewej strony nadciągała burza. Niebo raz po raz przecinały groźne błyskawice, gdzieś tam w tle majaczyła delikatna tęcza, a w naszą stronę powoli przesuwała się ściana deszczu. A w samym środku my - cisi obserwatorzy niezwykłego spektaklu Matki Ziemi.


zachód słońca na Dante's View | Dolina Śmierci


6. Na podróż do USA niepotrzebnie spakowałam:

Kapelusz! Zawsze marzyły mi się instagramowe kadry na plaży w słomkowym kapeluszu z dużym rondem. Przed wyjazdem szukałam i zaglądałam do każdej sieciówki, żeby znaleźć coś, co będzie pasowało na moją głowę. Kupiłam kapelusz, po czym... wyrzuciłam go już w San Francisco.

Nie wiem, jak na leniwych wakacjach, ale podczas road tripu zrobił się z niego straszny balast. Był mega niepraktyczny - nie mieścił się do walizki i spadał z głowy już z lekkim podmuchem wiatru. A że dodatkowo nie jestem wielką fanką kapeluszy i nakryć głowy...

7. Najpiękniejsza trasa?

Jezu, droga 163 do Doliny Monumentów - obrazek tak doskonale znany z filmów i bajek, a jednak… taki, który wciąż rzuca cię na kolana. Wisienką na torcie jest cała 17-milowa Navajo Loop, szutrowa trasa, która wije się pomiędzy skałami-gigantami. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak musi tam być kosmicznie podczas wschodu / zachodu słońca.


droga 163 z widokiem na Dolinę Monumentów

8. Szkoda, że przed wyjazdem nikt mi nie powiedział, że:

...szkoda czasu na zamartwianie się o wszystkie rzeczy, które mogą pójść nie tak: wynajem samochodu, rezerwację hoteli czy znalezienie drugiej pracy. Warto trzymać się reguły: stresować możesz zacząć się dopiero, kiedy faktycznie stanie się coś złego. A póki co… nie szkoda ci życia na roztrząsanie scenariuszy co by było, gdyby?

9. Przereklamowane miejsce:

Wiele osób nie przyzna mi racji, ale… postawię na Kanion Antylopy. Wszystko wydawało mi się tam takie sztuczne. Lekcja na temat ustawień aparatu, żeby podbić pomarańcz skały. (Obowiązkowy) przewodnik, który zachowywał się, jakby był tam z nami za karę. Gromada ludzi, którzy korkowali podziemne przejścia w poszukiwaniu “tego jednego” idealnego kadru.

Pół winy zrzucam na przewodnika, drugie pół na termin (bo zwiedzaliśmy kanion w niedzielę), ale… Jeśli miałabym żałować wydanych pieniędzy, to właśnie tych +$30 za wejściówkę do Antylopy.


Dolny Kanion Antylopy


10. Najlepszy posiłek?

Uwielbiam krewetki, a Kalifornia rozpieściła mnie nimi na dwa sposoby:

  • małą przystawką w hawajskiej restauracji Hula’s Island Grill w Santa Cruz: krewetki zawijane w delikatnym, chrupkim cieście ala’ piwnym, posypane wiórkami kokosowymi i podawane z sosem ananasowym (o mamo!)
  • taco z krewetkami (jadłam kilka, ale najcieplej wspominam te z knajpki w Old Town San Diego, dobra cena i ten smak!)

11. Hit zakupowy z USA?

Moim hitem są bez wątpienia dwie pary dżinsów, rurek Levi’s, które kupiłam w outlecie na przedmieściach Los Angeles. Są idealnie dopasowane - w pasie i w długości - co przy moim wzroście (156 cm) wcale nie jest takie proste. Zazwyczaj mój wybór ogranicza się do nogawek: wywinięte czy nieelegancko zmarszczone wokół kostek? Uwielbiam te dżinsy i od roku nie istnieją dla mnie inne spodnie - noszę je praktycznie na zmianę ;)

W LA zaszalałam i obkupiłam się również w salonie Victoria’s Secret. Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez mięciutkich materiałowych staników, które przywiozłam ze sobą z USA. Mam cztery pary (nieusztywniane, bez push-upów i innych cudów) i zachwycam się nimi każdego dnia.


krewetki w cieście piwnym z sosem ananasowym | kuchnia hawajska       stanik z Victoria's Secret, bluzka w paski z Levi's i perfumy


12. Następnym razem muszę zobaczyć:

Tak naprawdę chciałabym pojechać wszędzie i zobaczyć wszystko (!), ale... Na szczycie mojej listy wciąż jest Nowy Orlean, Park Narodowy Yellowstone, wodospad Niagara i archipelag Florida Keys.

Odrobinę porozrzucane jak na jedną wycieczkę, prawda?


*     *     *


Rychtyg, dziękuję za inspirację i pozwolenie na przedruk Q&A :) Jesteście ciekawi, jak na te same pytania odpowiedział ktoś zupełnie inny?
Odwiedźcie bloga Ani: